Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Nielegalny marsz nie przeszedł

Treść

Zaledwie kilkadziesiąt osób, zamiast zapowiadanych setek demonstrantów, pojawiło się w sobotnie popołudnie na poznańskim Deptaku, by wziąć udział w nielegalnym zgromadzeniu promującym homoseksualizm. Zorganizowały je skrajnie lewicowe organizacje i środowiska homoseksualne. Zgody na organizację tzw. marszu równości nie wydał prezydent Poznania Ryszard Grobelny, a jego decyzję utrzymał w mocy wojewoda wielkopolski Andrzej Nowakowski. Urzędnicy podkreślali, że przemarsz może spowodować znaczne straty w mieniu i zagrażać bezpieczeństwu przechodniów.
W tym samym czasie na ulicy Półwiejskiej pojawił się liczący kilkaset osób tłum przeciwników organizowania w Poznaniu przemarszu. Oprócz zwykłych przechodniów byli tam działacze organizacji prawicowych i samorządowcy.
- Jestem tutaj, by sprawdzić, czy policja wywiązuje się ze swoich obowiązków i nie dopuści do przeprowadzenia nielegalnego zgromadzenia - powiedział nam Przemysław Piasta, wicemarszałek Sejmiku Wielkopolskiego.
Szybko też doszło do pojedynku na hasła i wyzwiska. "Faszyści, faszyści" - skandowali w kierunku protestujących poznaniaków uczestnicy nielegalnego "marszu tolerancji". W odpowiedzi usłyszeli natychmiastową ripostę: "Won z Poznania".
Uczestnicy "marszu równości", którym mimo skandowanych haseł w rodzaju "Pokojowa demonstracja" nie udało się przejść ulicami, wyraźnie dążyli do siłowej konfrontacji. Kilkakrotnie manifestanci napierali na kordon funkcjonariuszy policji, usiłując przepchnąć się w stronę Starego Rynku i rozpocząć przemarsz.
Mimo trzykrotnych wezwań dowodzącego policyjną akcją do zakończenia nielegalnej manifestacji i pokojowego rozejścia się manifestanci nie zamierzali zastosować się do wezwań policji. Odgrażali się wręcz, skandując: "Manifestacja będzie trwać". Wreszcie po blisko dwóch godzinach policja podjęła interwencję. Kilkudziesięciu uczestników nielegalnej manifestacji próbujących stawiać tzw. bierny opór wyprowadzono siłą do podstawionych furgonetek i przewieziono na pobliski komisariat.
- W komisariatach zostaną przedstawione im zarzuty, skierujemy też sprawy do sądu - powiedział rzecznik prasowy poznańskiej policji Andrzej Borowiak.
Wojciech Wybranowski, Poznań

"Nasz Dziennik" 2005-11-21

Autor: mj