Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Nie spoczywamy na laurach

Treść

Rozmowa z Adamem Korolem, wioślarzem AZS AWFiS Gdańsk

Z jakimi nadziejami rozpoczyna Pan nowy sezon?
- Najważniejsze zadanie to kwalifikacja olimpijska. Oczywiście nie jesteśmy aż takimi minimalistami - na igrzyska awansuje jedenaście czwórek - będziemy chcieli przy okazji bronić tytułu mistrzów świata. Przyznam jednak szczerze, iż ucieszyłby mnie każdy medal, nie tylko złoty. Sezon zapowiada się niezwykle trudny, wszystkie osady będą w szczytowej formie. Znam naszą wartość, ale jednocześnie wiem, że walka będzie ostra jak rzadko.

Czujecie już ten przedolimpijski dreszcz emocji?
- Nie, jeszcze nie. Pewnie poczujemy go dopiero tuż przed wylotem do Pekinu, na razie zastanawiamy się, co przyniesie obecny sezon. Mamy nadzieję, że jeśli będziemy przygotowani podobnie jak przed rokiem, wszystko skończy się dla nas pomyślnie. Znaleźliśmy jakąś drogę, której konsekwentna realizacja pozwalała nam pokonywać kolejne przeszkody. Jeżeli nic niespodziewanego, niezależnego od nas, na niej nie stanie - powinno być dobrze.

Wkraczacie w sezon z najlepszymi z możliwych referencjami - wszak jesteście niepokonani na najpoważniejszych imprezach od dwóch lat, bronicie mistrzostwa świata, zyskaliście miano najlepszej osady świata 2006 roku...
- Do tego rok temu pobiliśmy rekord świata i zostaliśmy wybrani drużyną roku w Polsce. Tak, było tego sporo, ale dziś już nie ma to większego znaczenia. Nowy sezon oznacza bowiem nowe rozdanie. Przeszłe sukcesy, zaszczyty, choć cieszą, większej roli nie odgrywają. Musimy od początku pracować w pocie czoła, by podołać wszelkim wyzwaniom i zdobywać nowe pozycje.

Na pewno jednak jesteście pod nieporównywalnie większą presją niż pozostałe osady. Od Was wręcz wymaga się zwycięstw i wielkich sukcesów, a to może nieco ciążyć.
- Mam świadomość, że łatwiej się zdobywa, niż później broni. Ale my nieraz byliśmy już pod presją i jakoś sobie z nią radziliśmy. Pomaga nam w tym pokora i szacunek tak do rywali, jak i samych siebie. Nigdy bowiem nie podchodziliśmy do żadnych regat z nastawieniem, iż nam się coś należy, bo jesteśmy najlepsi w świecie. Nie liczyliśmy na to, że rywale będą nam ustępować z drogi. Przeciwnie. Wiemy dobrze, iż każdy bieg będzie szalenie ciężki, że będziemy musieli dać z siebie wszystko. Tak naprawdę może się zdarzyć, iż już na początku sezonu wyskoczy jakaś osada, która będzie pływała szybciej od nas. Naszym głównym celem są w tym roku mistrzostwa świata i na nie szykujemy szczyt formy. Wszystko, co przed nimi, ma służyć jak najlepszemu przygotowaniu do najważniejszego startu. Dlatego nie nastawiamy się na sukcesy w Pucharze Świata. Z drugiej strony, dobrze wiem, że jeśli nie będziemy wygrywali, pojawią się głosy krytyki i rozczarowania. Rok temu, tuż przed wyjazdem na mistrzostwa świata, nasz szef wyszkolenia, kreśląc plany na te zawody, zwrócił się do nas ze słowami: "Czwórka, no cóż, dla was drugie miejsce... to już by była porażka". Zaraz potem się uśmiechnął, ale i tak są oczekiwane nasze starty.

Na co zwracaliście szczególnie uwagę w okresie przygotowawczym?
- W tym roku wprowadziliśmy w toku przygotowań nieco zmian, ćwiczyliśmy głównie na jedynkach i dwójkach. Chcieliśmy popracować indywidualnie nad własnymi błędami, a przy okazji zwiększyła się też motywacja. Rywalizacja na treningach była mocniejsza, cztery jedynki płynące obok siebie mimowolnie wyzwoliły chęć walki. Na czwórce pływamy stosunkowo od niedawna, cały czas się zgrywamy, ale nie obywa się to bez kłopotów. Najpierw na przeszkodzie stanęła nam pogoda, potem problemy zdrowotne.

Co w ubiegłych latach było siłą naszej "eksportowej" czwórki?
- Myślę, że bardzo dobre przygotowanie fizyczne, cały czas trenowaliśmy bardzo mocno i to przyniosło efekty. Poza tym rytm wiosłowania, jaki stosujemy, pozwala nam na dosyć sprawne przemieszczanie się i chyba decyduje o sukcesach. Przy okazji jesteśmy swoistą mieszanką rutyny i młodości. Razem z Markiem Kolbowiczem mamy mnóstwo doświadczeń i przyzwyczajeń zarazem, młodsi koledzy musieli się do nich dopasować, ale wszystko zaskoczyło. Cieszymy się, bo trafić na odpowiednich ludzi to wielka sztuka.

Czy podwójni mistrzowie świata mają jeszcze jakieś rezerwy, których wyzwolenie pozwoliłoby płynąć szybciej i lepiej?
- Jak najbardziej. Tytuł osady roku przyznano nam nie tylko za osiągnięcia, ale i technikę wiosłowania, wciąż jednak uważamy, że możemy ją poprawiać i doskonalić. Dostrzegamy bowiem błędy i spore jeszcze rezerwy. Nie jest to jednak proste, bo przez lata pływania przywykliśmy do pewnych nawyków, które trudno wyplenić - ale jest to wykonalne. Wiemy, nad czym pracować, na każdy trening przychodzimy po to, by się doskonalić i nauczyć czegoś nowego. Nie spoczywamy na laurach, cały czas skupiamy się na tym, by łódka płynęła jak najszybciej i żeby ta jazda była jak najbardziej komfortowa. Motywacji nam nie brakuje. Mamy w kolekcji dwa złote medale mistrzostw świata, ale medal olimpijski, i to niezależnie jakiego koloru, jest naszym celem i marzeniem zarazem.

Dziękuję za rozmowę.
Piotr Skrobisz
"Nasz Dziennik" 2007-05-16

Autor: wa