Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Niezwykły świadek Golgoty Wschodu

Treść

Joanna Stankiewicz-Januszczak
(26 VII 1920 Lida - 5 IX 2007 Gdynia)
W środę odeszła od nas Joanna Stankiewicz-Januszczak - żołnierz ZWZ-AK w powiecie lidzkim, sądzona wraz z innymi 29 stycznia 1941 r. przez trybunał specjalny NKWD w Mińsku za działalność konspiracyjną na rzecz niepodległego bytu państwa polskiego.

Niezwykłe w historii sądzonych było to, że grupa liczyła 16 osób, a przewodniczącym złowrogiego trybunału był generał NKWD Wasilij Ulrich - ten sam, który w roku 1945 oskarżał 16 przywódców Polskiego Państwa Podziemnego! Nawet prokurator był ten sam - Nikołaj Afanasjew! Większość z konspiratorów sowiecki sąd skazał na śmierć. Joannę, jedyną kobietę w tym gronie, wtrącono do więzienia w Mińsku, skąd pod koniec czerwca 1941 r., po ataku niemieckim na Sowiety, została pognana wraz z innymi więźniami w marszu śmierci do Czerwieni (Ihumenia). Większość więźniów po drodze zamordowano. Joanna cudem ocalała i po udanej ucieczce ponownie zaangażowała się w działalność konspiracyjną.

Świadek
Po wojnie zamieszkała na Wybrzeżu. Przez wiele lat nie sposób było mówić publicznie o konspiracji pod sowiecką okupacją. Joanna zbierała jednak starannie wszelkie dokumenty i zdjęcia, które będzie można rodakom pokazać - w lepszych czasach. Takie czasy nadeszły po 1990 roku. Przy pomocy wszelkich dostępnych metod wykupywała stopniowo z sowieckich archiwów kopie dokumentów dotyczących tamtej sprawy. Zgromadziła też mnóstwo zdjęć i relacji. Celem Jej życia stała się wystawa poświęcona kolegom, którzy zostali zamordowani za wierność Polsce. W ostatnich latach, mimo podeszłego wieku, wykonała mrówczą pracę dokumentacyjną, która miała posłużyć wystawie poświęconej konspiracji lidzkiej. Pragnęła, by mottem wystawy była trawestacja słów z wiersza Adama Mickiewicza "Do Matki Polki": "Sądził ich sąd krzywoprzysiężny". Niestety, tej wystawy Joanna już nie zobaczy. My jednak musimy ją przygotować i pokazać światu, bo to Jej testament.

Byliśmy przygotowani
Była autorką fascynującej autobiografii pod wielce wymownym tytułem "Dziś mówię ludziom, co mówiłam Bogu"... Ta napisana pięknym językiem książka mówi nie tylko o konspiracji lidzkiej i o procesie w Mińsku. Przede wszystkim mówi o tym, jak przedwojenna szkoła polska kształtowała patriotyzm w sercach młodzieży. Joanna była przekonana, że u źródeł tego patriotyzmu i niezwykłego poświęcenia dla Polski podczas wojny młodych Polek i Polaków z Jej pokolenia był naturalny stan rzeczy, którego tak bardzo nam dziś brakuje: młody człowiek poznawał świat wartości, który był jednakowy - zarówno w edukacji szkolnej, w nauczaniu Kościoła, jak i w domu rodzinnym. To, co najważniejsze, łączyło, a nie różniło Polaków. Gdy zapytałem kiedyś, dlaczego zdecydowała się na tak niebezpieczną działalność, w warunkach ekstremalnie trudnych, pod sowiecką okupacją, odpowiedziała mi: "Młodzież międzywojennego dwudziestolecia była wychowana w duchu patriotyzmu i czci nie tylko dla bohaterów legionowych. Również powstańcy roku 1863 - chociaż działo się to tak dawno - byli stale obecni w rodzinnych legendach o walce z carskimi zaborcami, o kibitkach wiozących na daleki, obcy i groźny, bo nieznany i mroźny Sybir mężczyzn, którym niejednokrotnie towarzyszyły dobrowolnie żony, narzeczone, matki lub siostry. Nie tylko Emilia Plater czy Anna Pustowójtówna, które walczyły w oddziałach z bronią w ręku, były nam dobrze znane i bliskie, ale i te ciche, nieznane z imienia bohaterki, które ukrywały rannych, opiekowały się chorymi, samotnie wychowywały dzieci, dbały o dom i gospodarstwo, przejmowały męskie obowiązki. Do wojny z Niemcami byliśmy więc przygotowani. Tak chłopcy, jak i dziewczęta przeszli w liceach przysposobienie do obrony kraju. Dziewczęta głównie w zakresie pomocy sanitarnej i łączności. Kiedy więc 26 sierpnia 1939 roku ogłoszono mobilizację, wszyscy chłopcy zgłosili się na ochotnika do wojska, a dziewczęta do służby pomocniczej. Pamiętam, że służbę w szpitalu wojskowym pełniła między innymi córka naszego starosty, Hanka Gąsowska, która już ukończyła pierwszy rok prawa w Warszawie, a świeże maturzystki - Wanda Dobrowolska, Wanda Maszewska, Irena Kleindienst, ja oraz dziewczęta, które w czerwcu 1939 r. ukończyły pierwszą klasę liceum lub zrobiły małą maturę w gimnazjum - zgłosiły się do Sztabu Obrony Przeciwlotniczej i podjęły służbę łącznościową".

