Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Nasi prowadzą działania wojenne

Treść

Z gen. Stanisławem Koziejem, niezależnym analitykiem w dziedzinie bezpieczeństwa i obronności, byłym wiceministrem obrony narodowej, rozmawia Grzegorz Lipka

Jak interpretuje Pan fakt zatrzymania przez prokuraturę polskich żołnierzy uczestniczących w afgańskiej misji?
- Jak rozumiem, prokuratura prowadząca czynności na miejscu musiała dopatrzyć się pewnych uchybień lub nieprawidłowości ze strony żołnierzy polskich czy też ich dowódców - nieprawidłowości związanych bądź to z charakterem i sposobem użycia broni, bądź też z tym, że do ostrzelania przeciwnika mogło dojść bez odpowiedniego rozpoznania, czy nie zagraża to ludności cywilnej. Teraz dokładnie tego nie wiem. Myślę, że niebawem, może już dziś, dowiemy się, jakiego rodzaju zarzuty stawia prokuratura.

Jakie okoliczności mogły się przyczynić do tego, że w akcji wojskowej przeciw talibom zginęło sześciu cywilów?
- Moim zdaniem, jest to następstwo warunków wojennych, w jakich przychodzi działać naszym żołnierzom. Pamiętajmy, że chociaż operacja afgańska nie została oficjalnie nazwana, to w istocie rzeczy nasi żołnierze prowadzą tam działania wojenne, bojowe. Tamta operacja jest dodatkowo specyficzna z tego względu, że ma charakter wojny partyzanckiej i przeciwpartyzanckiej. W takich warunkach partyzanci starają się za wszelką cenę zbliżyć do ludności cywilnej. Istotą działań partyzanckich jest maksymalne wtopienie się w społeczność miejscową. Dlatego w tego rodzaju działaniach bardzo często dochodzi do strat wśród ludności cywilnej. W operacje prowadzone przez naszych żołnierzy z istoty rzeczy wpisane jest tego typu ryzyko. Wcześniej czy później do takich zdarzeń, niestety, musiało dojść. Co więcej, musimy się liczyć z tym, że w przyszłości do takich sytuacji może dochodzić.

Co powinni wiedzieć i umieć żołnierze, aby uniknąć takich sytuacji?
- Im większe doświadczenie bojowe żołnierzy, tym mniejsze prawdopodobieństwo tego, że mogą oni reagować w taki sposób. Musimy wziąć pod uwagę, iż żołnierz będący pod ostrzałem działa często instynktownie - w obronie własnego życia czy też w obronie życia swoich kolegów. Taki żołnierz ma mało czasu na ocenę sytuacji i w związku z tym możliwość popełnienia pomyłki czy działania odruchowego jest większa. Im większe jest więc doświadczenie żołnierzy, tym powinno być lepiej. To była pierwsza zmiana naszych żołnierzy w Afganistanie, to były ich pierwsze spotkania bojowe z nieprzyjacielem. Dlatego tych żołnierzy mocno bym nie winił za sytuację, która oczywiście nie powinna była się zdarzyć. Im więcej czasu na przygotowanie żołnierzy, tym prawdopodobieństwo zaistnienia takich sytuacji będzie mniejsze.
Trudno w tej chwili oceniać, czy przygotowanie tych żołnierzy było wystarczające, czy dowódcy byli odpowiednio wyszkoleni i oswojeni z tego typu sytuacjami. Proces, jaki będzie miał miejsce, prawdopodobnie pozwoli odpowiedzieć na te pytania. Teraz są one zupełnie otwarte.

Dziękuję za rozmowę.
"Nasz Dziennik" 2007-11-14

Autor: wa