Nowe akta o inwigilacji prawicy
Treść
Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego odnalazła nowe akta dotyczące inwigilacji prawicy, które nie były znane prokuraturze prowadzącej śledztwo w tej sprawie. Ponad sto dokumentów operacyjnych było rozproszonych w różnego typu aktach. Minister koordynator służb specjalnych Zbigniew Wassermann nie wyklucza, że było to celowe.
O odnalezieniu przez ABW w ostatnim czasie nowych akt dotyczących inwigilacji prawicy poinformowali na wczorajszej konferencji minister koordynator służb specjalnych Zbigniew Wassermann i szef prokuratury krajowej Janusz Kaczmarek. Wassermann powiedział, że w wyniku kwerendy agencja odnalazła 114 dokumentów operacyjnych rozmieszczonych w różnego rodzaju aktach. Według ministra, zakres informacji podawanych przez te akta ma "ogromne znaczenie dla kwestii ustalenia nie tylko sprawcy, który został oskarżony, ale także innych osób, które kompetencyjnie powinny odpowiadać za nadzór nad służbami, powinny wiedzieć, co dzieje się w tych służbach w związku z zagrożeniami, którymi starano się stworzyć wrażenie, że są to działania legalnie działających partii". - To są materiały o bardzo dużym znaczeniu dowodowym - dodał Wassermann. Podkreślił, że dokumenty te były rozproszone w różnego typu aktach i może to sprawiać wrażenie celowego działania. Podobnie uważa minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro.
Utrudnianie śledztwa
Mimo iż akta dotyczą inwigilacji prawicy, nie zostały dostarczone prokuraturze, która prowadziła śledztwo w tej sprawie. Takie działanie może świadczyć o utrudnianiu postępowania prokuratorskiego i mieć charakter przestępstwa.
Odkryte akta zostaną przekazane prokuraturze. Ta z kolei podejmie decyzję, w jakim zakresie wykorzystać je jako materiał dowodowy w obecnym procesie i czy pozwoli to na wznowienie umorzonego śledztwa w sprawie odpowiedzialności zwierzchników płk. Jana Lesiaka oraz ewentualnie wszczęcie nowego postępowania dotyczącego utrudniania śledztwa w sprawie inwigilacji prawicy.
Prokurator Janusz Kaczmarek poinformował, że podjęto decyzję o odtajnieniu kolejnych 16 tomów akt z tzw. szafy Lesiaka.
Rokita wiedział o inwigilacji
W odnalezionych przez ABW aktach znajdują się również protokoły z posiedzeń rządu z okresu, kiedy rozpracowywano ugrupowania prawicowe. Szefem URM był wówczas Jan Rokita, a premierem Hanna Suchocka. - Jan Rokita musiał o tym wiedzieć, jeśli wręcz [tego] nie inspirował - stwierdził Jarosław Kaczyński w jednej z audycji radiowych. Dlatego szef rządu kategorycznie potwierdza, że powinien on odejść z życia politycznego, "jeżeli w polskiej polityce mają obowiązywać jakieś reguły". - Jeśli się coś takiego zrobiło, to się przeprasza i przeprowadza się czynną ekspiację. A Rokita udaje, że jego w tej sprawie nie ma - powiedział premier Kaczyński w wywiadzie dla jednej z gazet.
Jan Maria Rokita zaprzecza tym zarzutom, oceniając słowa premiera jako "niesprawiedliwe i krzywdzące". Zapowiedział, że rozważy skierowanie doniesienia do prokuratury bądź wniesienia prywatnego aktu oskarżenia.
Jarosław Kaczyński mówił wcześniej, że działania prowadzone przez UOP inspirowali ludzie Wałęsy. Dlatego ujawnienie akt z "szafy Lesiaka" uaktywniło byłego prezydenta Lecha Wałęsę oraz jego współpracownika Mieczysława Wachowskiego. Powtórzyli oni sformułowane już wcześniej zarzuty o rzekomą próbę internowania Wałęsy i przygotowanie zamachu stanu przez ekipę premiera Jana Olszewskiego w 1992 roku. Świadczyć ma o tym nakazanie postawienia w stan gotowości jednostek nadwiślańskich wojska. Premier określił te doniesienia jako "wierutne bzdury". - Jeszcze pewnie wiele takich rzeczy usłyszymy, bo sytuacja tych panów jest nie do obrony. Oczywiście oni mogą wykorzystywać jakieś luki w materiałach (...), ale tak naprawdę obronić się nie mogą - powiedział szef rządu.
ZB
"Nasz Dziennik" 2006-10-11
Autor: wa