Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Neonaziści chcą władzy nad Niemcami

Treść

Narodowo-Demokratyczna Partia Niemiec (NPD) po raz pierwszy w historii zorganizowała zjazd partii w Berlinie. Członkowie NPD potwierdzili swoje neonazistowskie dążenia. Na sali obrad zawieszono na ścianie mapę Niemiec z 1937 roku w dawnych granicach i szyld z napisem "Wolfschanze" (Wilczy szaniec - czyli kętrzyńska kwatera Hitlera). Przywódcy partii mówili też jasno, jaki jest ich cel. W powitalnym przemówieniu owacyjnie witany przez zebranych delegatów szef neonazistów Udo Voigt (wybrany powtórnie na tę funkcję) stwierdził wprost: "Chcemy w przyszłości rządzić tym krajem" [Niemcami - red.].
Do ostatniej chwili ważyły się losy zjazdu, odbywającego się pod hasłem "Ze środka społeczeństwa" (Aus der Mitte des Volkes). Dopiero w piątek wieczorem Wyższy Sąd Administracyjny w Berlinie zezwolił na spotkanie, mimo sprzeciwu lokalnych władz dzielnicowych.
Zarząd NPD wystosował podanie o wynajem sali na zjazd swojej partii jednocześnie do władz lokalnych dzielnicy Tempelhof-Kreuzberg i Reinickendorf. W sprawie ewentualnego wynajęcia sali w dzielnicy Tempelhof sąd administracyjny pierwszej instancji przyznał rację władzom gminy, które odmówiły neonazistom wynajmu takiego obiektu na terenie wyścigów konnych. Powodem odmowy był brak możliwości zapewnienia bezpieczeństwa.
Podobnie było w przypadku wniosku o wynajęcie sali w centrum kongresowym Fontane-Haus w dzielnicy Reinickendorf. W pierwszej instancji sędziowie utrzymali również w mocy decyzję władz lokalnych, które nie zgodziły się na wynajem lokalu. Po odwołaniu się od tej decyzji przez zarząd NPD Wyższy Sąd Administracyjny w Berlinie zezwolił jednak na zorganizowanie dwudniowego zjazdu. Termin zjazdu był kilkakrotnie przesuwany i ostateczna decyzja zapadła dopiero w piątek późnym wieczorem.
Od samego początku było jasne, że nie jest to zjazd normalnej, demokratycznej partii, gdyż wszyscy dziennikarze traktowani byli podejrzliwie, jak potencjalni wrogowie. Po wejściu do budynku poinstruowano nas, co nam wolno, a czego nie. Lista zakazów była oczywiście dłuższa. Dziennikarzom nie wolno było poruszać się samodzielnie po wszystkich pomieszczeniach, ponadto mogliśmy przebywać na zjeździe jedynie przez określony czas.
Fotoreporterom zakazano fotografowania w zasadzie wszystkiego, a najbardziej ostro pilnowano, aby nie został sfilmowany i sfotografowany z bliska żaden z członków NPD. Dokonywano nawet rewizji i przeglądów wykonanych zdjęć w aparatach cyfrowych.
W zjeździe uczestniczyło (dane organizatorów) około 230 delegatów i około 300 gości. Przewodniczący neonazistów Udo Voigt skarżył się, że po takich utrudnieniach, jakie spotkały członków NPD ze strony lokalnych władz, cudem jest, że drogę do Fontane-Haus znalazło aż 230 delegatów. Oprócz niemieckich delegatów z NPD na zjeździe znaleźli się również neofaszyści z Włoch, Portugalii, Rumunii, a także koledzy neonazistów z bratniej partii DVU (Niemiecka Partia Ludowa).
Wśród zabierających głos uczestników zjazdu słychać było wyjątkową butę i pewność siebie spowodowaną niedawnymi sukcesami wyborczymi. W ostatnich wyborach lokalnych w Saksonii NPD otrzymała 9,2 proc. głosów, w Meklemburgii-Pomorzu Przednim - 7,3 proc., natomiast w Brandenburgii DVU zdobyła 6,1 proc. głosów.
Jeszcze w sobotę członek władz NPD Holger Apfel dziękował obecnemu przewodniczącemu neonazistów Udo Voigtowi za dziesięcioletnią pracę na stanowisku szefa partii. Przy owacji zebranych Apfel wykrzyczał, że już niedługo szef NPD nie tylko będzie zasiadał w parlamencie lokalnym dzielnicy Treptow Koepenick, ale znajdzie się w Bundestagu jako poseł.
W sobotę delegaci wybrali nowe władze partii i nowy zarząd. Przewodniczącym NPD został ponownie, wybrany olbrzymią większością głosów (221 z 232 oddanych), Udo Voigt.

Na protesty późno, czas działać
Decyzja wynajęcia sali członkom NPD wzbudziła wśród berlińskich polityków serię protestów. Wszystkie demokratyczne partie reprezentowane w berlińskiej izbie deputowanych (parlamencie landu Berlin) zapowiedziały protesty przeciwko zgromadzeniu neonazistów. Mieszkańcy nie posłuchali jednak senatorów i pod budynek Fontane-Haus w sobotę (pomimo hucznych zapowiedzi) przybyło jedynie kilkuset demonstrantów. Wśród nich obecni byli także przedstawiciele stołecznego senatu z prezydentem berlińskiej izby Walterem Momperem na czele. Momper podczas demonstracji stwierdził między innymi: "Jesteśmy tutaj po to, aby dać dowód na to, iż większość naszego społeczeństwa nie chce ani neofaszyzmu, ani neonazizmu".
Po zorganizowanym w Berlinie zjeździe neonazistów ponownie rozgorzała dyskusja na temat możliwości rozwiązania partii NPD. Jej działalność Urząd Ochrony Konstytucji oficjalnie uznaje za sprzeczną z niemiecką ustawą zasadniczą, a duża część polityków zastanawia się, w jaki sposób zdelegalizować tę partię. Nie mają jednak pomysłu, jak to zrobić.
Waldemar Maszewski, Berlin

"Nasz Dziennik" 2006-11-13

Autor: wa