Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Nie zamierzała wracać do Polski

Treść

- Przez trzydzieści lat włożyliśmy tam wiele pracy, pieniędzy; dwie pożyczki zaciągaliśmy na ten cel. Wywieźliśmy dwie ciężarówki gratów ze strychu - zeznał przed sądem w Szczytnie Władysław Głowacki. Toczy się rozprawa o eksmisję jego rodziny i rodziny Moskalików z domu w Nartach z wniosku Agnes Trawny, która na mocy wyroku Sądu Najwyższego odzyskała tę nieruchomość, której się zrzekła przed wyjazdem do Niemiec.

- Wszystko musieliśmy naprawiać i remontować - mówił przed sądem Głowacki. Dodał, że mieli obietnicę nadleśnictwa, iż będą mogli kupić ten dom. - Gdy zaczęły się już pomiary gruntu do sprzedaży, już się cieszyliśmy, że będzie to nasze, aż nagle pomiary przerwano, bo się okazało, że Trawny wygrała sprawę w Sądzie Najwyższym - relacjonował. - Nigdzie się nie wyprowadzę. Od czterech lat przez te sprawy mam nerwicę i spać nie mogę - mówiła jego żona Władysława Głowacka. Małżonkowie podkreślali, że mieszkania zastępcze, które oferował im wojewoda i nadleśnictwo, nie nadawały się do zamieszkania. - Każde wymagało remontu. Były snopkiem i kołkiem podparte - mówiła Głowacka. Zbigniew Moskalik powiedział w sądzie, że chce mieszkać w Nartach i chce spędzić spokojnie święta "nie pod nadzorem niemieckim".
Przed sądem zeznawała również Trawny, która zapewniała, iż nieruchomość nie była zdewastowana. - Były instalacje: wodna i elektryczna, w kuchni były niepotrzebne rzeczy, ale nic nie było zdewastowane - podkreśliła Trawny. Powiedziała, że przed wyjazdem do Niemiec nie sprzedała nieruchomości, ponieważ nikt nie był zainteresowany jej kupnem. - Wyjechałam do Niemiec, żeby dzieciom było dobrze, ale zakładałam, że może tu wrócę - dodała. Zaznaczyła, jednak, iż w 1977 roku nie myślała o powrocie.
Trawny zeznała, że od rodzin Głowackich i Moskalików dostaje odszkodowanie za to, że zajmują jej mieszkanie. Miesięcznie są to kwoty: 85 złotych i 100 złotych. - Tak jak płacili nadleśnictwu, tak teraz płacą mi - tłumaczyła. Według jej zamierzeń, gdy tylko rodziny opuszczą siedlisko w Nartach, chce wyburzyć domy i zbudować nowe.
Reprezentujący Trawny adwokat Andrzej Jemielita twierdzi, że Moskalików i Głowackich oraz jego klientkę nie łączy stosunek najmu. Co by oznaczało, iż kobieta nie musi zapewniać lokali zastępczych mieszkańcom i w każdej chwili może żądać opuszczenia nieruchomości. Nie zgadza się z tym pełnomocnik rodzin, mecenas Jerzy Erlik, który podkreśla, że jest to stosunek najmu. I dlatego Trawny powinna zapewnić tym rodzinom inne mieszkania. Erlik zapowiada, że jeżeli sąd nie podzieli jego opinii, to będzie wnosił o oddalenie powództwa ze względu na to, iż działania Trawny są sprzeczne z zasadami współżycia społecznego.
- Pani Trawny przed opuszczeniem Polski zadeklarowała obywatelstwo niemieckie i zamiar wyjazdu na stałe do Niemiec. Nie dopełniła jednak wymogów i nie wpisała się do księgi wieczystej jako właściciel i nie ustanowiła zarządcy. Praktycznie Trawny porzuciła nieruchomość - argumentował wcześniej Erlik.
Sąd odroczył proces eksmisyjny do 19 listopada. Niewykluczone, że wówczas zapadnie także wyrok.
Trawny odzyskała nieruchomość w Nartach na mocy wyroku Sądu Najwyższego z 2005 roku. Po upływie okresu ochronnego Trawny wystąpiła z wnioskiem o eksmisję rodzin Moskalików i Głowackich.
Zenon Baranowski
"Nasz Dziennik" 2009-10-21

Autor: wa