Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Nie ustępstwa, lecz partnerstwo

Treść

Z prof. Mariuszem Muszyńskim, nowo powołanym pełnomocnikiem rządu ds. stosunków polsko-niemieckich, rozmawia Małgorzata Goss

Panie Profesorze, Pańska nominacja na pełnomocnika rządu ds. stosunków polsko-niemieckich nastąpiła w chwili, gdy te stosunki sięgają dna. Pozwy wniesione przez Powiernictwo Pruskie do Trybunału w Strasburgu przypomniały o wszystkich niezałatwionych sprawach. Od czego zamierza Pan zacząć?
- Nie oceniam tego tak pesymistycznie. Są problemy, ale one trwają już od dłuższego czasu. Po prostu one muszą być rozwiązane. Od czego zamierzam zacząć? Przede wszystkim od opracowania strategii działania pełnomocnika. Do tej pory pełnomocnik działał na podstawie zarządzenia ministra spraw zagranicznych, które przypisywało mu niezbyt szerokie kompetencje. Sytuacja, która powstała, wymusza jednak większą aktywność pełnomocnika, której celem ma być stworzenie odpowiednich warunków do rozwiązania problemów.

Pana powołanie zbiegło się jednak ze złożeniem skarg do Strasburga. Czy jest Pan zwolennikiem renegocjacji traktatu o dobrym sąsiedztwie?
- Tu nie chodzi o formę czy technikę, ale o rozwiązanie problemu. Prawo międzynarodowe przewiduje wiele możliwości regulacji między państwami. Ponieważ w wydaniu z 28 grudnia br. "Gazeta Wyborcza" przedstawia tę sytuację w odwrotny sposób, skorzystam więc z okazji, by wyjaśnić, że objęcie przeze mnie stanowiska ani nie jest skutkiem złożenia pozwów, ani nigdzie i nikomu nie zgłaszałem pomysłu dotyczącego renegocjacji traktatu z 1991 r., co mi "GW" imputuje. Przeciwnie, jeśli sięgnąć do moich publikacji prasowych we "Frankfurter Allgemeine Zeitung", to wyraźnie podkreślałem tam, że wszelkiego rodzaju kwestie dotyczące niemieckich roszczeń związanych z II wojną światową są wewnętrzną sprawą Niemiec i w tym kierunku powinniśmy poszukiwać rozwiązania.

Co jest, Pańskim zdaniem, główną przyczyną pogłębiającej się dysharmonii w stosunkach polsko-niemieckich? Podam odpowiedzi do wyboru: A. ciężar spraw niezałatwionych w stosunkach wzajemnych; B. coraz bardziej widoczne porozumienie niemiecko-rosyjskie ponad głową Polski; C. podnoszony przez niektóre media brak elastyczności władz polskich.
A może jeszcze coś innego?
- Wbrew pozorom pytanie jest trudne. Ja bym to nieco inaczej ujął. Zgadzam się z punktem pierwszym - jedną z przyczyn leżących u podstaw nabrzmiałych obecnie stosunków z Niemcami jest to, że wiele spraw z przeszłości nie zostało rozwiązanych w sposób jednoznaczny i ostateczny, i co jakiś czas wraca, powodując niepokój w sferze politycznej i społecznej. Co do drugiego punktu - nazwałbym to inaczej: obserwujemy odwrót polityki niemieckiej od polityki integracyjnej na rzecz polityki narodowej, mimo członkostwa w Unii Europejskiej. Zacieśnianie stosunków z Rosją jest tylko jednym z przejawów tej zmiany. Innym przejawem jest aktywność Niemiec zmierzająca do włączenia się do polityki globalnej, zacieśnienia kontaktów ze Stanami Zjednoczonymi, formowania partnerstwa Niemcy - Stany Zjednoczone. Co do punktu trzeciego, patrzę na to całkiem inaczej. Na pewno nastąpiła zmiana w sposobie prowadzenia polityki zagranicznej. Widząc nowe ukierunkowanie polityki niemieckiej, obecny rząd polski stara się mocniej niż poprzednicy artykułować nasze interesy i w związku z tym napotyka opór ze strony partnerów. Jest to zupełnie naturalne, każde państwo ma swoje interesy i próbuje je realizować. Po stronie niemieckiej działa tu dodatkowo efekt zaskoczenia, jako że do tej pory na opór reagowaliśmy raczej jednostronnymi ustępstwami, zamiast szukać kompromisu. To normalne, że ktoś, kto przyzwyczaił się przez lata do takiego partnera, odczuwa dyskomfort, gdy gra przybiera inne formy. Zadaniem pełnomocnika jest przekonanie drugiej strony, że ta zmiana nie musi być postrzegana jako coś złego. To tylko kwestia położenia nacisku na partnerstwo.

Widać z tego, że postrzega Pan funkcję pełnomocnika nie jako wyłącznie funkcję dekoracyjną i - w przeciwieństwie do poprzedniczki - zamierza ją pełnić bez kompleksów. Jak Pan sobie wyobraża swoją rolę w sytuacji, gdy kierownictwo polityki leży w rękach prezydenta, a poniekąd także premiera, a pani minister jest wykonawcą? Czy jest tu miejsce na aktywność pełnomocnika?
- Oceniać poprzedniczki nie zamierzam, nie to jest moją rolą. Natomiast pozwolę sobie przypomnieć, że prezydent, premier i minister to są konstytucyjne organy. Prezydent realizuje zadania wyznaczone przez Konstytucję - jest to najważniejsza rola wytyczania linii strategicznej polityki zagranicznej. Rząd i minister spraw zagranicznych realizują tę politykę w sposób aktywny. Natomiast pełnomocnik jest jednym z narzędzi rządu i ministra do jej prowadzenia. Z jednej strony jest ograniczony wytyczonymi strategiami, ale z drugiej strony może wykazywać inicjatywę co do środków i technik prowadzących do wyznaczonych celów. Może też wyrażać opinie czy sugerować cele. Nie przewiduję tutaj żadnych trudności we współpracy. To powinna być współpraca przy respektowaniu hierarchii i kompetencji. Czasy mędrców rządzących światem z zacisznego gabinetu mamy za sobą. Polityka zagraniczna jest grą zespołową. Departamenty, doradcy czy pełnomocnicy są częścią aparatu, który działa w zakresie swoich kompetencji, ale może - i powinien - przedstawiać konstruktywne propozycje.

Dziękuję za rozmowę.
"Nasz Dziennik" 2006-12-29

Autor: wa