Niezdrowa karuzela
Treść
Dopiero od dziennikarzy posłowie z sejmowej Komisji Zdrowia dowiedzieli się, że minister zdrowia do nich nie przyjdzie, bo... nie jest już szefem resortu. Zmiany wśród najwyższych decydentów sektora ochrony zdrowia zaczynają nabierać przyspieszenia. Czy rzeczywiście "nie ma mocnych" na bałagan pozostawiony po byłym ministrze Mariuszu Łapińskim, którego na szefa resortu wykreował Leszek Miller? Premier Marek Belka zapowiedział wręcz, że potrzebne jest "nowe otwarcie polityczne, które pozwoli na osiągnięcie kompromisu w sprawie ustawy o systemie opieki zdrowotnej".
Sekretariat Ochrony Zdrowia NSZZ "Solidarność" alarmuje, że częste zmiany nie wpływają korzystnie na tworzoną właśnie z pośpiechem nową ustawę o świadczeniach zdrowotnych. Podkreśla też, że nie można inaczej określić sytuacji w służbie zdrowia jak tylko jako kompletny chaos. Nadal obowiązuje zaskarżona do Trybunału Konstytucyjnego i wielokrotnie krytykowana przez opozycję ustawa o Narodowym Funduszu Zdrowia, której ułomne przepisy wprowadziły dezorganizację w środowisku medycznym i wśród samych pacjentów.
Kolejni ministrowie zdrowia obiecywali wprawdzie, że sytuacja w sektorze ochrony zdrowia się poprawi. Były to jednak tylko szumne i puste zapowiedzi. Chociaż ustawa o NFZ obowiązuje od ponad roku, nadal nie ma koszyka świadczeń gwarantowanych czy restrukturyzacji zadłużenia placówek zdrowotnych. - Nie jestem politykiem. Nie widziałem możliwości, abym mógł naprawić system opieki zdrowotnej - powiedział wczoraj po dymisji Czakański. Jaką sytuację pozostawił? Zbyt niskie stawki na świadczenia medyczne, niepłacenie szpitalom za nadwykonania przez Narodowy Fundusz Zdrowia oraz brak realizacji założeń tzw. ustawy 203 - to główne powody niekorzystnej sytuacji finansowej, w jakiej znajdują się obecnie polskie szpitale. W opinii NFZ, sytuację tę miałyby poprawić dodatkowe środki wynikające z tytułu większej niż przewidywano ściągalności składki na ubezpieczenie zdrowotne - chodzi o 600 mln zł. W opinii lekarzy, to zbyt mało wobec zadłużenia ZOZ-ów, sięgającego już 8 mld zł.
Jeszcze jako minister zdrowia Czakański zapewniał wczoraj posłów z mównicy sejmowej, że pod koniec bieżącego roku zostanie wprowadzone zróżnicowanie oddziałów szpitalnych według typów. To rozwiązanie miałoby wpłynąć na lepsze dostosowanie stawek za świadczenia medyczne do stopnia wyspecjalizowania zakładów opieki zdrowotnej, czyli tzw. poziomów referencyjnych. ZOZ-y - zależnie od specjalizacji wykonywanych przez nie usług - miałyby różne poziomy referencyjne. Jaką moc miały te deklaracje, gdy dosłownie już za chwilę nie był ministrem?
- Ustawa o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanej ze środków publicznych ma być pierwszym krokiem w naprawie sytuacji w ochronie zdrowia - zapewniał na ostatniej konferencji prasowej w trakcie posiedzenia rządu były już minister zdrowia Marian Czakański. Deklaracje byłego szefa resortu nie przemawiają jednak do pracowników służby zdrowia, wielokrotnie zapewnianych przez stronę rządową, że sytuacja się poprawi. Hasła naprawy systemu szeroko głosiła również rządowa koalicja w czasie sejmowych prac nad ustawą o Narodowym Funduszu Zdrowia. Wówczas poprawie sytuacji miało sprzyjać scentralizowanie systemu polegające na likwidacji kas chorych i zastąpieniu ich przez jeden, centralny fundusz, któremu podlega 16 oddziałów terenowych.
Centralizacja systemu miała poprawić kontrolę finansową ministra zdrowia nad całością. Szef resortu miał też nadzorować i zatwierdzać plan zabezpieczenia świadczeń zdrowotnych dla całego kraju. W myśl ustawy o NFZ, pacjenci mieli zachować prawo wyboru lekarza podstawowej opieki zdrowotnej. Pacjent otrzymał więc prawo wyboru dowolnego szpitala na terenie Polski, a za pacjentem do tych placówek miały iść pieniądze. Rzeczywistość okazała się jednak dużo bardziej skomplikowana.
Anna Ambroziak
Sytuację w służbie zdrowia komentuje Maria Ochman, przewodnicząca Sekretariatu Ochrony Zdrowia NSZZ "Solidarność":
Niekorzystną sytuację w sektorze zdrowotnym powodują m.in. częste zmiany na stanowiskach kierowniczych w Ministerstwie Zdrowia. Od 2001 r. szefowie resortu zmieniali się aż sześciokrotnie. W ciągu ostatniego roku zmieniło się aż pięciu ministrów. Podobnie często zmieniali się prezesi Narodowego Funduszu Zdrowia - aż cztery razy w ciągu roku! Fakt częstych zmian w sektorze ochrony zdrowia świadczy o tym, że już dawno wyczerpały się możliwości i pomysły lewicy na zarządzanie resortem zdrowia. Ani pacjentom, ani pracownikom tego sektora nie wychodzą na zdrowie częste zmiany oraz to, że odejścia ministrów łączą się z korupcyjnymi aferami. Pogłębia to tylko chaos i destrukcję całego systemu.
Przychodzi ktoś nowy, daje nowe pomysły. Przekłada się to na bałagan legislacyjny. Przecież zaproponowaną przez rząd nową ustawę o świadczeniach zdrowotnych tworzy się pod presją czasu. Posłowie pracują po kilkanaście godzin dziennie, bo ustawa ma być uchwalona już w przyszłym tygodniu.
Nie wiem, jak skomentować fakt, iż o dymisji ostatniego szefa resortu Mariana Czakańskiego dowiedzieliśmy się w czasie prac sejmowej Komisji Zdrowia nad nową ustawą. Nikt nic do tej pory nie wiedział. Oczekiwaliśmy cały czas przyjścia ministra na nasze obrady. O dymisji powiadomili nas dziennikarze. To zakrawa na kpinę. not. AA
Nasz Dziennik 16-07-2004
Autor: DW