Nowe przepisy, różne prawa
Treść
Kilkuset żołnierzy podziemia niepodległościowego w Wielkopolsce straciło uprawnienia inwalidy wojennego. Zakład Ubezpieczeń Społecznych, zobligowany nowelizacją ustawy o zaopatrzeniu inwalidów wojennych i wojskowych oraz ich rodzin, ustawy o kombatantach oraz niektórych osobach będących ofiarami represji wojennych i okresu powojennego, odbiera im te i tak niewielkie "przywileje", nadając w zamian tytuł osoby represjonowanej. Urzędnicy wykorzystują wprowadzoną w 2002 r. przez rząd SLD - UP ustawę i błędy, jakie tenże ZUS popełnił wcześniej. Żołnierze, którzy za walkę w obronie Ojczyzny trafili do niemieckich obozów koncentracyjnych, są rozczarowani. A może by tak oszczędności budżetowych poszukać w kieszeniach byłych funkcjonariuszy aparatu komunistycznego terroru, cieszących się sowitymi świadczeniami emerytalnymi?
- Od września 1939 roku, aż do 1941 roku walczyłem w podziemnej organizacji młodzieżowej z hitlerowskim najeźdźcą. Za walkę w obronie Polski schwytany przez gestapo trafiłem do obozu koncentracyjnego. Byłem torturowany, męczony - powiedział "Naszemu Dziennikowi" Jerzy Z., żołnierz podziemia niepodległościowego.
Nasz rozmówca nie jest jedynym bohaterem walk o wolną i niepodległą Polskę, który został pozbawiony uprawnień inwalidy wojennego. Tylko w ostatnim czasie legitymacje inwalidy wojennego ZUS odebrał kilkuset wielkopolskim kombatantom. Wręczono im legitymacje osoby represjonowanej. Ta wydawałoby się niewielka zmiana pozbawia jednak żołnierzy Polski Walczącej szeregu uprawnień i ulg ubezpieczeniowych.
Kombatanci zgodnie podkreślają, że chodzi im nie tyle o zachowanie niewielkich "przywilejów", które dawała legitymacja inwalidy wojennego, ile o zachowanie takiego statusu.
- To dla nas jest poniżające. Przelewaliśmy krew za Polskę, za Ojczyznę, znosiliśmy cierpienia obozów koncentracyjnych, byliśmy żołnierzami podziemia niepodległościowego - mówi Stefan Makne, przewodniczący Wielkopolskiej Rady Kombatantów i Osób Represjonowanych.
Dla żyjących z niewysokich emerytur kombatantów organizacji podziemnych, więźniów obozów zagłady zmiana statusu inwalidy wojennego na status osoby represjonowanej może jednak nieść dolegliwości finansowe. Pozbawienie bowiem kombatanta legitymacji inwalidy wojennego automatycznie odbiera mu m.in. prawo do darmowych leków dla żony, znosi jakąkolwiek ulgę w ubezpieczeniu autocasco.
Za czasów premier Suchockiej zdecydowano o zamrożeniu wypłat połowy emerytur lub rent, za czasów Oleksego utrzymano to w mocy. - My nie otrzymujemy takich emerytur jak funkcjonariusze UB i aparatu represji, a życie jest coraz droższe i nawet te drobne ulgi stanowiły dla nas wielką pomoc. Teraz nam to odebrano - tłumaczą kombatanci.
A wszystko za sprawą ustawy wprowadzonej przez rząd SLD - UP w październiku 2002 r. w nieudolny sposób dzielącej ofiary niemieckiego totalitaryzmu na inwalidów wojennych i osoby represjonowane. Ten akt prawny ma jednak szereg luk i błędów, które pozwalają urzędnikom na dowolność w interpretacji przyznawanych uprawnień. ZUS wykorzystuje też własne błędy, które urzędnicy tej instytucji popełnili przed dwudziestoma laty.
- ZUS sobie wykombinował, że może zaoszczędzić na kombatantach. Nie wiem, może liczyli, że jesteśmy już starzy, że nikt się za nami nie ujmie. Dlatego masowo odbierane są nam legitymacje inwalidy wojennego - mówi "Naszemu Dziennikowi" Stefan Makne.
