Nikt tego nie zapomni
Treść
Podczas zakopiańskich konkursów Pucharu Świata w skokach narciarskich zawsze jest wesoło, gwarno i kolorowo. Nie inaczej było w sobotę, podobnie miało być w niedzielę. Niestety, tragiczne wydarzenia w Katowicach położyły się cieniem na rywalizacji sportowców. Mimo to ten wyjątkowy, niezwykły konkurs pozostanie w pamięci na długo, może na zawsze. Przejmująca cisza, podniosły nastrój udzieliły się wszystkim: kibicom, zawodnikom, trenerom. Każdy chciał dołożyć swą cząstkę, by wyrazić szacunek dla ofiar dramatu.
Konkursy pod Giewontem zajmują szczególne miejsce w narciarskim kalendarzu. Uwielbiają tu przyjeżdżać fani, uwielbiają przyjeżdżać skoczkowie, bo nigdzie nie ma takiej atmosfery, klimatu, dopingu. W sobotę niczego nie zabrakło: było głośno, wesoło, kolorowo, pięknie. Zawodnicy skakali daleko, Adam Małysz wrócił do czołówki, słowem - niedzieli oczekiwano z jeszcze większymi nadziejami.
Dramat z Katowic wszystko jednak zmienił. Po długich dyskusjach postanowiono zawody rozegrać, ale bez muzycznej oprawy, głośnego dopingu i fajerwerków. Skoczkowie to zrozumieli. Wiedzieli, że sytuacja jest wyjątkowa, ale zarazem poprzez sport chcieli złożyć swój hołd ofiarom. Podkreślali to wszyscy - i Polacy, i koledzy z zagranicy. Wspaniale zachowali się także kibice. Konkurs oglądali w ciszy, z rzadka się ożywiając, gdy na rozbiegu pojawiał się któryś z naszych reprezentantów. Wyczuwało się nastrój zadumy, refleksji. Jeśli można użyć takiego stwierdzenia - raz jeszcze, tym razem w niezwykłych okolicznościach Zakopane zdało egzamin. Trudny egzamin.
Sportowe wydarzenia z Wielkiej Krokwi usunęły się zatem w cień, nie sposób jednak o nich nie wspomnieć, bo działo się dużo. Na kilkanaście dni przed igrzyskami w Turynie w iście olimpijskiej formie są Finowie. W sobotę zajęli całe podium, w niedzielę dwa najwyższe miejsca. Za każdym razem triumfował Matti Hautamaeki, fantastycznie spisywał się i Janne Ahonen. Nadspodziewanie dobrze Tami Kiuru, drugi w wieczornym konkursie. Widać, że złapali niesamowitą formę, że są szalenie mocni. Trudno będzie ich pokonać na igrzyskach. Mimo to zachowują duży spokój. - Mam jeszcze parę technicznych niuansów do poprawy, a przy okazji skoczni w Pragelato... nie lubię - przyznał Hautamaeki. Ahonen dodał: - Dziś forma jest dobra, ale wciąż jest nad czym pracować.
W Zakopanem odrobinę słabiej niż ostatnio skakał lider PŚ Jakub Janda (był jedenasty i czwarty). Widać, że nieco wybił się ze znakomitego rytmu, w jakim był od początku sezonu, ale do olimpiady na pewno zdoła wrócić do mistrzowskiej formy.
A Polacy? Małysz był dobry w sobotę, przeciętny w niedzielę, ale jak sam przyznał, tego dnia nie za bardzo mógł skupić się na skokach, bo jego myśli krążyły gdzie indziej. - Było ciężko, trudno było się skoncentrować. Brakowało atmosfery, dopingu - powiedział trzykrotny zdobywca Kryształowej Kuli. Widać, że po kryzysie pan Adam dochodzi do formy, że jest dużo lepiej niż przed dwoma tygodniami, że popełnia mniej błędów. Czeka go jednak dużo pracy, dziś jego dużym problemem wydaje się styl, dostaje niskie noty od sędziów. - Wiem, zbyt niskie lądowanie i krzyżowanie nart - przyznaje. Wypada nam zaufać trenerom, że szczyt możliwości naszego mistrza przypadnie na czas olimpiady.
Dziś wiemy, że do Turynu poleci pięciu, a nie jak wcześniej planowano sześciu reprezentantów Polski: oprócz Małysza - Stefan Hula, Robert Mateja, Kamil Stoch i Rafał Śliż. Wypadł Marcin Bachleda, który jest zupełnie bez formy. Trener Heinz Kuttin był ogólnie zadowolony z zakopiańskich występów swych podopiecznych, chwalił zwłaszcza Stocha i Hulę. Dziś Polacy wyjeżdżają na zgrupowanie do niemieckiego Ruhpolding. Tam będą spokojnie trenować i regenerować się, bo - jak przyznaje Kuttin - potrzebują nie tylko wysokiej dyspozycji, ale i głodu skakania oraz świeżości. W Małysza - w kontekście igrzysk - austriacki szkoleniowiec bardzo wierzy...
Piotr Skrobisz
"Nasz Dziennik" 2006-01-31
Autor: ab