Największe partie nie powinny się zamykać
Treść
Z Andrzejem Zapałowskim, posłem do Parlamentu Europejskiego, rozmawia Artur Kowalski Wybory uzupełniające zazwyczaj nie cieszyły się zbyt wielkim zainteresowaniem. Tym razem, przy okazji wyborów na Podkarpaciu, sytuację mamy trochę inną. Z pomocą kandydatom największych partii spieszą partyjni koledzy. Kandydata Platformy Obywatelskiej odwiedza też premier Donald Tusk, a z kandydatem Prawa i Sprawiedliwości spotyka się sam prezydent Lech Kaczyński. Czy te wybory mogą - Pana zdaniem - stać się takim plebiscytem na popularność rządzących i największej partii opozycyjnej? - One są plebiscytem. Dwie główne siły polityczne: Platforma Obywatelska oraz Prawo i Sprawiedliwość, doprowadzenie do zwycięstwa swojego kandydata uważają za niezwykle ambicjonalną sprawę. I w związku z tym trwa totalny najazd na Podkarpacie najważniejszych osób w państwie. Uważam, że to błąd, iż z lokalnych wyborów do Senatu robi się jakieś polityczne rozgrywki na skalę kraju. Te wybory powinny służyć Podkarpaciu. I kandydat, który będzie reprezentował Podkarpacie, powinien pracować dla Podkarpacia. Marek Jurek nazwał te wizyty różnych polityków na Podkarpaciu przybywających ze wsparciem dla swoich kolegów "nalotami dywanowymi" na Podkarpacie, określając tę sytuację jako kpinę z uczciwych reguł kampanii wyborczej... - Również sądzę, że nie jest to w porządku wobec wyborców. Uważam, że PiS i Platforma w pewien sposób dogadały się i chcą stworzyć podczas tych wyborów taki obraz, że są tylko dwie siły polityczne w kraju: PiS i Platforma, a każdy inny byt polityczny się nie liczy. Taka postawa nie jest zgodna z zasadami demokracji. Ale na Podkarpacie znani politycy przybywają nie tylko ze wsparciem dla kandydujących kolegów. Na liście wyborczej pojawia się też kilka dobrze znanych nazwisk polityków, którym nie powiodło się w ostatnich wyborach parlamentarnych: Andrzeja Leppera, Mirosława Orzechowskiego czy detektywa Krzysztofa Rutkowskiego, którzy nie są związani z regionem. Jak Pan odbiera tego typu kandydatury? - Kandydowanie pewnych osób, które w jakiś sposób już się politycznie zgrały, ma w mojej ocenie na celu pokazanie, iż jeszcze funkcjonują one na scenie politycznej. Ale społeczeństwo Podkarpacia wbrew temu, co wielu sądzi gdzieś w Warszawie czy w innych miastach, jest bardzo rozsądne - i tak naprawdę liczą się tylko ci najważniejsi kandydaci. Apelował Pan, aby ugrupowania prawicowe wystawiły w wyborach wspólnego kandydata. Do porozumienia w tej sprawie nie doszło. - Jedyną osobą, która na apel odpowiedziała, był pan marszałek Marek Jurek. Ze strony Prawa i Sprawiedliwości rozmawiałem na ten temat z Markiem Kuchcińskim, byłym szefem klubu parlamentarnego PiS, który po prostu zbył milczeniem moje pytanie w tej sprawie. Uważam, że nie jest to w porządku. Jeżeli marszałek Jurek wykonał taki pozytywny gest, to nic by się nikomu nie stało, jeżeli podjąłby poważne rozmowy ze strony PiS. Przecież można wiele spraw uzgodnić. Tu chodzi o przyszłość Polski i ubolewam, że tak się stało. Dziwi się Pan postawie PiS w tej sprawie? Mamy przecież taką oto sytuację, że PiS jest największym ugrupowaniem opozycyjnym, walczy o mandat po swoim senatorze, a poza tym ma silnego kandydata - Stanisława Zająca, związanego z regionem. - Silna partia polityczna, jeżeli chce być wyrazicielem całej prawej strony sceny politycznej, powinna się wykazać większą dbałością o całą scenę polityczną. Przecież Prawo i Sprawiedliwość tak naprawdę nie reprezentuje już całej prawicy. Zawsze też ten silniejszy powinien próbować porozumieć się z tym słabszym. Jeżeli z tego porozumienia nic by nie wyszło, to już inna sprawa. Bardzo szanuję pana marszałka Zająca, ale tutaj nie chodzi o personalia, lecz o to, aby pokazać, że nie tylko te największe siły liczą się na scenie politycznej i że w wyborach większościowych szanse ma także kandydat niezależny. To byłby bardzo ważny sygnał dla Polski - że wyborów nie można rozstrzygać przed wyborami. Politycy, którzy myślą o dobru i przyszłości Polski, muszą sobie zdawać sprawę, że nie mogą odrzucać do kosza zbyt wielu polityków, bo wtedy na scenie politycznej tworzą się jakieś nowe byty. A widzę, że dzisiaj główne partie coraz bardziej się zamykają. Czy Pana Liga Podkarpacka zdecyduje się choćby w ostatniej chwili poprzeć oficjalnie jednego kandydata? - Podjęliśmy decyzję, że nasze środowiska, które są mocno osadzone w samorządach, będą miały dowolność wspierania kandydatów. Nie ukrywam, że znaczna część naszych działaczy identyfikuje się z poglądami i popiera pana marszałka Jurka. Ale są też tacy, którzy są skłonni popierać pana marszałka Zająca. Obydwaj panowie są bardzo zacnymi kandydatami. Jednakże tutaj nie chodzi tylko i wyłącznie o osoby kandydatów, ale o danie sygnału społeczeństwu, że główne partie polityczne nie mogą się zamykać na wiele poglądów. Bo w wielu sprawach Prawo i Sprawiedliwość przestało reprezentować znaczną część prawicy. Choćby w odniesieniu do sprawy traktatu lizbońskiego. Dziękuję za rozmowę. "Nasz Dziennik" 2008-06-12
Autor: wa