W 1974 r. weszła w życie ustawa o zaopatrzeniu inwalidów wojennych, przyznająca uprawnienia inwalidy wojennego wszystkim, którzy walcząc z okupantem niemieckim, w obronie niepodległości Polski odnieśli uszczerbek na zdrowiu lub w wyniku takiej działalności trafili do obozów koncentracyjnych. Warunkiem uzyskania takich uprawnień była pozytywna opinia Wojskowej Komisji Lekarskiej. Do końca lat 70. z możliwości takich uprawnień skorzystały tysiące żołnierzy podziemia. Zgłaszających się wówczas do ZUS kombatantów kierowano na badania prowadzone przez cywilne komisje lekarskie. Dziś ten błąd stał się podstawą odebrania byłym żołnierzom przyznanych im uprawnień.
- Problemy zaczęły się w 2002 r., kiedy to komuniści przyjęli ustawę zmieniającą dotychczasową i wprowadzono rozróżnienie na inwalidów wojennych i osoby represjonowane. Długi czas jednak było cicho i nic złego się nie działo, aż przyszedł czas wymiany legitymacji inwalidzkich - mówi pan Norbert Widok z podpoznańskich Wir.
Nie inwalida, a represjonowany
Od końca ubiegłego roku do końca września br. legitymacje inwalidy wojennego straciło kilkuset mieszkających w Wielkopolsce żołnierzy podziemia niepodległościowego. Zakład Ubezpieczeń Społecznych w zamian wręcza im gwarantującą zdecydowanie mniejsze uprawnienia legitymację osoby represjonowanej.
- Inwalidą wojennym jest żołnierz, którego inwalidztwo powstało w związku z działaniami wojennymi lub mającymi charakter wojenny w czasie wojny w latach 1939-1945. Mowa tu o ranach, kontuzjach odniesionych w z związku z udziałem w walkach. Legitymację osoby represjonowanej wydaje się osobie, której niezdolność do pracy (inwalidztwo) zostało spowodowane pobytem w obozie koncentracyjnym, więzieniu hitlerowskim lub w innym miejscu odosobnienia - poinformowała nas Marlena Nowicka, rzecznik prasowy poznańskiego oddziału ZUS.
Jednak - jak przekonują nas wielkopolscy kombatanci - ustawodawca, odbierając im uprawnienia inwalidy wojennego i uznając za osoby represjonowane, wykazał się całkowitą bezdusznością i niezrozumieniem przepisów. Zdecydowana większość z nich trafiła bowiem do niemieckich obozów właśnie za walkę zbrojną z okupantem.
- Gdyby zastosować się do przepisów, tak jak to robią urzędnicy ZUS, to gdyby generał Stefan Grot-Rowecki jeszcze żył, zostałby uznany tylko i wyłącznie za represjonowanego - nie kryje rozgoryczenia Stefan Makne, prezes Wielkopolskiej Rady Kombatantów.
ZUS: "mogą się odwoływać"
W przesłanym do redakcji "Naszego Dziennika" piśmie Zakład Ubezpieczeń Społecznych zapewnia, że kombatanci bynajmniej nie są szykanowani, a urzędnicy, wydając legitymację osoby represjonowanej tym, którzy trafili do obozu za walkę z najeźdźcą, informują o możliwości ponownego rozpatrzenia sprawy. Oznacza to, że schorowanych kombatantów czeka długa i uciążliwa walka o swoje prawa przed rozmaitymi urzędami.
"Od każdego orzeczenia lekarza orzecznika przysługuje zainteresowanemu prawo wniesienia sprzeciwu do komisji lekarskiej w ciągu 14 dni od otrzymania orzeczenia i w dalszej kolejności prawo wniesienia odwołania od decyzji ZUS do Sądu Okręgowego - Sądu Pracy i Ubezpieczeń Społecznych, w ciągu 30 dni od doręczenia decyzji (...)" - napisała w piśmie skierowanym do naszej redakcji Marlena Nowicka, rzecznik prasowy poznańskiego ZUS-u.
- Mamy stawać przed Lekarską Komisją Wojskową i udowadniać, że nasza choroba powstała w wyniku pobytu w obozie koncentracyjnym i jest skutkiem walki zbrojnej z najeźdźcą. Przecież po sześćdziesięciu latach jest to już niemożliwe - mówi Stefan Makne.
