Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Nowy album Roberto Alagny

Treść

Jeszcze nie tak dawno część znawców przedmiotu określanie Roberto Alagny mianem czwartego tenora uważała za przedwczesne bądź za sąd zupełnie bez pokrycia. Zresztą sam artysta, biorąc się za partie często przekraczające możliwości jego głosu, też nie ułatwiał w tym względzie życia swoim zwolennikom i przeciwnikom. Jednak z czasem zdecydował się na pozostanie w repertuarze tenora lirico-spinto, co - jak się okazało - było najsłuszniejszą decyzją.
Z jednej strony pozwoliło to dojrzeć głosowi pod względem piękna brzmienia i dźwięczności, z drugiej nabrać artyście doświadczenia w jego prowadzeniu. Pozostaje tylko mieć nadzieję, że ten krok i rozwaga pozwolą mu z czasem sięgać po mocniejsze partie. Zanim to jednak nastąpi, Alagna szaleje w studiu nagrań, gdzie - najczęściej z żoną Angelą Gheorghiu - nagrywa operę za operą: "Cyganeria", "Jaskółka" i "Tosca" Pucciniego, "Werther" i "Mamon" Masseneta, "Carmen" Bizeta, "Romeo i Julia" Gounoda. Do tej listy należy udział w nagraniu "Don Carlosa" i "Traviaty" Verdiego oraz szereg albumów solowych. Wszystko to, jak na trwającą niewiele ponad dziesięć lat karierę, dowodzi ogromnej pracowitości tego artysty.
Najnowszym osiągnięciem w dyskografii tego tenora jest album "Nessun droma" zawierający recital arii włoskich operowych z dzieł, które raczej rzadko goszczą na scenach. Płytę otwiera i zamyka słynna aria z "Turandot", od której wziął nazwę cały album. Słuchając kolejnych utworów, poddajemy się wrażliwości muzycznej Alagny, pięknu prowadzenia frazy i legata oraz wyważonej, choć czasami zbyt jednostajnej, ekspresji. Swobodna emisja pozwalająca na miękkie prowadzenie głosu, który nabrał w ostatnich latach wyrównanego w każdym rejestrze i przyciemnionego brzmienia, oraz unikanie forsowania górnych dźwięków branych i wytrzymywanych z dużą swobodą pozostawiają bardzo korzystne wrażenie ugruntowane umiejętnością tworzenia nastroju każdej arii. Alagna potrafi nasycić głos pełną paletą emocji, co ułatwia mu tworzenie kreacji wokalnych.
Z pełną satysfakcją słucha się zaśpiewanych dramatycznie arii Romea "Giulietta, son io" z III aktu "Giulietta e Romeo" Zandonai, improwizacji "Calpito qui m'avete" z I aktu Andrea Chénier Giordano oraz dwóch arii Rudolfa z "Cyganerii". Natomiast z nieco mniejszym zainteresowaniem słucha się obu arii Turridu z "Rycerskości wieśniaczej", gdzie jednak da się zauważyć, że wysokie dźwięki sprawiają Alagnie sporo trudności.
Soliście towarzyszy pięknie brzmiąca Orkiestra Opery Królewskiej Covent Garden w Londynie pod wytrawną i precyzyjną batutą Marka Eldera.
Adam Czopek
Nasz Dziennik 28-07-2004

Autor: DW