Niewypłacanie pensji to nie przestępstwo?
Treść
Prokuratura Rejonowa w Ostrowie Wielkopolskim umorzyła postępowanie w sprawie naruszenia praw pracowników Fabryki "Wagon" S.A. przez ówczesnego prezesa firmy Mariana Preditisa, utrudniania działalności związkowej, szykanowania pracowników. Prokuratorzy ocenili, że niewypłacanie robotnikom wynagrodzeń to nie przestępstwo. Związkowcy obawiają się, że decyzja prokuratury daje pewien sygnał potencjalnym nieuczciwym pracodawcom - "możecie nie płacić zatrudnionym, tylko znajdźcie dobre wytłumaczenie".
Ostrowscy prokuratorzy podjęli decyzję, która oburza pracowników. Uznali bowiem, że zarząd firmy, nie wypłacając pracownikom należnych im pieniędzy, nie popełnił przestępstwa. Miejscowa prokuratura nie stwierdziła bowiem, aby kierownictwo spółki działało wtedy w sposób "uporczywy bądź złośliwy". Uznała, że było to wykroczenie i sprawę przekazała miejscowej Państwowej Inspekcji Pracy, która skierowała do sądu wniosek o ukaranie prezesa Preditisa. - Prokuratura pierwszej instancji stwierdziła brak ustawowych znamion czynu zabronionego - potwierdził rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Kaliszu Janusz Walczak.
- Postępowanie zostało umorzone, ponieważ zaległości w wypłacie wynagrodzeń wynikały z pełnej utraty płynności finansowej firmy. Zobowiązania te zostały jednak uregulowane w sierpniu i wrześniu - tłumaczył Janusz Walczak.
Uzasadnienie decyzji o umorzeniu postępowania w sprawie niewypłacania robotnikom pieniędzy, spowodowania dramatycznej sytuacji w niejednej rodzinie, w której doszło do zagrożenia eksmisją, może bulwersować. Niewypłacanie pieniędzy pracownikom nie było bowiem spowodowane tylko i wyłącznie złą sytuacją firmy. W pierwszym dniu strajku, kiedy to okazało się, że brakuje środków na pensje, prezes Preditis na swoje konto i rachunki około czterdziestu członków zarządu oraz dyrektorów wydziałów przelał znaczne kwoty tytułem... wynagrodzeń. W pracy jednak już nigdy się nie pojawił. Co więcej, w tajemniczych okolicznościach z kont firmy zniknęły również składki związkowe, jak się okazało zatrzymane przez poprzedni zarząd firmy. - Uniemożliwiło to udzielenie pomocy rodzinom strajkujących robotników - powiedział nam Zbigniew Kowalski, wiceprzewodniczący zakładowej "Solidarności".
Pikanterii całej sprawie dodaje fakt, iż były szef zarządu spółki, który w firmie przepracował de facto zaledwie trzy miesiące, mając jednak spory udział w doprowadzeniu jej do katastrofalnego stanu, wniósł do syndyka "Wagonu" roszczenie o około 2 mln zł z tytułu rzekomo należnego mu wynagrodzenia. Związkowcy twierdzą, że groźby byłego prezesa spółki - ściągnięcia do fabryki firmy ochroniarskiej i spacyfikowania strajku - były utrudnianiem działalności związkowej. - Co jest przestępstwem, jeśli według prokuratury nie jest nim niewypłacanie wynagrodzeń, straszenie związkowców różnymi sankcjami czy zabór mienia spółki - pyta Grzegorz Majchrzak, szef zakładowej "Solidarności".
Jednak zaskakiwać może nie tylko wydana przez ostrowską prokuraturę decyzja o umorzeniu postępowania w sprawie niewypłacania pracownikom należnych wynagrodzeń, szykanowania i uniemożliwiania prowadzenia działalności związkowej, ale również co najmniej dziwny sposób prowadzenia tego postępowania. Okazuje się bowiem, że Prokuratura Rejonowa w Ostrowie Wielkopolskim przeprowadziła czynności wstępne i wydała decyzję o umorzeniu postępowania, nie wykonując nawet tak podstawowych czynności, jak przesłuchanie wnioskodawców.
