Najwierniejszy z wiernych
Treść
Młodość miał okupacyjno-wojenną, potem - po 1947 roku - próbował się ustatkować w nowej rzeczywistości politycznej nad Wisłą, ale studiów prawniczych nie dano mu dokończyć. W 1948 r. usunięty został z Uniwersytetu Toruńskiego po proteście przeciwko zdejmowaniu krzyży ze ścian sal wykładowych. Już w 1953 r. kolejny raz odczuł ciężar "ludowej sprawiedliwości", gdy nie przejawił żalu po śmierci kremlowskiego "słoneczka" i stracił pracę w "Czytelniku".
Po październiku 1956 r. Wojciech Ziembiński miał większe pole do działania, znalazł się w KIK, aktywny był w Klubie Krzywego Koła, włączył się w niezależny ruch kombatancki; potem musiał mu wystarczyć "niepokorny" salon polityczny w jego mieszkaniu. Niezależność Ziembińskiego wywoływała szykany i represje ze strony władz komunistycznych. Odpłacano mu się aresztem, procesami, więzieniem. Dolegliwości ze strony "czerwonych" pozwalały mu konkurować z największymi "politycznymi kryminalistami" okresu PRL. Represje tylko utwierdzały go w przekonaniu, że trzeba i warto być niezłomnym, bo przykład pociąga innych do podobnych postaw. Takie stanowisko gwarantowało jednak, iż reżim nie mógł o nim zapomnieć. W grudniu 1975 r. Ziembiński sygnował tzw. List 59 (od liczby sygnatariuszy) do Sejmu, przeciwko zmianom w tekście konstytucji PRL, utrwalającym kierowniczą rolę PZPR. Wraz z Janem Olszewskim, Antonim Pajdakiem i Stanisławem Szczuką inspirował i przygotował List 14, także do peerelowskiego Sejmu, niezgadzający się na konstytucyjną deklarację o nierozerwalnym sojuszu ze Związkiem Sowieckim. Protesty wywołały falę obywatelskiego sprzeciwu. Zastrzeżenia wyraził także Episkopat. Wprawdzie Sejm PRL 10 lutego 1976 r. przyjął zmiany, lecz w formie daleko bardziej stonowanej.
Przeciwko kuroniadzie
W czerwcu 1976 r. premier Jaroszewicz ogłosił "propozycje" skokowych podwyżek cen, co wywołało reakcję robotników Radomia, Ursusa i Płocka. Wystąpienia radomskie były najbardziej dramatyczne: podpalono wojewódzką siedzibę partii komunistycznej, na ulicach doszło do starć z milicją i ZOMO. Podwyżki odwołano, ale na protestujących robotnikach władza wzięła odwet. Zanim stanęli przed stronniczymi sądami, napiętnowani zostali jako "warchoły" i "wichrzyciele" i przeszli przez głośne "ścieżki zdrowia". Represje władz wywołały spontaniczne, solidarnościowe reakcje społeczeństwa, zwłaszcza kręgów intelektualnych, które w następstwie zdarzeń zaczęły się organizować.
Tak powstał - 23 września 1976 roku - Komitet Obrony Robotników. Wojciech Ziembiński znalazł się w gronie jego założycieli i wśród 14 sygnatariuszy "Apelu do społeczeństwa i władz PRL". W odwecie reżim nie pozwolił mu na jakąkolwiek pracę etatową. Jako klerykał i fantasta niepodległościowy - tak postrzegali go korowscy "klasycy", przekonani, że Ziembiński nie pasuje do ich towarzystwa i znalazł się w nim trochę przypadkiem - ostro rywalizował w KOR z frakcją lewicową Kuronia - Michnika, która zmajoryzowała Komitet.
