Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Nie obwiniajmy już Niemców

Treść

Dieter Graumann, sekretarz generalny Centralnej Rady Żydów w Niemczech, uważa, że dzisiejszego społeczeństwa niemieckiego nie można już obwiniać o holokaust. Być może słowa te przeszłyby bez echa, gdyby nie to, że Niemcy wykorzystali je w trwającej od dawna kampanii pomniejszania swojej odpowiedzialności za wywołanie II wojny światowej i dokonane podczas niej zbrodnie.

Sprawa ma dodatkowy wymiar, bo Dieter Graumann złożył swoją deklarację tuż przed obchodami 73. rocznicy "nocy kryształowej", czyli pogromu Żydów, jaki miał miejsce w Niemczech hitlerowskich w nocy z 9 na 10 listopada 1938 roku. Na skutek tej akcji zamordowano ponad 90 osób narodowości żydowskiej, a kilkadziesiąt tysięcy ludzi osadzono w obozach koncentracyjnych. Napastnicy spalili lub częściowo zniszczyli kilkaset synagog, wiele cmentarzy żydowskich, ponad 7 tys. sklepów, zdemolowali również blisko 200 domów.
Dieter Graumann jest pierwszym szefem Centralnej Rady Żydów, który nie ma doświadczeń wojennych, urodził się bowiem we Frankfurcie w 1950 roku. I teraz nie tylko uznał, że najwyższy czas, aby przestać obwiniać o holokaust niemieckie społeczeństwo, ale także zapewnił, że Żydzi są z Niemcami bardzo dobrze zintegrowani i czują się tu świetnie.
Taka wypowiedź zdecydowanie przypadła do gustu niemieckim mediom, które od lat robią wszystko, aby wizerunek Niemców jako sprawców wielu tragedii związanych z drugą wojną światową został pomniejszony przez zapomnienie albo przez wskazywanie na współwinnych, jakimi są według tutejszej prasy zawsze Polacy. Nic więc dziwnego, że w tym samym czasie, gdy Dieter Graumann bierze w obronę Niemców, na stronach internetowych filmowego magazynu "Film-Zeit" czytamy recenzję i reklamę filmu "Die Verlorene Zeit" (Stracony czas), który wchodzi na niemieckie ekrany 24 listopada, a w którym grają także polscy aktorzy. Główna bohaterka, Żydówka z Berlina Hannah Silberstein, w 1944 roku została wraz z rodziną osadzona w "polskim obozie koncentracyjnym" - takiego określenia używa portal - gdzie poznała polskiego więźnia.
Ale podobnych przykładów fałszowania historii jest więcej. Nawet gdy w bieżących wydaniach niemieckich gazet czy na portalach internetowych autorzy starają się unikać obraźliwego dla Polski określenia "polski obóz zagłady" lub "polski obóz koncentracyjny", to do dzisiaj w ich archiwach internetowych znaleźć można wiele fałszywych artykułów. Tak jest na przykład w przypadku "Frankfurter Allgemeine Zeitung", na którego stronach archiwalnych ciągle znajduje się artykuł z 2002 roku na temat Maurice´a Papona, francuskiego zbrodniarza wojennego, który odpowiadał za deportację Żydów do obozu koncentracyjnego Auschwitz. "FAZ" używał przy tej okazji określenia "polnischen Konzentrationslager Auschwitz", czyli "polski obóz koncentracyjny Auschwitz". A gdy "Der Spiegel" pisał o byłym esesmanie Kurcie Bolenderze, stwierdził, że służył on w "polskim obozie zagłady Sobibór". Inny przykład to relacja na oficjalnej stronie Dortmundu ze styczniowej podróży tutejszej młodzieży do "polskiego obozu koncentracyjnego Auschwitz" (Reise in das ehemalige polnische Vernichtungslager Auschwitz-Birkenau).

Waldemar Maszewski, Hamburg

Nasz Dziennik Czwartek-Piątek, 10-11 listopada 2011, Nr 262 (4193)

Autor: au