Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Nie było o czym rozmawiać

Treść

Z posłem Arturem Zawiszą rozmawia Wojciech Wybranowski

Czy ostentacyjne wyjście w sobotę z sali posiedzeń Rady Politycznej zwolennicy Marka Jurka przygotowywali już wcześniej? W piątek w kuluarach Sejmu niektórzy posłowie z tej grupy przekonywali wręcz dziennikarzy "nieoficjalnie", że będzie rozłam, że powtarza się casus AWS i "wychodzicie".
- To nie była żadna intryga, zobaczyliśmy na sali, co jest grane, zwłaszcza w momencie, kiedy marszałek Marek Jurek zaproponował rozmowę o okolicznościach piątkowego głosowania nad zmianami w Konstytucji, a premier Jarosław Kaczyński powiedział, że o "pierdołach" nie będzie rozmawiał. Pomyśleliśmy więc, że w takiej sytuacji Rada stała się nudna, że nie ma o czym rozmawiać i pojechaliśmy na kawę do marszałka.

Premier Kaczyński użył sformułowania "pierdoły"?
- Nie. To jest moja interpretacja, w rzeczywistości pan premier wyraził się nieco inaczej.

Jakie decyzje zapadły podczas tego spotkania przy kawie?
- Postanowiliśmy, że niezbędne jest wyjaśnienie pewnych zasadniczych spraw, jak choćby właśnie piątkowej porażki. To nie są rzeczy, które były
i minęły, które można zapomnieć, tylko trzeba sobie społecznie i narodowo wyjaśnić, jaka akcja miała miejsce, dlaczego się nie udała, kiedy się może udać. O tym trzeba rozmawiać. I w zależności od przebiegu rozmowy podejmowane będą decyzje polityczne, które mogą być całkowicie różne.

Ale zdaje się, że marszałek Marek Jurek podjął już decyzję polityczną. To decyzja o opuszczeniu PiS...
- Podjął ją, ale od opuszczenia partii do założenia nowego klubu parlamentarnego jest jeszcze długa droga.

Tylko z kim tę partię założyć? Poseł Bartyzel w rozmowie z PAP wspominała o sześćdziesięciu osobach, które mogą PiS opuścić, ale to chyba liczba wzięta z kapelusza...
- Do założenia klubu wystarczy piętnaście osób, a tyle to oczywiście, że jest. Ale to nie jest nasz plan marzeń, to ostateczność, do której możemy być doprowadzeni.

Dużo pięknych słów pada ze strony tej grupy "zbuntowanych" posłów o ideach, zasadach, ale patrząc na to chłodnym okiem, trudno oprzeć się wrażeniu, że to raczej wyłącznie gra polityczna. Ostatnia próba obrony swoich interesów grupy posłów z dawnego ZChN dzisiaj zmarginalizowanych w PiS...
- Nie, tak nie jest! To żadna gra, bo nie zakładaliśmy wcześniej podejmowania takich działań. To wszystko są działania reaktywne, nasza samoobrona.

Chce Pan zaprzeczyć, że środowisko Marka Jurka w PiS zostało zmarginalizowane, właściwie nie odgrywa wewnątrz PiS żadnej roli?
- Nie, to, co pan teraz mówi, to się wszystko zgadza, dlatego mówię w tym sensie, że to działania samoobronne. Ale to nie znaczy, że my w tej sytuacji postanowiliśmy "no to wychodzimy". To nie tak. Po prostu - zaciskamy zęby, robimy dobrą minę do złej gry, a jak się już nie da, to mówimy, że się nie da.

A jakie są szanse, że "się da" i do rozłamu nie dojdzie?
- Bardzo duże. Kaczyński dzisiaj bardzo chce rozmawiać, już nawet przeprosił Marka Jurka. Tyle że tu nie chodzi o to, jak by się komuś mogło wydawać, o urażoną ambicję Marka Jurka, tylko o model partii prawicy, o co ma chodzić w Polsce partii prawicy. Czy o odbieranie mandatu Hannie Gronkiewicz- Waltz, czy o ochronę fundamentalnych uprawnień osoby ludzkiej.

Wydaje się, że PiS rzeczywiście zapomniało o prawicowych wartościach. Nie ma prawdziwej lustracji, dekomunizacja umarła w powijakach...
- No właśnie, właśnie!!! Chcemy rozmawiać o tym, o polityce prorodzinnej i kilku innych zagadnieniach. Nie wiem, kiedy dojdzie do rozmowy z premierem Kaczyńskim, powinno, moim zdaniem, w ciągu najbliższych kilku dni, ale trudno mi powiedzieć, jak będzie w rzeczywistości.

A nie obawia się Pan, że PiS stało się ofiarą politycznej gry LPR?
- LPR w tej i wielu innych sprawach zachowywała się bardzo interesownie. Natomiast ja nigdy nie podpiszę się pod tezą, że skoro Roman Giertych ma żonę, to ja nie powinienem mieć żony, że skoro Giertych walczy o ochronę życia, to ja nie powinienem walczyć o ochronę życia.

Dziękuję za rozmowę.
"Nasz Dziennik" 2007-04-16

Autor: wa