Nie będą siać
Treść
<Ponad 12 tysięcy rolników złożyło wnioski o zrzeczenie się limitu produkcji buraków cukrowych, tym samym rezygnując z uprawy tej rośliny. Takimi danymi dysponują regionalne oddziały Agencji Rynku Rolnego. To wynik trudnej sytuacji na rynku: zamykane są kolejne cukrownie, a rolnicy się boją, że i tak nie będą mieli kupców. Jeśli zaś sami zrezygnują ze swojego limitu, otrzymają rekompensaty z unijnego budżetu. Jednak odstąpienie od upraw nie będzie takie łatwe, gdyż o tym, kto ostatecznie zaprzestanie produkcji, będą decydować tak naprawdę... same cukrownie.
To efekt tego, że spółki cukrowe już poinformowały, iż zamierzają dokonać tzw. przejęcia inicjatywy plantatorów. Wynika to z unijnych regulacji rynku cukru. Komisja Europejska zaproponowała dodatkowe rekompensaty tym rolnikom, którzy z własnej woli zrezygnują z uprawy buraków. Bruksela chciała w ten sposób przyspieszyć proces redukcji wielkości produkcji cukru w 27 krajach członkowskich. Polska ma zmniejszyć swój limit w 2008 r. o 13,5 proc. (teraz wytwarzamy około 1,6 mln ton cukru). Nie da się zaś tego zrobić bez zmniejszenia areału upraw buraków oraz zamykania niektórych zakładów lub ograniczania mocy produkcyjnych w innych cukrowniach.
W Polsce odzew ze strony plantatorów był dość spory, bo jak informuje Nina Mirgos-Kilanowska, rzecznik prasowy ARR, odpowiednie wnioski o zrzeczenie się kwoty cukrowej złożyło w biurach Agencji ponad 12 tysięcy rolników. Najwięcej było ich na Lubelszczyźnie, najmniej w województwie śląskim.
- To nie powinno nikogo dziwić, produkcja buraków jest coraz mniej opłacalna, poza tym część rolników się bała, że cukrownie i tak zerwą z nimi współpracę, więc woleli teraz sami zrezygnować z produkcji i wziąć rekompensaty - tłumaczy Bogusław Konopski, który razem z teściem prowadzi gospodarstwo rolne nastawione właśnie na buraki cukrowe. - My jeszcze nie zdecydowaliśmy się na taki krok, bo nasze gospodarstwo jest położone blisko cukrowni, mamy dobre plony, więc i zbyt powinien być jeszcze przez kilka lat zapewniony. Ale co będzie później, nie wiemy - dodaje.
Z pewnością rolników zachęciło do odstąpienia od upraw głównie to, że ARR miała im dopłacić po 235 euro w przeliczeniu na każdą tonę cukru, jaką można z buraków od danego rolnika wyprodukować. I wnioski się posypały. Właściciele gospodarstw kalkulowali bowiem, że i tak cukrownie przestaną od nich brać buraki, więc lepiej ten ruch uprzedzić, wziąć dopłaty i przestawić się na inną produkcję, a nie czekać na "wyrok" ze strony przetwórców.
Wtedy jednak do akcji wkroczyły cukrownie i zablokowały inicjatywy plantatorskie. Ale nie z powodu nagłego wzrostu zapotrzebowania na surowiec - przedsiębiorstwa chcą mieć po prostu kontrolę nad procesem zmniejszania dostaw buraków. Teoretycznie mogłoby być bowiem i tak, że jakaś cukrownia straciłaby od razu zbyt wielu dostawców i wpadłaby w kłopoty, a nie jest przewidywana do zamknięcia. Koncerny wszak mają już własne plany dotyczące wygaszania produkcji w poszczególnych cukrowniach, a rolnicy mogliby je pokrzyżować. I to cukrownie chcą decydować o tym, którzy rolnicy będą mogli skorzystać z tego programu. Przypomnijmy, że tak jest choćby w Krajowej Spółce Cukrowej, gdzie do likwidacji ma iść cukrownia w Lublinie oraz niektóre rejony uprawy buraków (jak w Łapach, co też oznacza faktyczną likwidację tego zakładu). Redukcje dotkną także zagranicznych spółek cukrowych działających w Polsce (KSC posiada 40-procentowy udział w rynku) i pracujących dla nich rolników.
W tej chwili jest więc taka sytuacja, że w niektórych rejonach liczba chętnych do zrzeczenia się kwoty cukrowej jest wyższa od planów redukcji przewidywanych przez producentów, w innych wniosków jest zbyt mało. Dlatego cukrownie próbują się dogadywać ze związkami plantatorów, aby określić, którzy rolnicy mają zaprzestać upraw. I nie jest to łatwe. Bogusław Konopski jest przekonany, że cukrownie najchętniej chcą pozbyć się mniejszych producentów i tych rolników, którzy mają gospodarstwa najbardziej oddalone od zakładów. Dzięki temu zmniejszają się także koszty transportu buraków, co również ma spore znaczenie dla opłacalności produkcji cukru. Ale niektórzy rolnicy są oburzeni możliwością dyktatu ze strony cukrowni.
- Wcześniej zniechęcano nas do uprawiania buraków, zmniejszając ceny skupu. Były też problemy z terminowymi płatnościami. Teraz zaś może być tak, że cukrowania będzie chciała decydować o tym, czy będziemy mogli zaprzestać uprawy. Czuję się jak chłop pańszczyźniany, przywiązany do ziemi - mówi Józef Kempa, plantator buraków z Mazowsza, który chciałby porzucić buraki, ale nie wie, czy cukrownia jego wniosek uwzględni.
Można się więc spodziewać gorących negocjacji i protestów zarówno rolników, jak i pracowników cukrowni przewidzianych do zamknięcia, którym grozi utrata pracy.
Krzysztof Losz
"Nasz Dziennik" 2007-12-21
Autor: wa