- Nie znam sprawy "Wagonu", więc nie będę oceniał tego, czy zaistniało tam przestępstwo, czy nie. Ale podstawową rzeczą, jaką wykonuje się po otrzymaniu zawiadomienia o przestępstwie od osoby rzekomo pokrzywdzonej, jest przesłuchanie jej i innych osób, które zostały dotknięte czynem opisanym w zawiadomieniu. To elementarne czynności wstępne. Dopiero wówczas można zadecydować, czy doszło do popełnienia przestępstwa. I dopiero po wykonaniu tego można zadecydować o dalszych czynnościach lub umorzeniu postępowania - powiedział "Naszemu Dziennikowi" jeden z poznańskich prokuratorów.
Tymczasem mimo że od sierpnia, a więc dnia, kiedy związkowcy złożyli zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa przez były zarząd firmy, do dziś minęły już ponad trzy miesiące, nigdy nie przesłuchano żadnego z wnioskodawców. Co więcej, zadecydowano o umorzeniu postępowania, nie przesłuchując ani jednej z osób, które zawiadomienie o przestępstwie złożyły. - Sprawy tej nie zweryfikował prokurator, który nawet nas nie przesłuchał - twierdzi Majchrzak. Związkowcy i zbulwersowani pracownicy, którzy niedawno udowodnili, że potrafią skutecznie zabiegać o swoje prawa, złożyli już odwołanie od tej decyzji do prokuratury wyższej instancji. Mają nadzieję, że tym razem prokuratura będzie się kierowała przepisami kodeksu karnego i niezależnie od dalszej decyzji przynajmniej zada sobie trud przesłuchania wnioskodawców.
Od wielu miesięcy Prokuratura Okręgowa w Kaliszu, do której trafiło odwołanie związkowców, opieszale prowadzi inne śledztwo w sprawie Fabryki "Wagon", a dotyczące działania na szkodę firmy i spowodowania wysokiej straty finansowej w zasobach przedsiębiorstwa przez słowackich właścicieli spółki. Podejrzewa się ich o wyprowadzenie ze spółki co najmniej 11 mln zł. Sąd Rejonowy w Ostrowie Wielkopolskim aresztował wiosną trzech członków zarządu przedsiębiorstwa. Mężczyźni wkrótce wyszli na wolność po wpłaceniu poręczenia majątkowego w łącznej kwocie 7,8 mln zł. Sąd Okręgowy w Kaliszu zmniejszył jednak kaucję do 2,4 mln zł i oddał im paszporty. Teraz przebywają za granicą i - według syndyka "Wagonu" Elżbiety Kosewskiej-Kędzior - starają się wywołać zaniepokojenie wśród wierzycieli spółki oraz potencjalnych kontrahentów.
Od początku sierpnia bieżącego roku ponad 2 tys. pracowników ostrowskiej prowadziło strajk okupacyjny w pomieszczeniach fabryki "Wagon" S.A. w Ostrowie, protestując przeciwko wielomiesięcznemu niewypłacaniu im wynagrodzeń oraz celowemu niszczeniu spółki przez słowackich udziałowców i związany z nimi zarząd na czele z Marianem Preditisem. Sytuacja wyjaśniła się definitywnie, kiedy pracownicy przejęli zdecydowanie sprawy we własne ręce, usuwając z fabryki niegospodarnych członków zarządu i rozpoczynając strajk okupacyjny. Prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie celowej niegospodarności w Fabryce "Wagon", zarzucając słowackim udziałowcom wyprowadzenie z firmy ponad 11 mln zł w wyniku machinacji finansowych. Jednocześnie do prokuratury wpłynęła skarga podpisana przez przedstawicieli wszystkich związków zawodowych reprezentujących 2 tys. osób zatrudnionych w fabryce.
Po zwolnieniu we wrześniu br. około 100 osób "Wagon" zatrudnia obecnie ok. 2 tys. pracowników i nadal jest największą firmą w południowej Wielkopolsce. Jeszcze kilka lat temu pracowało tutaj ok. 8 tys. osób. We wrześniu Sąd Rejonowy w Kaliszu ogłosił upadłość tej spółki. Mimo tego od półtora miesiąca trwa w Wagonie normalna produkcja.
Wojciech Wybranowski, Poznań
Nasz Dziennik 28-11-2003
Autor: DW