Nie przegraliśmy w szatni
Treść
Rozmowa z Marcinem Bojarskim, piłkarzem Cracovii
Przed derbowym meczem z Wisłą mało kto na was stawiał, a tymczasem wywieźliście z Reymonta jeden punkt, do tego jak najbardziej zasłużony.
- Zgadza się. Dla takich chwil warto grać w piłkę. Jestem dumny z drużyny, że walczyła do końca z taką ambicją mimo osłabienia. Ba! Do przerwy byliśmy co najmniej równorzędnym partnerem dla Wisły, mieliśmy kilka sytuacji, nasza gra mogła się podobać. Niestety, tuż po przerwie Marek Baster ujrzał czerwoną kartkę i to musiało wpłynąć na taktykę. Przeciw takiej drużynie jak Wisła ciężko było w "10" atakować i odkrywać się. Cieszymy się z remisu...
...ale chyba nie w pełni. Wielu z was podkreślało, że mistrza Polski można było w niedzielę pokonać.
- Po pierwszej połowie faktycznie apetyty wzrosły. Ale w drugiej musieliśmy już zwolnić. Sądzę, że remis jest wynikiem sprawiedliwym.
Wisła was zaskoczyła? Zawiodła? Zagrała bowiem, jak na swoje możliwości, bardzo słabo.
- Gra się tak jak przeciwnik pozwala, a my wiślakom na wiele nie pozwoliliśmy. Dokładnie przeanalizowaliśmy ich grę, wiedzieliśmy doskonale, gdzie tkwią ich najmocniejsze strony i postaraliśmy się je zniwelować. Arek Baran z Piotrkiem Gizą, którzy rozegrali kapitalne partie, zdominowali środek boiska, przede wszystkim wyłączyli Mirka Szymkowiaka. Obrońcy skutecznie uniemożliwili swobodne poruszanie się Maćkowi Żurawskiemu i Tomkowi Frankowskiemu. I jak widać - przyniosło to skutek.
Najważniejsze jednak było to, że nie przegraliśmy tego meczu w szatni. Większość drużyn, które grają z Wisłą na jej stadionie, zadowolone są nawet z nikłych porażek. My przyjechaliśmy tutaj, by wygrać.
Zdobyliście siedem punktów w ostatnich trzech meczach. Niezwykle trudnych, z Lechem w Poznaniu, Groclinem Grodzisk u siebie i teraz z Wisłą. A nie brakowało opinii, że możecie nie zdobyć ani jednego...
- Pamiętajmy jednak, że i w poprzednich pojedynkach prezentowaliśmy się dobrze, brakowało jednak nieco doświadczenia, cwaniactwa. Dla wielu naszych zawodników, którzy jeszcze przed dwoma laty grali przecież w trzeciej lidze, były to dopiero pierwsze mecze w ekstraklasie. Nie mieli tej rutyny, ogrania, obycia. Dziś, z perspektywy czasu, sądzę, że wszystko potoczyło się we właściwy sposób. Wówczas, gdy nam nie szło, usiedliśmy, wspólnie przeanalizowaliśmy błędy, zastanowiliśmy się co poprawić i wyciągnęliśmy wnioski. To była dobra nauka.
I dziś faworyci się was mogą obawiać?
- Awansowaliśmy do ligi z określonymi celami, mamy wspaniałego trenera, który wpoił nam nowoczesny styl gry, gramy ofensywnie, strzelamy sporo bramek...
Zmieniły się cele? Po takich meczach jak ten z Groclinem czy Wisłą można by pomyśleć o czymś więcej niż o miejscu w środku tabeli.
- W klubie i wokół niego było nieco gorąco po trzech porażkach z rzędu. Szybko jednak sytuacja się uspokoiła. Wszyscy doszliśmy do wniosku, że jesteśmy przecież beniaminkiem, że musimy nabrać pewności siebie, doświadczenia, ograć się w lidze. O pucharach pomyślimy w przyszłym sezonie.
Choć z drugiej strony, jeśli teraz nadarzy się okazja, czemu jej nie wykorzystać? Pożyjemy, zobaczymy. Nic jednak na siłę, na hura.
Dziękuję za rozmowę.
Piotr Skrobisz
"Nasz Dziennik" 05-10-2004
Autor: Ku8a