Nieważne czyje, ważne aby było
Treść
Likwidacja funkcji Rzecznika Interesu Publicznego - to praktycznie jedyny zapis, jaki znalazł się w złożonym wczoraj przez PiS projekcie ustawy o ujawnianiu informacji o dokumentach organów bezpieczeństwa państwa komunistycznego z lat 1944-1990 oraz treści tych dokumentów, a którego zabrakło w projekcie złożonym wcześniej przez LPR. Zapowiada się nam jednak kolejna dyskusja nad tym, "kto co zgłosił i kto był pierwszy", do której chętnie włączyła się także Platforma Obywatelska. Tyle że dla ludzi liczą się dobre rozwiązania, a nie ich autorstwo.
Projekty zmian w dostępie do dokumentów znajdujących się w archiwach IPN już wcześniej złożyły kluby Samoobrony i Ligi Polskich Rodzin. LPR w środę złożyła autopoprawkę do swojego pomysłu - uzgodnioną z władzami IPN. Jak nieoficjalnie się dowiedzieliśmy, nie można było tak tego zrobić - Liga powinna złożyć zupełnie nowy projekt, a nie autopoprawkę. W związku z tym biuro prawne Kancelarii Sejmu przygotowywało wczoraj w tej sprawie pismo do klubu LPR. Pozostaje mieć nadzieję, że nie zaogni to na nowo stosunków Liga-marszałek.
- Zależy nam na tym, by to nasz projekt był procedowany, ale znów będzie, że to PiS jest takie genialne - mówi nam jeden z polityków LPR.
Okazuje się, że prócz debaty nad tym, "kto był pierwszy", trwa też spór, kto komu "ukradł" zapisy projektu. Sęk w tym, że znaczna część dokumentu autorstwa LPR, PiS i PO jest wspólna. Wątpliwości rozwiało wczoraj biuro prasowe IPN: "opinie IPN dotyczące projektów były różne, dotyczyły bowiem różnych propozycji. Natomiast dołączane do nich, opracowane w IPN propozycje nowelizacji ustawy o IPN wraz z uzasadnieniem zostały przekazane do PiS, PO i LPR w identycznej postaci, o czym przedstawiciele tych klubów byli informowani". Komunikat takiej treści IPN przesłał PAP.
Nie ma więc znaczenia, a raczej nie powinno mieć, kto jako pierwszy złożył propozycję ustawową. Dużo ważniejsze jest to, co ona zawiera. Zawiera zaś, w największym stopniu projekt PiS, duże zmiany w podejściu do kwestii lustracji. Podczas gdy LPR koncentruje się na dostępie do archiwów, a Samoobrona - lustracji dziennikarzy, Prawo i Sprawiedliwość chce modyfikacji w procedurze lustracyjnej. Nie oznacza to jednak, jak chce Jan Rokita, że dotychczasowe wyroki sądu lustracyjnego zostaną uznane za niebyłe.
- To zaskakujące, że takie zdanie wypowiada prawnik - komentuje opinię lidera PO szef klubu PiS Przemysław Gosiewski.
O wadze projektu złożonego przez PiS świadczy fakt, że posiada on preambułę - dodatek zarezerwowany dla aktów prawnych najwyższej próby. W części dotyczącej IPN projekt jest identyczny ze złożoną już propozycją LPR i niezłożoną PO: wydłużenie okresu ścigania zbrodni komunistycznej, zmiana jej definicji, wzmocnienie pionu śledczego IPN. Jeśli chodzi o samą lustrację, różnice są zasadnicze. Jak pisaliśmy wczoraj, LPR chce wglądu w archiwa dla każdego, ale jednocześnie nie dotknęła zupełnie sprawy obecnej procedury lustracyjnej. PiS natomiast - przeciwnie.
"Podstawowym celem niniejszego projektu ustawy jest ochrona i umocnienie demokracji w Rzeczypospolitej Polskiej poprzez doprowadzenie do stanu, w którym najważniejsze funkcje publiczne w państwie, z których sprawowaniem połączono wymóg posiadania nie tylko merytorycznych, ale również moralnych kwalifikacji, będą pełnione przez osoby, których przeszłość nie budzi wątpliwości w zakresie służby, pracy, bądź takich kontaktów z organami bezpieczeństwa państwa, których ocena moralna musi być negatywna. Uregulowania zawarte w projekcie mają stać się również niezmiernie istotnym elementem szeroko pojmowanej jawności życia publicznego w Polsce poprzez poddanie społecznemu osądowi faktów z przeszłości osób uczestniczących czynnie w życiu publicznym, które to fakty mogą być uznane za kompromitujące" - czytamy w uzasadnieniu do projektu PiS.
Posłowie mają nadzieję, że kompleksowe zmiany w sprawie lustracji wejdą w życie już w marcu.
Mikołaj Wójcik
"Nasz Dziennik" 2006-02-24
Autor: ab