Nie drażnić Chin
Treść
W dniach 16-19 maja 2008 roku przebywać będzie z wizytą w Niemczech dalajlama, ale tym razem niemieckie władze nie zamierzają drażnić chińskiego tygrysa i zarówno prezydent kraju Horst Koehler, jak i szef dyplomacji Frank Walter Steinmeier (SPD) odmówili spotkania z tybetańskim przywódcą, tłumacząc się napiętym terminarzem.
W zeszłym roku kanclerz Angela Merkel pomimo sprzeciwu Pekinu spotkała się w Urzędzie Kanclerskim z dalajlamą, co było powodem ostrych napięć w stosunkach pomiędzy obydwoma krajami. Tym razem - jak głosi komunikat - przywódca Tybetańczyków zostanie przyjęty jedynie przez kilku wysokich rangą polityków, między innymi przez przewodniczącego Bundestagu Norberta Lamberta. Na tej liście - pomimo apelu chadeków - nie ma ani szefa niemieckiej dyplomacji, ani prezydenta Horsta Koehlera. Jak głosi komunikat Urzędu Prezydenckiego w Berlinie, do spotkania Koehlera z tybetańskim gościem nie może dojść z powodu trudności ze znalezieniem dogodnego terminu.
Nie chcą prowokować tygrysa
Dla większości komentatorów nie ulega wątpliwości, że tłumaczenia o rzekomym braku terminu są jedynie nieudolnym kamuflażem, ponieważ tak naprawdę niemieckie władze nie chcą ponownie zaogniać stosunków z Chinami. Podobnego zdania jest szefowa partii Zielonych Claudia Roth, która stwierdziła, że prezydent Federalny Horst Koehler nie powinien się wymigiwać, lecz powinien okazać dalajlamie odpowiednią gościnność. Szczególnie dla socjaldemokratów (a więc i dla szefa dyplomacji) dobre i poprawne układy z Pekinem odgrywają jednak podstawową rolę, dużo ważniejszą niż rozmowy z dalajlamą.
Niemcy nie będą się mieszać w wewnętrzne sprawy Chin
Niemiecki rząd już dawno zdał sobie sprawę, że nie może sobie pozwolić na dalsze pogarszanie stosunków z rządem chińskim i dość szybko zmienił stanowisko także w sprawach łamania przez Chiny praw człowieka. Berlin przestał natarczywie upominać się o te prawa, a także o wolność słowa w Kraju Środka. Najważniejszym celem niemieckiej polityki w ostatnich kilku latach (ponownie bardzo widoczne w ostatnich kilku tygodniach) stało się jedynie szukanie porozumienia z Chinami. Warto przypomnieć, że szef niemieckiej dyplomacji Frank Walter Steinmeier (SPD) w liście dyplomatycznym do ministra spraw zagranicznych Chin napisał między innymi, że Niemcy uznają Tajwan i Tybet za integralną część Chin i zapewniają, iż nie mają zamiaru uznawać Tajwanu za niepodległe państwo.
Rząd niemiecki nigdy nie wystąpi z otwartą krytyką chińskiego rządu, z którym prowadzi miliardowe interesy. Obecnie - jak podają niemieckie statystyki - na chińskim rynku działa ponad 660 niemieckich firm, których roczne inwestycje w tym kraju wynoszą ponad 8 miliardów euro. Znajdują się tam obecnie tak znane niemieckie firmy jak: Daimler Benz, BMW, VW, BASF, Bayer, Adidas, Agfa, Deutsche Telekom, Siemens, Bosch czy gigant ubezpieczeniowy Allianz. Swój udział na chińskim rynku zaznaczają także niemieckie banki: Beyerische Landesbank, Deutsche Bank, DG Bank, Commerzbank, Westdeutschebank czy Dresdner Bank.
Waldemar Maszewski, Hamburg
"Nasz Dziennik" 2008-05-13
Autor: wa