Swoistym skandalicznym kuriozum jest sprawa żołnierza podziemia niepodległościowego - Norberta Widoka z Wir. Jego ojciec został rozstrzelany przez gestapo, a on sam za działalność w konspiracyjnej organizacji zbrojnej, schwytany i torturowany podczas przesłuchań, trafił do obozu koncentracyjnego. Przebywał w nich do 1945 roku. Przewożony z obozu do obozu trafił w końcu do cieszącego się złą sławą Gross-Rosen. W 1944 r. dostał się w ręce oprawcy dr. Entresa, skazanego później na śmierć w procesie norymberskim. Pan Widok stał się ofiarą eksperymentów medycznych. Jeszcze w latach 60. został uznany za inwalidę wojennego. Badały go międzynarodowe komisje lekarskie, które uznały, że wymaga stałej opieki lekarskiej. Dzisiaj odebrano mu uprawnienia inwalidy wojennego, uznając go za osobę represjonowaną. Od tej decyzji Norbert Widok odwołał się do Sądu Apelacyjnego w Poznaniu, jednak - jak sam mówi - świadom bezduszności urzędników i osób stanowiących polskie prawo, nie ma większych nadziei na uznanie swoich racji.
- Gdziekolwiek występowałem w Europie, byłem specjalnie honorowany przez władze państwowe, nawet w Izraelu. Niezwykle upokarzające jest dla mnie ponowne udowadnianie przed ZUS i sądem III RP swoich praw inwalidy wojennego. Biurokraci nieznający polskiej historii dyskryminują kombatantów - mówi Norbert Widok.
Pracownicy ZUS przyznają, że rozumieją rozgoryczenie kombatantów, ale muszą realizować zapisy ustawy z 2002 r., niezależnie od współczucia dla byłych żołnierzy.
Problem w tym, że ustawa przygotowana przez rząd SLD - UP, jak większość aktów prawnych tworzonych przez tę formację, jest po prostu niedopracowanym bublem. A niekompetencja ustawodawców i urzędników w niezwykle bolesny sposób odbija się na ludziach, którym zawdzięczamy wolność.
Wojciech Wybranowski, Poznań
To są bezduszne zmiany
Norbert Widok, uczestnik wojny obronnej 1939 r., więzień Gross-Rosen:
Byłem wychowany w olbrzy miej miłości do Ojczyzny, umiłowaniu wolności, nie tylko zresztą ja, bo tak wówczas wychowywano młodzież, co przejawiło się patriotyzmem młodego pokolenia. Nie miałem cienia wątpliwości, w obronie Ojczyzny trzeba walczyć i jeśli będzie taka konieczność, z honorem oddać życie. Dzisiaj, niestety, bezduszni urzędnicy, bezlitosne prawo nie chcą tego uwzględnić. Dla biurokratów ważniejsze są papierki, rozporządzenia, dyrektywy.
Mojego ojca, który przeciwstawił się wrogowi, zamordowano
9 września 1939 roku, a ja z bratem brałem udział w obronie kraju. Dostałem się w ręce niemieckie i jako uczestnik konspiracji stanąłem przed sądem tzw. Sondergericht. Jako niebezpieczny Polak, zostałem skierowany do obozu koncentracyjnego. Proszę pamiętać, o czym zdają się nie wiedzieć urzędnicy, że również w obozach jenieckich i koncentracyjnych prowadzona była działalność konspiracyjna.
Trudno aby dzisiaj lekarze mogli wypowiadać się o moim stanie zdrowia, przeżyć i stresów dokonanych eksperymentów pseudomedycznych i psychice. O życie musiałem walczyć każdego dnia. Pracowałem przy osuszaniu bagien, stojąc po pas w wodzie, w kamieniołomach, na lotnisku pod Kolonią.
Nawet Niemcy uznali mnie za więźnia sumienia. Podczas sesji naukowej w Bergen-Belsen i spotkania z więźniami zarówno żydowskiego pochodzenia, jak i innych narodowości stwierdziliśmy zgodnie, że istniał holokaust Narodu Polskiego. Takich spotkań było więcej w innych krajach, bo w Europie znają historię cierpienia Narodu Polskiego, najwyraźniej jednak nie znają jej polscy urzędnicy, którzy dzisiaj nie potrafią sobie wyobrazić, co moje pokolenie przeżyło w tamtych czasach. Trudno jest mi więc domagać się obiektywizmu i zrozumienia mojej sprawy od ludzi, którzy martyrologię Polaków mają za nic.
not. WW
"Nasz Dziennik" 2005-10-04
Autor: ab