Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Nie płacą za porody

Treść

Warszawskie szpitale ginekologiczno-położnicze popadają w długi, bo mazowiecki Narodowy Fundusz Zdrowia nie płaci za ponadlimitowe porody. Dyrektorzy mówią wprost: gdyby Fundusz zapłacił za nadwykonania, ich placówki nie miałyby kłopotów finansowych. W innych częściach kraju sytuacja jest trochę lepsza - szpitale, choć z opóźnieniem, otrzymują pieniądze.
Kobieta spodziewająca się dziecka może wybrać szpital, w którym będzie rodzić. Nie da się jednak dokładnie wyznaczyć daty porodu, dlatego wydarzenie to traktuje się jako nagłe. Szpital nie ma prawa odmówić kobiecie w tym stanie pomocy. I wiele szpitali na terenie Warszawy nie odmawia, popada jednak w długi, ponieważ mazowiecki Narodowy Fundusz Zdrowia nie płaci za nadwykonania w tej dziedzinie.
- Nasz szpital nie był zadłużony. Jednak od niedawna ma długi, ponieważ NFZ nie płaci nam za ponadlimitowe porody. Jest nam winien za nadwykonania z tego roku, ale również z ubiegłego i jeżeli nam nie zapłaci, skierujemy sprawę do sądu - powiedział dr Janusz Siemaszko, dyrektor szpitala ginekologiczno-położniczego przy ul. Inflanckiej. W podobnej sytuacji jest Szpital Ginekologiczno-Położniczy im. Świętej Rodziny. W tym roku zdążył już przekroczyć kontrakt z Narodowym Funduszem Zdrowia o prawie 700 tys. zł, Fundusz jest mu również winien za nadwykonania z zeszłego roku. - Złożyliśmy już pozew do sądu - oświadczył prof. Bogdan Chazan, dyrektor placówki. Dodał, że gdyby NFZ zapłacił, znacznie poprawiłaby się sytuacja finansowa szpitala. Takiego samego zdania są również inni dyrektorzy. - Teraz to my kredytujemy porody; gdybym otrzymał pieniądze, nie miałbym długów. Tymczasem musimy mieć środki na bieżące wydatki. Dostawcy nie chcą dawać nam kredytów - mówił dr Siemaszko. Twierdzi jednak, że nie będzie odmawiał kobietom, które chcą rodzić w jego szpitalu.
Przedstawiciele mazowieckiego NFZ twierdzą, że Fundusz zapłaci natychmiast za wszystkie porody, również te nieuwzględnione w kontrakcie, jeżeli wpłyną odpowiednie środki finansowe.
- Chcemy, żeby rodziło się jak najwięcej dzieci, ale możemy zapłacić za porody tylko wtedy, gdy wpłyną do nas kolejne środki ze składek zbieranych przez ZUS - powiedział nam Jerzy Serafin, rzecznik mazowieckiego oddziału NFZ.
W innych częściach kraju sytuacja przedstawia się nieco lepiej - placówki dostają pieniądze, ale ze znacznym opóźnieniem. - Za pierwszy i drugi kwartał otrzymaliśmy dopiero teraz pieniądze za nadwykonania - poinformował nas Piotr Cioczek, dyrektor Wojewódzkiego Szpitala im. Jana Bożego w Lublinie.
Nie wiadomo jednak, kiedy placówki otrzymają fundusze. NFZ zastrzegł sobie w kontrakcie, że w grudniu ma tylko obowiązek powiedzieć szpitalom, kiedy da im pieniądze, ale kiedy nastąpi wypłata - nie wiadomo.
Anna Zalech

"Nasz Dziennik" 2005-08-25

Autor: ab