Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Neofaszyzm w Niemczech

Treść

Mieszkańcy saksońskiej miejscowości Muegeln biernie przyglądali się, jak 50 neonazistów ściga, a następnie bije 8 Hindusów. Śledztwo w tej sprawie ma wyjaśnić, czy nie doszło w tym wypadku nawet do podjudzania do przestępstwa.

Po incydencie podczas festynu w Muegeln, gdzie doszło do prawdziwego polowania neonazistów na grupę Hindusów, ponownie rozpętała się w Niemczech dyskusja na temat coraz większej brutalności neonazistów i skali nienawiści do cudzoziemców wśród tutejszej społeczności.
Część niemieckich mediów, opisując zdarzenia w Muegeln, twierdzi, że bez cichej społecznej akceptacji całe zajście nie byłoby możliwe. Pojawiały się relacje, że część gapiów, obserwujących rozbój w wykonaniu neonazistów, podjudzała ich do agresji.
Także w stosunku do działań policji padają ostre zarzuty o celowe ukrywanie neonazistowskich motywów tego czynu. Mimo że w trakcie bijatyki wszyscy wyraźnie słyszeli rasistowskie okrzyki: "Precz z cudzoziemcami" lub "Tu rządzi Narodowy Front Oporu" (hasło niemieckich neonazistów), policja nadal nie potwierdziła, że napadającymi były osoby powiązane z ruchem neonazistowskim. Nawet burmistrz Muegeln w jednym z wywiadów powiedział, że należy wyjaśnić niezbyt jasną rolę policji w tym zajściu.
Dotychczas z 50 sprawców pobicia Hindusów w areszcie zatrzymano jedynie dwóch mężczyzn.
Zdaniem wiceprzewodniczącego Bundestagu Wolfganga Thierse, problem niebezpiecznego rozwoju neonazizmu jest problemem całych Niemiec, a nie tylko aktów agresji w ich wykonaniu.
Teoretycznie niemieckie społeczeństwo zdecydowanie potępia wszelkie przejawy nazizmu, jednak doskonałe wyniki wyborcze neonazistowskich ugrupowań w lokalnych parlamentach zadają kłam tym deklaracjom. W ostatnich wyborach w Saksonii Narodowodemokratyczna Partia Niemiec (NPD) zdobyła 9,2 proc. głosów, a w Meklemburgii Przedmorzu Radykalną Partię Ludową (DVU) poparło 6,1 proc. wyborców.
Neonaziści zasiadają także m.in. w parlamencie w Brandenburgii.
Waldemar Maszewski, Hamburg
"Nasz Dziennik" 2007-08-22

Autor: wa