Nic się nie zmieniło
Treść
Prezydent Rosji Władimir Putin oświadczył wczoraj, że przejęcie władzy w Niemczech przez nowy rząd nie spowodowało regresu w stosunkach rosyjsko-niemieckich. Opinię tę Putin wypowiedział podczas powitania na Kremlu niemieckiej kanclerz Angeli Merkel, która przybyła wczoraj z wizytą roboczą do Moskwy, pierwszą po objęciu w listopadzie 2005 r. stanowiska szefowej rządu.
Rozmowy prezydenta Rosji z kanclerz Niemiec trwały około trzech godzin. Ich szczegóły nie zostały ujawnione.
- Chciałbym podkreślić, że w tym czasie [po przejęcia sterów niemieckiego rządu przez Merkel - przyp. red.] nasze relacje nie zmieniły się w żadnym punkcie - powiedział Putin na początku spotkania w Sali Kominkowej jego kremlowskiej rezydencji. Putin nawiązał też do spotkania z Merkel w Berlinie we wrześniu ubiegłego roku, przed wyborami parlamentarnymi w Niemczech. - Już wówczas opowiedziała się pani za rozwojem stosunków między Niemcami i Rosją - zauważył.
Putin i Merkel podkreślili pomyślnie rozwijające się stosunki gospodarcze obu krajów. Prezydent Rosji zwrócił uwagę, że rosyjsko-niemieckie obroty handlowe w 2005 r. osiągnęły rekordową wartość 32 mld dolarów.
Wcześniej Merkel odwiedziła Paryż, Londyn, Warszawę, Brukselę, Wiedeń i Waszyngton. Prasa niemiecka dostrzega w podróżach Angeli Merkel do Stanów Zjednoczonych i Rosji celowe działanie, polegające na zrobieniu pozytywnego wrażenia w Waszyngtonie, a później w Moskwie. Pierwsza wizyta - zdaniem niemieckiej prasy - okazała się sukcesem. Co do moskiewskiej istnieją duże obawy, gdyż większość komentatorów wyraźnie mówi o wielkim gospodarczym uzależnieniu Niemiec od Rosji. Z jednej strony Merkel musi zatrzeć złe wrażenie po wyjątkowo gorszących opinię publiczną kumplowskich stosunkach Putina ze Schroederem, który swojego rosyjskiego przyjaciela nazywał "czerwonym carem" czy też "czystym demokratą", a z drugiej musi pilnować niemieckich interesów w Moskwie, takich jak np. budowa gazociągu po dnie Bałtyku czy kupno przez Rosję airbusów.
Waldemar Maszewski, KWM, PAP
"Nasz Dziennik" 2006-01-17
Autor: ab