Rozstał się definitywnie z KOR 27 lipca 1977 roku. Wcześniej poparł inicjatywę Andrzeja Czumy i Leszka Moczulskiego, by powołać Ruch Obrony Praw Człowieka i Obywatela (zwany potocznie Ropciem), co stało się już z jego udziałem 25 marca 1977 roku. Był to ruch odwołujący się do tradycji narodowej i niepodległościowej, a przez przeciwieństwo do lewicy korowskiej - prawicowy, choć to duże uproszczenie, bo w istocie było to środowisko przeciwników, a nie reformatorów komunistycznej Polski, którzy koncentrowali się na nadaniu jej "ludzkiej twarzy". Modna wówczas "finlandyzacja" i "eurokomunizm" budziły ostry sprzeciw działaczy ROPCiO.
Ruch miał powstać znacznie wcześniej, gdzieś we wrześniu 1975 r., dość długo przed KOR, ale nazbyt opieszale prowadzone były czynności organizacyjne i działacze KOR - ku irytacji, ale i nie bez satysfakcji Moczulskiego i Czumy - uprzedzili ich działania. Podjęte próby współdziałania nie wytrzymały czasu, różnice ideowe i ambicje posiadania większości głosów musiały doprowadzić do podziału. Odżyła w ten sposób na nowo idea powołania ROPCiO.
Nazwisko Wojciecha Ziembińskiego figuruje pod apelem "Do społeczeństwa polskiego", informującym o powstaniu Ruchu Obrony Praw Człowieka i Obywatela. Wraz z Moczulskim i Kazimierzem Januszem redagował "Opinię", pismo Ruchu systematycznie zdobywające sobie coraz więcej czytelników i coraz bardziej opiniotwórcze. Podpisywał też większość dokumentów ROPCiO.
Z pewną konsternacją działacze ROPCiO przeżyli fakt początkowego niemal bojkotu w zachodnich "wolnych" mediach, a zwłaszcza w Radiu Wolna Europa, wobec powstania Ruchu. Niechęć ze strony wpływowych osób z kręgu KOR do działaczy ROPCiO, skutkująca marginalizacją tego ostatniego, była szokiem, zwłaszcza że towarzyszyła jej kolportowana plotka, iż jest to organizacja powstała z inspiracji promoczarowskiej. Nie mogło to nie tworzyć po stronie członków Ruchu atmosfery konkurencyjności, a nawet zazdrości, bowiem to korowcy dysponowali nieporównywalnie większymi środkami.
Sensacją mocno tonowaną przez konkurentów z KOR stało się udzielenie red. Wojciechowi Ziembińskiemu głośnego wywiadu dla "Opinii" przez prezydenta USA Jimmy'ego Cartera podczas jego pobytu w Warszawie. Wprawdzie odpowiedzi amerykańskiego prezydenta były raczej dyplomatyczne i wymijające, to jednak wywiad dla drugoobiegowej "Opinii", którą Carter potraktował jako poważne pismo, a na dodatek opozycyjne, wywołał niemałą burzę w warszawskim światku. Ziembiński prowadził też korespondencję polityczną dotyczącą samostanowienia narodów Europy Środkowej zarówno z Carterem, jak i później, z prezydentem Ronaldem Reaganem.
Mimo że ROPCiO skupił szerokie grupy społeczne - zwłaszcza inteligencję, studentów, rolników, kombatantów - był także bardziej dynamiczny w działaniu i miał bodaj znacznie większe możliwości, dziś ustępuje znaczeniu i roli elitarnego oraz bardziej wodzowskiego KOR. Inspiracją działaczy ROPCiO była historia Polski i dziedzictwo narodowe oraz dążenia do kształtowania społeczeństwa pluralistycznego politycznie. Odkłamywanie historii i samokształcenie było jednym z ważniejszych wątków działania, podobnie jak zasada jawności - z podniesioną przyłbicą podejmowało działalność coraz więcej punktów konsultacyjno-informacyjnych. Pomagano tam osobom, których prawa człowieka i obywatela naruszono w PRL, a jednocześnie w tych lokalach odbywały się swobodne dyskusje.