Czerwieńska Golgota
Pod koniec życia Joanna wykonała benedyktyńską pracę nad kartoteką więźniów Mińska, którzy w czerwcu 1941 r. umierali w marszu śmierci. Zdążyła ją wydać na pół roku przed śmiercią. Natychmiast po upadku komunizmu uznała, że w nowych warunkach Jej obowiązkiem jest upamiętnienie Polaków zamordowanych po wybuchu wojny niemiecko-sowieckiej przez NKWD, zarówno w więzieniach, jak i w mińskim marszu śmierci, który nazywała Czerwieńską Golgotą. Przecież sama w niej uczestniczyła! Napisała wówczas: "Doszłam do wniosku, że przeżyłam okrutny marsz śmierci po to, aby dać świadectwo prawdzie. Zachłysnęłam się wolnością"... Od roku 1995 uczestniczyła w rocznicowych "żalbinach", czyli uroczystościach żałobnych z udziałem Polaków, Białorusinów i Litwinów - bliskich tych, których onegdaj sowieccy zbrodniarze uznali za swych wrogów i zamordowali. Radość z możliwości upamiętnienia ofiar bolszewickiej pogardy dla człowieka mąciła zawsze myśl o tym, że choć najwięcej zginęło Polaków, to na uroczystościach brakowało przedstawicieli Rzeczypospolitej, jakby cierpienie jej wiernych cór i synów z Kresów było bez znaczenia dla przedstawicieli III RP. Nie ustawała w wysiłkach. Przemawiała na "żalbinach", podkreślała cierpienie swoich rodaków i braterstwo w cierpieniu z tymi Białorusinami i Litwinami, których połączyło z Polakami pragnienie przeciwstawienia się bolszewickiemu "oswobodzeniu" i nieludzkim zasadom komunizmu w wydaniu sowieckim. Podczas "żalbin" w roku 2000 Joanna wygłosiła przemówienie, które najlepiej oddawało Jej szlachetność, mądrość i zdolność do refleksji historycznej godnej chrześcijanki - pozbawionej nienawiści, lecz wytrwałej i dzielnej w dążeniu do prawdy i sprawiedliwości. Była szczęśliwa, że z pomocą Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa udało się Jej wystawić skromny, lecz jakże wymowny pomnik Czerwieńskiej Golgoty - kapliczkę z Pietą, wyrzeźbioną w twardym, dębowym drewnie. I choć miejscowe władze zabroniły, nie wiadomo dlaczego, umieszczenia na olbrzymim kamieniu polskiego orła i polskiej inskrypcji, to i tak była szczęśliwa, że w miejscu zbrodni stanął polski znak pamięci. Głęboko wzruszona powiedziała wtedy do zgromadzonych uczestników "żalbin": "Jestem szczęśliwa, bo zgodnie z waszym życzeniem, a moim marzeniem, obok Pogoni powiewa na wietrze Biały Orzeł, wsłuchując się w opowieści starych sosen sprzed ponad 60 lat, które tę zbrodnię ludobójstwa pamiętają. Wraca historia z okresu Powstania Styczniowego, gdy obok Orła powiewał znak Pogoni, a nasi 'poszli w bój bez broni', natchnieni tylko ideą walki o wolność. Dziś znów powinniśmy razem walczyć ze wspólnym wrogiem. Wybaczmy sobie nawzajem, prośmy o wybaczenie (...). Jestem dumna, że udało mi się doprowadzić do postawienia pomnika symbolizującego naszą Golgotę na szlaku Mińsk - Czerwień, włączając w to Kuropaty, gdzie sowiecki moloch pożerał swe ofiary już od roku 1937 (...). 'Exegi monumentum' - powiedział Horacy. Ale ja ten pomnik wzniosłam nie dla siebie, lecz dla tych, o których dziś nikt nie chce pamiętać, choć bez wahania stanęli do walki z drugim najeźdźcą. Zapełnili sowieckie więzienia w Mińsku, Orszy, Witebsku, Baranowiczach, Lidzie, Brześciu, Grodnie, Białymstoku, Wołkowysku, Wilejce, a także więzienia Ukrainy (...). Nie zdołam teraz wymienić wszystkich, nawet tych znanych już z nazwiska. Gdyby się chciało upamiętnić miejsca ich śmierci, to całą drogę z Mińska, przez Śmiłowicze, do samego Czerwienia, należałoby pokryć krzyżami"...
Głębokim szacunkiem darzył Joannę śp. prof. Tomasz Strzembosz, który we wstępie do Jej książki o Czerwieńskiej Golgocie napisał: "Książka Joanny Stankiewicz-Januszczak zastępuje nieistniejącą, oficjalną historiografię. Jest efektem wieloletnich wysiłków, by zbrodnię dokonaną na trasie Mińsk - Czerwień i w samej Czerwieni możliwie szczegółowo poznać i udokumentować (...). Jest książką bezcenną, której nie potrafiłby napisać nikt, kto nie byłby tak jak ona głęboko zaangażowany w ujawnienie i opisanie zbrodni (...). Ten drugi Katyń wymaga tak samo szczegółowych i wnikliwych badań, jak ten z wiosny 1940 roku".

