Niby dlaczego miałoby być inaczej?
Treść
- pyta Aleksandra Socha, najlepsza polska szablistka
Jak na dwa miesiące przed rozpoczęciem igrzysk w Atenach czuje się olimpijska debiutantka?
- Dziękuję, dobrze. Nie ukrywam jednak, że dreszcz emocji czuję mocny, nie od dziś zresztą czy od wczoraj, ale od dłuższego już czasu. Im bliżej igrzysk, tym się on wzmaga. Na razie jednak wszystko jest w porządku, nie denerwuję się, zachowuję spokój. Byle do sierpnia. Walczę dokładnie siedemnastego, więc spodziewam się, że ta "siedemnastka" coraz częściej będzie gościć w moich snach (śmiech).
A jak forma?
- Jaka jest dziś, to nieistotne, ważne, by była dobra, ba - bardzo dobra, za dwa miesiące. Zrobię wszystko, by tak było, i wierzę, że będzie. Na przełomie czerwca i lipca wystartuję w mistrzostwach Europy, później - na szczęście - przez ponad miesiąc nie będzie żadnej ważnej imprezy. Zdążę więc nieco odpocząć, a od 12 lipca zabieramy się do pracy. Ciężkiej i mozolnej, bo jest o co walczyć. Wspólnie z trenerami doszliśmy do wniosku, że powinnam poczuć głód szermierki, głód sportowej, ostrej rywalizacji. Ta przerwa po ME na pewno pomoże. Przyznam też, że jestem dziś nieco zmęczona, ostatnie tygodnie wyglądały podobnie: zawody, zgrupowanie, zawody i tak w kółko. Krótki odpoczynek bardzo mi się przyda.
Ubiegły rok był dla Pani niezwykle udany, przyniósł m.in. brązowy medal na mistrzostwach świata w Hawanie. Spodziewała się Pani takich sukcesów?
- Skłamałabym, gdybym powiedziała, że nie. Do sezonu przygotowałam się bowiem bardzo starannie, poświęciłam dużo czasu i serca, trenowałam po dwa razy dziennie i musiały być tego efekty. Cały rok był naprawdę dobry, kilka razy stanęłam na podium poważnych zawodów. Oczywiście, najszczęśliwsze chwile przeżywałam w Hawanie, i to dwukrotnie. Tuż przed mistrzostwami wystartowałam tam w Pucharze Świata, gdzie zajęłam drugie miejsce, potem był brązowy medal.
Tym samym wysoko podniosła sobie Pani poprzeczkę, rozbudziła nadzieje. Skoro był medal na mistrzostwach świata, może być przecież i na olimpiadzie.
- Zgadza się i po cichu też tak myślę. Bo niby dlaczego miałoby być inaczej? Mistrzostwa pozwoliły mi mocniej uwierzyć w siebie, wzmocniły psychicznie, uświadomiły, że stać mnie na walkę z najlepszymi szablistkami świata. Taki sukces mobilizuje i motywuje do dalszej pracy, do ciągłego rozwoju. Marzeniem każdego sportowca jest olimpijski medal. Złoty medal. Moim także. Oczywiście, do startu w Atenach podchodzę spokojnie. Staram się traktować igrzyska jak każde inne poważne zawody. Wiem, że będzie bardzo trudno, szczególnie debiutantom. A ja jestem przecież w ich gronie.
Do tego rezultatów olimpijskich zawodów nie sposób przewidzieć. Wynika to ze specyfiki szermierki, która jest po prostu nieprzewidywalna. Mogę być wysoko rozstawiona, mogę być w formie, mogę trafić na rywalkę teoretycznie dużo słabszą, a jednak wyjątkowo mi niepasującą stylem walki. I mogę przegrać. Mam jednak nadzieję, że będzie odwrotnie.
Dziś zalicza się Pani do światowej czołówki szablistek, a niewiele brakowało, by uprawiała Pani floret. Dlaczego doszło do zmiany?
- Rozpoczynałam od floretu, kontynuując rodzinne tradycje (tę dyscyplinę uprawiała mama). Jako florecistka zmieniłam też klub ze Zjednoczonych Pabianice na AZS AWF Warszawa. Zdecydował o tym przypadek. Podczas ferii zimowych przebywałam w Pabianicach, gdy dowiedziałam się, że w Łodzi jest rozgrywany pierwszy w Polsce turniej szabli kobiet. Nie namyślając się, wystartowałam i... wygrałam. Szabla przypadła mi do gustu - pomógł w tym trochę sukces - i stwierdziłam, że to jest to.
Wielu szermierzy podkreśla wyjątkową urodę i piękno tego sportu. Podziela Pani te opinie?
- Jak najbardziej. To piękny, troszeczkę nietypowy i inny sport. Nieco też elitarny, choćby z racji tego, iż wielu kibiców praktycznie nie wie... o co w nim chodzi. Szalenie podoba mi się to, że wymaga nie tylko niezwykłej koncentracji, refleksu, szybkości i dynamiki, ale i głębokiego namysłu, natychmiastowej odpowiedzi na ruch przeciwnika. Cały czas trzeba mieć oczy szeroko otwarte, być skupionym, przewidywać i kombinować. To sport "myślący".
Dziś bardzo się cieszę z zamiany floretu na szablę. Bardziej odpowiada mi większa dynamika i szybkość rozgrywania akcji.
Lubię tę białą broń. Do tego w stroju też wygląda się całkiem ładnie... (śmiech)
Dziękuję za rozmowę.
Piotr Skrobisz
Nasz Dziennik 18-06-2004
Autor: DW