Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Nie w namawianiu rzecz

Treść

Z wiceprzewodniczącym klubu Prawa i Sprawiedliwości Tadeuszem Cymańskim rozmawia Mikołaj Wójcik

Sądzi Pan, że długi weekend wolny od polityki skłoni posłów do refleksji i 5 maja będziemy mieli większość parlamentarną?
- To jest trudne pytanie. Ale ja zawsze staram się patrzeć optymistycznie i myślę, że czas sprzyja refleksji. Zresztą bez czasu, bez zatrzymania i oderwania się jest ona niemożliwa. Jednak gwarancji nie ma. Są inne elementy i argumenty, zwłaszcza w Lidze Polskich Rodzin.

Właśnie posłów tej formacji usilnie namawiacie na uzupełnienie tej koalicji.
- Tu nie w namawianiu rzecz. Trzeba zachęcać. Oni sami do tego wniosku muszą dojść, dojrzeć. Nie chodzi nam o to, by na siłę kaperować. Nie tylko dlatego że to nieeleganckie, ale i na krótką metę. Nam chodzi o dojrzałe wejście w tę koalicję. Jeśliby nawet miało się okazać, że nic z tego, to czas przyzna rację tym, którzy podjęli próbę budowania tej koalicji większościowej. Bo to nie tylko doraźny interes partii, ale też interes państwa. Chaos jest czymś najgorszym. Wierzę nie tylko w zdolność do refleksji, ale i owocnej refleksji. Jest też kwestia pewnej pragmatyki. Bo to nie o to chodzi, żeby przesiedzieć przez kadencję w Sejmie, ale i coś robić. Ludzie aktywni chcą działać. Oczywiście, różnimy się. Jest też świat aspiracji i ambicji, często zranionych.

A ilu posłów brakuje w tej chwili rządowi do większości? Z arytmetyki wynika, że trzynastu, Marek Kuchciński mówi o ośmiu...
- Słyszałem te różne dywagacje, ale to są wszystko teorie. Jak nie zobaczę, jak siedzą i głosują, nie uwierzę. Nic gorszego niż spekulować. Za dużo jest w ogóle tego myślenia: "co by było, gdyby było". To nie jest nic pożytecznego, szkoda czasu. Lepiej wyjść na powietrze.

Dziękuję za rozmowę.

"Nasz Dziennik" 2005-04-29

Autor: mj