Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Nic nie umarzał

Treść

Szef polskiej policji Konrad Kornatowski został oskarżony przez niektóre media o udział w tuszowaniu śledztwa dotyczącego śmierci Tadeusza Wądołowskiego, którego w latach 80. mieli pobić gdyńscy milicjanci. Ma o tym mówić tzw. raport Rokity opisujący komunistyczne zbrodnie. Sam zainteresowany twierdzi, że żadnego śledztwa nie umarzał. Przemawiają za tym m.in. dokumenty z tamtych lat.

Jan Rokita twierdził wczoraj, że z powodu umarzania śledztwa w sprawie śmierci Wądołowskiego Konrad Kornatowski nie powinien piastować swojej funkcji. Komendant policji podkreśla, że oskarżenia są bezpodstawne. Zapowiedział, że wystąpi do sądu przeciwko Rokicie, jeśli poseł nie wycofa oskarżeń. Kornatowskiego bronią także zwierzchnicy.
Janusz Kaczmarek, szef MSWiA, przedstawił dokumenty, z których wynika, że Kornatowski jako asesor dokonał w październiku 1986 r. jedynie oględzin ciała zmarłego i zlecił wykonanie sekcji zwłok. Nie wydawał zaś żadnych decyzji o umorzeniu śledztwa. Pod takim dokumentem jest podpisany inny prokurator.
Minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro stwierdził wprost, że Rokita mówi nieprawdę. - Nie można w sposób gołosłowny rzucać tego rodzaju oskarżeń, które są nieprawdziwe - powiedział. Szef resortu sprawiedliwości wyraził nadzieję, że posłowi PO nie zabraknie odwagi do przeproszenia komendanta. Mimo oczywistej treści akt Kaczmarek - celem zobiektywizowania sprawy - postanowił powołać dodatkowo specjalny zespół, który jeszcze raz zbada całą dokumentację.
Konrada Kornatowskiego broni również jego były bezpośredni przełożony - były prokurator i działacz opozycji Leszek Lackorzyński. Powiedział on, że "na 110 procent prokurator Kornatowski nie zajmował się tuszowaniem tej rzekomej zbrodni".
W cieniu sprawy Kornatowskiego znalazła się wczoraj prawdziwa afera. Warszawski prokurator Krzysztof W., zatrzymany kilka dni temu przez funkcjonariuszy CBŚ w związku z podejrzeniem przyjęcia łapówki, został ponownie zatrzymany... także w związku z działaniami korupcyjnymi.
- Po raz kolejny wdał się w działania korupcyjne - poinformował minister Zbigniew Ziobro. Krzysztof W. został zatrzymany pierwszy raz, gdy podstawiona osoba wręczyła mu łapówkę w wysokości 300 tys. złotych. Prokurator tyle sobie zażyczył za zwolnienie z aresztu groźnego przestępcy zatrzymanego za handel narkotykami.
Prokuratora chroni immunitet i nie można go teraz aresztować. Krzysztof W. pozostał na wolności i podjął działania mające na celu opóźnienie postępowania dyscyplinarnego wobec niego lub wręcz uniknięcia odpowiedzialności za korupcję. Minister Janusz Kaczmarek powiedział, że w tym celu usiłował on wręczyć 25 tys. zł łapówki, obiecując w przypadku powodzenia działań zwiększenie tej kwoty dwukrotnie.
Według Ziobry, jego zachowanie dowiodło specyficznych uwikłań prokuratora i tego, że "czuł się on absolutnie bezkarny". Minister podkreślił, że resort działał szybko w tej sprawie i sąd szybko uchylił mu immunitet, lecz pozostał jeszcze tydzień na procedurę odwoławczą. Dlatego też zwrócił on uwagę, że przeszkodą w pociągnięciu do odpowiedzialności takich osób są nadmiernie rozbudowane immunitety chroniące sędziów, prokuratorów i parlamentarzystów. Z tej racji Zbigniew Ziobro, który uzyskał już w tym względzie poparcie premiera, wystąpi do Sejmu o ich ograniczenie, co - jak wyjaśnia - leży w interesie publicznym. Ograniczenie immunitetów wymaga zmiany Konstytucji, dlatego minister liczy na szerokie poparcie ze strony wszystkich parlamentarzystów.
Zenon Baranowski
"Nasz Dziennik" 2007-03-29

Autor: wa