Bóg czuwa nad nami
W swoich wspomnieniach i w zapisie relacji innych ludzi Joanna często sięgała do pieśni i poezji więziennej, która najwierniej wyrażała tamten czas i nie pozwalała Jej zapomnieć o tym, co zasługuje dziś na wdzięczną pamięć rodaków. Wielokrotnie cytowała mi wstrząsającą piosenkę, ułożoną w mińskim więzieniu przez Jadwigę Domańską, aktorkę z Bydgoszczy, ujętą na granicy niemiecko-sowieckiej okupacji Polski. Wielu naszych rodaków zginęło tylko z powodu bolszewickiej podejrzliwości wobec "szpionów", którzy w ucieczce przed Niemcami wpadali do sowieckiej zony - z piekła do piekła...

Na granicy śnieżysta zawieja,
my przez zaspy, przez śnieg wciąż brniemy.
Serca biją, a w sercach nadzieja:
miniem słupy - do Wilna dojdziemy!
Żegnaj Wilno i żegnaj nadziejo...
"Stoj!" - zawoła bajec pogranicza.
Wnet się nasze marzenia rozwieją
w tiurmie - w Lidzie lub Baranowiczach...
Minął luty i marzec, i kwiecień,
już i maj się kwiatami przybierze.
Coraz piękniej, zieleniej na świecie,
coraz smutniej w ponurej kamerze.
Nie chcę od was pęczaku, fasoli!
Nie chcę od was ni chleba, ni wody!
Wolę zapach łąk, lasów i roli,
wolę smak znowu poczuć swobody.
Wygnaj z serca cień smutku i żalu,
patrzaj: niebo tam lśni za kratami.
W ciemnej tiurmie czy gdzieś na Uralu:
Wszędzie Bóg będzie czuwał nad nami!

* * *
Joanna Stankiewicz-Januszczak umarła po krótkiej chorobie, w otoczeniu bliskich, kochających Ją ludzi. Teraz spotyka się z tymi, o których pamięć troszczyła się przez całe życie - bardziej niekiedy niż o własne sprawy. Niech spoczywa w pokoju!
Pogrzeb śp. Joanny odbył się w sobotę, 8 września - w Święto Narodzenia NMP, której była czcicielką przez całe życie. Po Mszy św. żałobnej w kościele Najświętszego Serca Pana Jezusa w Gdyni została pochowana na cmentarzu przy ul. Witomińskiej - największej nekropolii Gdyni.
Piotr Szubarczyk
IPN - Oddział Gdańsk
"Nasz Dziennik" 2007-09-11

Autor: wa