Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Nazista w glorii bohatera

Treść

Żołnierze Podziemnego Państwa Polskiego, uczestnicy Powstania Warszawskiego są zbulwersowani decyzją prezydenta Lecha Kaczyńskiego, który odznaczył pośmiertnie Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski oficera Wehrmachtu i członka NSDAP Wilhelma Hosenfelda. Oburzenia, zwłaszcza uzasadnieniem tej skandalicznej decyzji, nie kryje również nominowana do Pokojowej Nagrody Nobla Irena Sendlerowa, która od śmierci uratowała 2,5 tys. żydowskich dzieci. Funkcjonariusz niemieckiego kontrwywiadu został uhonorowany za rzekome ratowanie Polaków i Żydów, choć nie ma na to niezbitych dowodów. Wiadomo natomiast, że szybko awansował w strukturach okupacyjnej armii, a izraelski Yad Vashem odmówił przyznania mu tytułu Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata.

- Zbrodnie niemieckich żołnierzy, członków Wehrmachtu w okupowanej Warszawie były tak straszne, że dziś - choćby się chciało - nie można o nich zapomnieć. One ciągle tkwią przed oczyma. Sytuacja, w której Hosenfeld, oficer nazistowskiego kontrwywiadu, otrzymuje polski order, jest bardzo niestosowna. Jestem zbulwersowana decyzją prezydenta - powiedziała nam wczoraj Irena Sendlerowa, nominowana do Pokojowej Nagrody Nobla.
W środę wieczorem w Operze Narodowej w Warszawie odbyła się uroczystość odznaczenia przez prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Lecha Kaczyńskiego tych, którzy w czasie II wojny światowej ratowali od zagłady Żydów i Polaków. W gronie cichych bohaterów krwawych lat okupacji nagrodzonych w środę przez Kaczyńskiego niespodziewanie znalazł się również niemiecki oficer Wilhelm Hosenfeld, pośmiertnie odznaczony Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski. "(...) Uhonorowanie odznaczeniami państwowymi Sprawiedliwych to złożenie hołdu bezprzykładnemu bohaterstwu zwyczajnych ludzi, a także wskazanie wzorów postępowania obecnym i przyszłym pokoleniom, które z ich poświęcenia winny czerpać wiarę w człowieka i nadzieję na przyszłość. (...)" - takie uzasadnienie znalazło się na stronach internetowych Kancelarii Prezydenta RP.
- Jakie męstwo? Jaki bohater? Bo odwrócił głowę na widok ukrywającego się Władysława Szpilmana, w przeciwieństwie do swoich niemieckich kolegów nie zastrzelił, nie wydał w ręce gestapo? Bo w trakcie przesłuchań wziętych do niewoli powstańców warszawskich nie torturował ich? To zachowanie godne żołnierza, oficera, ale nie powód, by honorować go wysokim polskim odznaczeniem państwowym. Kaczyński wręcza te ordery jak z koszyka. Jako żołnierzowi Powstania Warszawskiego w takiej sytuacji jest mi bardzo przykro - mówi Jan Podhorski, powstaniec warszawski i prezes Rady Naczelnej Związku Żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych.
- Może niebawem oprawcy z UB też zaczną dostawać ordery? Przecież wśród ubeków też zdarzali się tacy, którzy nie bili, podchodzili "psychologicznie". Tacy "bohaterowie" - gorzko ironizuje inny z żołnierzy AK, wieloletni więzień Wronek.

