Nie wolno nam o nich zapomnieć
Treść
Z dr. hab. Krzysztofem Szwagrzykiem, naczelnikiem Oddziałowego Biura Edukacji Publicznej Instytutu Pamięci Narodowej we Wrocławiu, rozmawia Marek Zygmunt
Dzięki badaniom prowadzonym pod Pana kierownictwem odkryto na wrocławskim cmentarzu Osobowickim kwatery ofiar systemu komunistycznego. Miała w tym miejscu powstać specjalna kwatera wojskowa?
- Ten największy wrocławski cmentarz jest szczególnym polem działalności Oddziału Wrocławskiego IPN ze względu na wyjątkowy charakter tego miejsca. Właśnie dwa lata temu okazało się, że oprócz dwóch już istniejących tutaj kwater ofiar systemu komunistycznego nr 81A i 120, odkryliśmy dwie kolejne znajdujące się na polach nr 77 i 102. Niewiele brakowało, aby zostały one przed laty całkowicie zlikwidowane. Służba Bezpieczeństwa chciała bowiem osoby zasłużone dla systemu komunistycznego w utrwalaniu władzy ludowej grzebać na szczątkach swoich ofiar! Nasze badania wykazały, że znajdują się one na głębokości zaledwie 50-70 cm pod alejkami cmentarza. W 2007 roku zawarte zostało porozumienie między Radą Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, władzami wojewódzkimi i miejskimi oraz naszym oddziałem IPN, na mocy którego na polach 81A i 120 miała powstać specjalna kwatera wojskowa. Większość kosztów miała pokryć właśnie Rada Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa. Jako IPN wystąpiliśmy również z propozycją, aby w wypadku braku odpowiednich środków finansowych ustawić w tym miejscu krzyż lub specjalną tablicę pamiątkową informującą przechodniów, że w tym miejscu w latach 40. ubiegłego wieku grzebano ofiary terroru komunistycznego. Niestety, z niewiadomych powodów Rada do dzisiaj nie wywiązała się z przyjętego na siebie zobowiązania. To porozumienie jest po prostu martwe. Współpraca z tą instytucją była od samego początku bardzo trudna. Nie potrafię zrozumieć, dlaczego możemy budować - co jest oczywiście bardzo cenne, chwalebne - pomniki i cmentarze dla Polaków pochowanych na terenie Rosji, Białorusi, Ukrainy, a tak trudno jest nam uporządkować kwatery zawierające szczątki ofiar terroru komunistycznego.
Widzę jednak, że nie składa Pan broni...
- Z naszej strony zrobimy wszystko, aby sprawę utworzenia kwatery wojskowej na cmentarzu Osobowickim doprowadzić do pozytywnego zakończenia. Tego typu działania są nie tylko naszą powinnością, ale przede wszystkim obowiązkiem.
Czytelnikom "Naszego Dziennika" - jako pierwszym - chciałbym przekazać informację, że również na terenie wrocławskiego cmentarza Grabiszyńskiego udało się znaleźć miejsce pochowania ofiary systemu komunistycznego - Zbigniewa Pielacha, skazanego na karę śmierci w 1953 roku. Z Lublina trafił do Wrocławia, gdzie został wprawdzie ułaskawiony, ale w 1955 roku zmarł i złożono go właśnie na tym cmentarzu. Z prośbą o odnalezienie jego grobu zwróciła się do nas jego rodzina mieszkająca obecnie w Irlandii.
Przed nami jednak w tej kwestii dosyć poważne wyzwanie. Okazało się bowiem, że w 1995 roku pochowano w tym miejscu inną osobę. I dlatego musimy podjąć rozmowy z rodziną tego zmarłego, by wyraziła zgodę na chwilowy demontaż pomnika i ekshumację zwłok, po to, aby szczątki ofiary terroru komunistycznego mogły być wydobyte i uroczyście pochowane w innym miejscu. Mam nadzieję, że tak się stanie.
Czy inne oddziały Instytutu Pamięci Narodowej podjęły podobne działania na swoim terenie?
- Tak. Ostatnio np. na prośbę kolegów ze Szczecina uczestniczyliśmy razem z nimi w poszukiwaniach szczątków członków tzw. Grupy Boa związanej z działalnością polityczną na Pomorzu. Na jej działaczach wykonano pięć wyroków śmierci. Udało nam się odszukać szczątki czterech ofiar. Widok, jaki tam zastaliśmy, był po prostu szokujący, w dwóch przypadkach szczątki były wyjątkowo zmasakrowane. Po złożeniu poszczególnych czaszek okazało się, że do każdej z tych osób zostały oddane dwa strzały: pierwszy w potylicę (ten jeszcze nie był śmiertelny), a drugi w czoło (dobijał ofiarę).
Dzięki badaniom prowadzonym na cmentarzu Osobowickim powstał prezentowany w ramach Sceny Faktu Teatru Telewizji spektakl "Golgota wrocławska". Był Pan współautorem scenariusza...
- W przedstawieniu tym ukazana została historia Henryka Szwejcera oraz jego dwóch kolegów skazanych na karę śmierci i straconych we Wrocławiu po postawieniu im fikcyjnych, wymyślonych przez UB zarzutów. Jest mi niezmiernie miło, że poza jednym bardzo zjadliwym komentarzem zamieszczonym w dolnośląskim dodatku "Gazety Wyborczej" spektakl ten spotkał się z niezwykle ciepłym przyjęciem ze strony widzów zarówno krajowych, jak i zagranicznych. Twórcy "Golgoty wrocławskiej" zostali także nagrodzeni na festiwalu w Sopocie, a przedstawienie spotkało się z bardzo dobrym przyjęciem również na festiwalach w Chicago i Berlinie.
Jaką historię opowiada wydana ostatnio Pana książka "Kryptonim Mordercy" nawiązująca do badań prowadzonych na cmentarzu Osobowickim?
- Przypominam w niej sprawę prowadzoną w latach 50. przez Informację Wojskową na terenie Dolnego Śląska przeciwko byłemu żołnierzowi AK, por. Mieczysławowi Bujakowi, skazanemu na karę śmierci i straconemu we Wrocławiu. Na przykładzie jego losów starałem się ukazać, jak funkcjonował ówczesny system komunistyczny. Wszelkie jego możliwości, działania podejmowane przez aparat represji były skierowane przeciwko człowiekowi w rzeczywistości niewinnemu, niezajmującemu się żadną działalnością wymierzoną przeciwko władzy. Jego przeszłość związana z Armią Krajową spowodowała, że "zmontowano" przeciwko niemu fałszywe oskarżenia i doprowadzono do tragicznego końca. Bardzo mnie zawsze cieszy moment, w którym możemy zakończyć w jakiś symboliczny sposób nasze wieloletnie badania, czyli odkrywać i pokazywać tę nieznaną przez wiele lat historię kolejnego człowieka.
Dziękuję za rozmowę.
"Nasz Dziennik" 2009-11-02
Autor: wa