Niesprawiedliwy, nie do zaakceptowania
Treść
Budżet opracowany przez Londyn zrywa z zasadą solidarności, ponieważ cięcia mają dotknąć najbiedniejsze państwa - ocenia polski rząd. Polska traci według tej propozycji ok. 6 mld euro w stosunku do propozycji luksemburskiej. Wczoraj wieczorem premier Wielkiej Brytanii Tony Blair telefonicznie rozmawiał z szefem polskiego rządu o projekcie budżetu UE. Zdaniem Kazimierza Marcinkiewicza, wersja brytyjska budżetu jest nie do zaakceptowania przez Polskę.
Premier zarzucił brytyjskiej propozycji brak solidarności. Rada Ministrów na wczorajszym posiedzeniu omówiła przedłożony przez Londyn projekt budżetu Unii Europejskiej na lata 2007-2013. Premier Kazimierz Marcinkiewicz podkreślił, że propozycje brytyjskie spotkały się z silną krytyką wielu państw członkowskich. Wczoraj wieczorem premier Wielkiej Brytanii Tony Blair telefonował do premiera Kazimierza Marcinkiewicza. Rzecznik rządu Konrad Ciesiołkiewicz, relacjonując rozmowę, powiedział, że szef polskiego rządu podkreślił, iż brytyjska propozycja budżetu Unii "jest niemożliwa do akceptacji przez polski rząd i polskie społeczeństwo jako punkt wyjściowy prac nad tym budżetem" i łamie zasady solidarności.
Brytyjskie propozycje będą przedmiotem dyskusji podczas dzisiejszego spotkania w Brukseli ministrów spraw zagranicznych krajów członkowskich.
Wcześniej Marcinkiewicz wytknął Brytyjczykom, że zamiast zaproponować reformy unijnych polityk skoncentrowali się na obcinaniu środków, i to właśnie najbiedniejszym krajom. Tymczasem weto budżetowe na poprzednim szczycie Brytyjczycy uzasadniali właśnie koniecznością reformy unijnych polityk, zwłaszcza wspólnej polityki rolnej.
Sekretarz stanu w UKIE minister Jarosław Pietras powiedział, że na nowych państwach skupia się 60 proc. cięć budżetowych, a na samej Polsce - 24 proc.
- Mamy do czynienia z nieproporcjonalnie dużym obciążeniem nowych państw członkowskich - podkreślił. Dodał też, że Brytyjczycy powinni jeszcze raz przemyśleć sprawę, zwłaszcza kwestię swojego rabatu (tj. ulgi w składce do wspólnego budżetu), który w obecnej wersji wzrasta aż o
2 mld euro rocznie. - Brytyjczycy skromnie podeszli do cięć w tym obszarze - skwitował minister Pietras. Początkowo Londyn ubiegał się o jeszcze większy rabat. Postawa Brytyjczyków wzbudziła krytykę m.in. ze strony Francji, która dostrzegła, że jej zwiększone wpłaty do unijnego budżetu - przeznaczone na pokrycie kosztów rozszerzenia - w dużej mierze idą na sfinansowanie rabatu brytyjskiego, na jedno z najbardziej zamożnych państw UE.
Propozycja z góry skazana na odrzucenie
- Żeby osiągnąć kompromis, trzeba skoncentrować się na zasadniczym problemie, jakim jest brytyjski rabat, a nie na sprawach służących odciąganiu uwagi od tego, co zasadnicze
- powiedział Pietras. Dodał, że dopóki to nie nastąpi, nie ma podstaw do dyskusji o kompromisie. Pytany, czy szczyt UE w połowie grudnia skończy się niczym, minister Pietras zwrócił uwagę, że "dramatyzm negocjacji zmierza ku temu, aby było pozytywne zakończenie". - Gdyby Brytyjczycy chcieli przedstawić propozycję z góry skazaną na odrzucenie, to powiązaliby ją z reformami, i wtedy odpowiedzialność za fiasko spoczęłaby na tych, którzy nie chcą tych reform. Skoro tego nie uczynili, to znaczy, że liczą na pozytywny wynik - wyjaśnił minister.
Głos w tej sprawie zabrali również przedstawiciele partii obecnych w Sejmie. Andrzej Lepper, szef Samoobrony, wezwał rząd do twardego stawiania polskich postulatów, zaś lider LPR Roman Giertych ostrzegł, że Polska może stać się płatnikiem netto do unijnej kasy i dofinansowywać najbogatsze kraje. - Powinniśmy rozważyć zawieszenie członkostwa w Unii albo zawieszenie lub przynajmniej ograniczenie wpłacania składki oraz renegocjację traktatu akcesyjnego - powiedział Giertych, przypominając, że LPR ostrzegała przed akcesją.
Pietras zapewnił jednak, że Polsce nie grozi stanie się płatnikiem netto. - Dostaniemy 56 mld euro, a wpłacimy w tym czasie 19 mld euro - podał. Tak wyglądają zestawienia na papierze. W rzeczywistości bilans wzajemnych przepływów zależy od stopnia wykorzystania unijnych funduszy przez dany kraj.
Według minister rozwoju regionalnego Grażyny Gęsickiej, fundusze na lata 2004-2006, opiewające na 12,8 mld euro, wykorzystaliśmy dotąd zaledwie w kwocie 370 mln euro (4,3 proc.). Rząd przygotowuje program naprawy sytuacji. Polska ma czas do 2008 r. na wykorzystanie tych funduszy, potem przepadną.
Małgorzata Goss
Budżet londyński
W projekcie przedstawionym w poniedziałek wieczorem przez Brytyjczyków środki dla Polski stopniały z 61,6 mld euro do zaledwie 56 mld euro. Unijny budżet został zmniejszony z 1,06 DNB (dochodu narodowego całej UE) w wersji Luksemburczyków do 1,03 DNB. Londyn o 14 mld euro zmniejszył wydatki na politykę regionalną dla nowych państw członkowskich. Cięcia mają dotknąć wszystkich nowych państw członkowskich, ale Polska jest poszkodowana w największym stopniu. Tracimy - według różnych ocen - od 5,5 do 6,1 mld euro. Jednocześnie Brytyjczycy zaproponowali wydłużenie z dwóch do trzech lat okresu wykorzystania unijnych funduszy (zasadę n+2 zastąpiono n+3), ale tylko na czas do 2010 r.
Londyn obniżył też górny pułap unijnych transferów - z 3,95 PKB danego kraju do 3,59 PKB.
Polska otrzymała na osłodę dodatkowe środki na pomoc biednym regionom - ok. 0,5 mld euro rocznie, jednak nie jest pewne, czy te dodatkowe pieniądze zmieszczą się w obniżonym pułapie transferów. Środki te przewidywał również projekt luksemburski.
Małgorzata Goss
"Nasz Dziennik" 2005-12-07
Autor: ab