Nic go nie interesuje
Treść
Gdy był premierem, nie interesowała go niepokojąca sytuacja na polskim rynku paliw. Gdy był szefem dyplomacji, bawił się w maklera, zarabiając pieniądze na akcjach PKN Orlen - dla rodziny, jak mówi. Obecnie, gdy jest marszałkiem Sejmu i kandydatem na prezydenta, zajmuje go głównie ruganie posłów i ekspertów - wszystkich, którzy nie podzielają jego zdania. Włodzimierz Cimoszewicz miał jednak kłopoty z wytłumaczeniem się z kilku spraw.
Cimoszewicz twierdził w sobotę przed komisją śledczą, że będąc premierem, nie wiedział o budującej się na polskim rynku paliwowym dominującej pozycji spółki J&S. - Nie interesowałem się kontraktami podpisywanymi przez tę firmę - zeznał, odsyłając posłów do kompetentnych ministrów. Zagroził procesem karnym członkom komisji, którzy sugerowaliby jego związki z decyzją o odsunięciu przedsiębiorstwa CIECH od handlu rosyjską ropą.
Wcześniej wygłosił oświadczenie, w którym zarzucał komisji stronniczość, nadużywanie kompetencji i niereprezentatywność. Tłumaczenia, że 7 członków komisji jest reprezentantami klubów i kół mających jedynie 188 posłów w Sejmie, brzmiały śmiesznie w ustach posła popierającego mniejszościowy rząd Marka Belki. Marszałek zganił też prezydium Sejmu, które powołując się na ekspertyzy wybitnych prawników, nakazało mu stawić się przed komisją. Według Cimoszewicza, była to ucieczka od odpowiedzialności. Po raz kolejny potwierdził więc, że dobrymi ekspertami są tylko ci, którzy wyrażają opinie po jego myśli. Dlatego też z lubością powoływał się na opinię wicemarszałka Tomasza Nałęcza, że prawie 75 proc. posłów pomyliło się, wypełniając deklarację majątkową za 2002 r. Jednak żadna z tych pomyłek nie dotyczyła takiego problemu, który miał Cimoszewicz. On w lipcu 2001 r. za blisko 100 tys. dolarów amerykańskich - pożyczone, jak twierdzi, od córki i zięcia - kupił akcje PKN Orlen. Zbył je w lutym 2002 r., miesiąc przed zatrzymaniem prezesa koncernu Andrzeja Modrzejewskiego. Utrzymuje, że nie wiedział o planach zatrzymania. Akcje sprzedał z zyskiem, a w deklaracji nie uwzględnił ani faktu ich posiadania (wg stanu na grudzień 2001 r.), ani zysku (zeznał, że cały przekazał rodzinie). - To był nieświadomy błąd, że nie podałem stanu majątku za poprzedni rok, lecz na dzień wypełniania oświadczenia - twierdził. Tymczasem w zeznaniu wypełnianym na początku kadencji (październik 2001) Cimoszewicz uwzględnił fakt posiadania akcji, choć w sobotę twierdził, że nie były one jego własnością.
Komisja podjęła decyzję o przesłaniu do prokuratora generalnego wniosku o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez Cimoszewicza, polegającego na nieprzedstawieniu w oświadczeniu majątkowym informacji o akcjach PKN Orlen.
Mikołaj Wójcik
"Nasz Dziennik" 2005-08-01
Autor: ab