W służbie niepodległej
Wojciech Ziembiński był jedną z aktywniejszych postaci Ruchu. Jego wystąpienia w miejscach publicznych wywoływały ostre reakcje władz reżimowych w postaci rewizji, zatrzymań, aresztowań i oskarżeń "o znieważenie organów państwowych i politycznych PRL". Należał do grona wytyczającego linię programową ROPCiO, był w Radzie Finansowej nadzorującej Społeczny Fundusz Ruchu. Kilkanaście miesięcy po powstaniu ROPCiO zaczęły się jednakże ujawniać wewnętrzne konflikty, zwłaszcza między "Pomnikiem" - Andrzejem Czumą a Leszkiem Moczulskim. Na ile był to konflikt silnych osobowości o przywództwo, a ile było podszeptów konkurencji i inspiracji ubecji - można tylko domniemywać w zakresie proporcji. W następstwie rozłamu, który z końcem 1978 r. zapoczątkował epigoństwo Ruchu, Wojciech Ziembiński znalazł się w gronie Prezydium Rady Sygnatariuszy, na czele której stał Andrzej Czuma. Grupa wydawała poza "Opinią" także "Gospodarza" (pismo adresowane do rolników) i "Ruch Związkowy" oraz zyskała poważnego edytora podziemnego - "Wydawnictwo im. Konstytucji 3 Maja".
W ROPCiO istniał zakonspirowany "Nurt Niepodległościowy", którego rolą miało być kierowanie Ruchem, ale nie całkiem zdołał wypełnić zadania, głównie z powodu tarć wewnętrznych między liderami.
10 lutego 1979 r. Wojciech Ziembiński zainicjował jednoznacznie niepodległościowy Komitet Porozumienia na rzecz Samostanowienia Narodu, redagował też pismo Komitetu "Rzeczpospolita", postulujące konieczność przeprowadzenia wolnych wyborów w kraju, dowartościowujące rolę Kościoła w dziejach Polski, odkłamujące historię oraz wspierające niezależny ruch syndykalny w postaci wolnych związków zawodowych. W odezwie z 10 września 1979 r. nawoływał do oddawania hołdu ofiarom poległym i pomordowanym przez okupanta sowieckiego oraz postulował uznanie 17 września za "Dzień pamięci narodowej". Młodzi działacze związani z KPSN i Ziembińskim - Marian Piłka i Bronisław Komorowski - zainicjowali niezależne, czyli tzw. drugoobiegowe, wydawnictwo "Biblioteka Historyczna i Literacka", którego dorobek był bardzo znaczący.
Późniejsze liczne inicjatywy Wojciecha Ziembińskiego podporządkowane były narodowym imponderabiliom (kto dziś z polityków pamięta o imponderabiliach?!) i służbie niepodległej Rzeczypospolitej. Był doradcą Krajowej Komisji Porozumiewawczej NSZZ "Solidarność" ds. więźniów politycznych. Tworzył Kluby Służby Niepodległości, Kongres Solidarności Narodu, Stronnictwo Wierności Rzeczypospolitej - KSN, paryski Kongres Europy Środkowowschodniej (16-17 czerwca 1986 r.) oraz wraz z przyjacielem, księdzem Stefanem Niedzielakiem, na Powązkach sanktuarium "Poległym na Wschodzie" i ostatnie wielkie dzieło - warszawski pomnik ofiar agresji sowieckiej z 17 września 1939 r. - "Poległym i Pomordowanym na Wschodzie", wzniesiony w 1995 r. na Muranowie. Inspirował powołanie Międzynarodowego Komitetu do Osądzenia Zbrodni Komunizmu. Ciężko chory jeszcze włączył się do grona założycieli Komitetu Polska - Czeczenia w proteście przeciwko rosyjskiemu ludobójstwu na narodzie czeczeńskim.
Złośliwi mawiali o nim, iż był politykiem kanapowym, ale on z kanapy potrafił uczynić trybunę. Prymas Tysiąclecia kardynał Stefan Wyszyński prezentował Wojciecha Ziembińskiego Janowi Pawłowi Wielkiemu jako "najwierniejszego syna Polski". Było to uznanie dla postawy działacza opowiadającego się za tym wszystkim, co jest z ducha "11 Listopada", a przeciwko wszystkiemu, co wyrosło z podległości zdradzie narodowej, symbolizowanej przez "22 lipca".
prof. Wiesław Jan Wysocki
"Nasz Dziennik" 2007-03-24
Autor: wa