Niewygodna instytucja
Treść
Propozycja utworzenia w Berlinie Centrum Polskiej Martyrologii wywołuje w Niemczech coraz większą niechęć. Jak napisał wczoraj dziennik "Die Tageszeitung", wypowiadający się na ten temat niemieccy politycy zamiast takiego centrum woleliby powołać w stolicy Niemiec polskie muzeum.
Niemiecki dziennik, pisząc o inicjatywie berlińskiego adwokata Stefana Hambury, potwierdził, że w stolicy Niemiec brakuje jakichkolwiek polskich miejsc pamięci. Jedynie w ludowym parku "Volkspark Friedrichsheim" znajduje się pamiątkowe miejsce poświęcone polskim żołnierzom, którzy polegli w Niemczech u schyłku II wojny światowej. Na tablicy widnieje napis: "Za waszą i naszą wolność".
Z kolei sam pomysł utworzenia Centrum Polskiej Martyrologii w Berlinie wydaje się niepokoić niemieckich polityków. Przewodniczący komisji spraw zagranicznych w Bundestagu Ruprecht Polenz (CDU), zamiast utworzenia Centrum Polskiej Martyrologii, chciałby raczej powstania w niemieckiej stolicy muzeum historii Polski, które, jak zaznaczył, "powinno przybliżyć Niemcom szeroki zakres dziejów Polski". Przeciwko budowie Centrum Martyrologii w Berlinie opowiedziała się również wiceprzewodnicząca frakcji SPD w Bundestagu Angelika Schwall-Dueren. Podobnie jak Polenz wątpi ona, aby powstanie polskiego centrum w postaci proponowanej przez Hamburę było "najlepszą formą, która będzie służyła poznaniu polskiej historii". - Wybudowanie w Berlinie Centrum Polskiej Martyrologii byłoby równoznaczne z ograniczeniem wizerunku Polaków jedynie jako ofiar II wojny światowej. (...) Wątpię, aby większość naszych sąsiadów [Polaków] chciałaby przekazać właśnie taki obraz - stwierdziła w wywiadzie dla "Die Tageszeitung".
W tym samym wydaniu "Die Tageszeitung" urodzony we Wrocławiu niemiecki publicysta Mateusz Hartwig proponuje, aby zamiast koncentrowania się w Polsce i Niemczech na muzealnych formach upamiętniania przeszłości, w większym stopniu, na wzór Stanów Zjednoczonych, korzystać z bezpośrednich przekazów i z doświadczeń naocznych świadków wydarzeń, których należy częściej zapraszać na lekcje historii do różnych szkół. Trzeba to robić stosunkowo szybko, póki jeszcze żyją. Jego zdaniem, osobiste losy poszczególnych ludzi bardziej poruszają "publiczność" niż jakiekolwiek pomniki.
Waldemar Maszewski, Hamburg
"Nasz Dziennik" 2006-01-17
Autor: ab