Ratował, bo... nie mordował?
Krzyż Komandorski Orderu Odroczenia Polski Wilhelmowi Hosenfeldowi przyznano pośmiertnie. Tyle że poza pisanym przez niego samego w latach okupacji pamiętnikiem, w którym krytykował Adolfa Hitlera i poświęcił sporo miejsca swojemu "współczuciu dla Polaków i Żydów", nie ma żadnych dowodów na udział Hosenfelda w zorganizowanej akcji ratowania osób zagrożonych eksterminacją. Owo "współczucie" nie przeszkadzało mu jednak skrupulatnie wypełniać obowiązków niemieckiego oficera kontrwywiadu. Zwłaszcza w okresie Powstania Warszawskiego, kiedy do zadań Hosenfelda należało przesłuchiwanie wziętych do niewoli powstańców warszawskich i wspierających żołnierzy Państwa Podziemnego cywilów. "(...) Codzienne przesłuchania. Dzisiaj jeden funkcjonariusz i szesnastoletnia dziewczyna. Nie udało mi się niczego z nich wydobyć (...)" - pisał w swoim pamiętniku Hosenfeld. Jak wspominają w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" kombatanci Podziemia Niepodległościowego, nie ma również dowodów na to, by Hosenfeld uczestniczył w akcji ratowania Żydów koordynowanej przez polskie organizacje konspiracyjne.
Na uhonorowanie Wilhelma Hosenfelda od lat naciska rodzina, która założyła specjalną stronę internetową poświęconą jego osobie. W pamiętnikach mamy obraz żołnierza, który za zasługi na rzecz III Rzeszy w okupowanej Polsce został awansowany do stopnia kapitana rezerwy Wehrmachtu.

Za co ten order?
Hosenfeld odkrył ukrywającego się w gruzach Warszawy kompozytora, dostarczył mu jedzenie i pozwolił uciec. Jednak czy to wystarcza, by umieścić go w gronie osób, o których na stronach Kancelarii Prezydenta RP napisano: "Za bohaterską postawę i niezwykłą odwagę wykazaną w ratowaniu życia Żydom podczas II wojny światowej, za wybitne zasługi w obronie godności człowieczeństwa i praw ludzkich"?
Zdaniem Ireny Sendlerowej, która jako szefowa wydziału dziecięcego Rady Obrony Żydów "Żegota" nie tylko pomagała zamkniętym w getcie Żydom, ale również zorganizowała przemyt, ratując tym samym od pewnej śmierci 2,5 tys. dzieci żydowskich - prezydent mocno przesadził, przyznając tak prestiżowe odznaczenie niemieckiemu oficerowi.
- To naprawdę niewłaściwe zachowanie ze strony prezydenta. Nie powinien tak postępować, choćby ze względu na pamięć i szacunek dla tych osób, które ratując Żydów, poniosły śmierć - twierdzi Sendlerowa.
Irena Sendlerowa, w 1965 roku uhonorowana przez izraelski instytut Yad Vashem medalem Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata, odznaczona również Orderem Orła Białego i Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski, w trakcie prowadzenia akcji ratowania żydowskich dzieci została schwytana przez gestapo, poddana okrutnym torturom i skazana na śmierć. "Żegocie" udało się ją ocalić dzięki przekupieniu niemieckich strażników. Po odzyskaniu wolności kontynuowała swoją działalność. Wilhelm Hosenfeld, oficer kontrwywiadu III Rzeszy, z takim zagrożeniem nigdy się nie spotkał: swobodnie pisał pamiętnik, a swoje działania opisywał również w listach do żony.

Szacunek - tak, odznaczenia - nie
- Takie przypadki się zdarzały. Na początku okupacji był to pewien dowód "łaskawości" niemieckich zwycięzców dla "szybko pokonanych Polaków". Żadne bohaterstwo - mówi Jan Podhorski, prezes Narodowych Sił Zbrojnych. - Później już Niemcy brali za to pieniądze, kosztowności i złoto - dodaje.
Mimo starań rodziny Hosenfelda izraelski Instytut Pamięci Ofiar Holocaustu Yad Vashem nie przyznał mu miana "Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata". - Owszem, warto pielęgnować pamięć o jego zachowaniu, zasługuje na szacunek, ale nie na polskie, tak wysokie odznaczenie państwowe - uważa Irena Sendlerowa. Kancelaria Prezydenta nie chciała wczoraj ustosunkować się do całej sprawy. - Nie zajmujemy się komentarzami. A poza tym ja jestem za granicą - uciął rozmowę Marcin Rosołowski z Biura Prasowego Kancelarii Prezydenta Lecha Kaczyńskiego, odsyłając nas do minister Ewy Junczyk-Ziomeckiej, rzekomo zorientowanej w sprawie. Jak jednak powiedziano nam w sekretariacie pani minister, szans na uzyskanie jej opinii nie ma, a ona sama przez najbliższy tydzień będzie nieobecna.
Wojciech Wybranowski
"Nasz Dziennik" 2007-10-12

Fot. Wikipedia

Autor: wa