Nadzwyczajna w zwyczajności
Treść
Stulecie męczeńskiej śmierci bł. Karoliny Kózkówny zaprasza nas do zagłębienia się w jej życiowe przesłanie, które pozostaje wciąż aktualne i jawi się jako szczególnie potrzebne w naszych niespokojnych czasach. Męczeństwo Karoliny było bowiem ostatnim akordem jej życia w całkowitej przynależności do Chrystusa, co znajdowało swoje przełożenie na praktykę codziennego życia w zachowywaniu Bożych przykazań i przyjmowaniu altruistycznych postaw w relacji z bliźnimi w duchu Ewangelii. Bez tego „dalszego przygotowania” – jak to określa się w teologii, Karolina nie zdołałaby z pewnością oprzeć się rozwydrzonemu pożądaniem żołdakowi, by obronić swoje dziewictwo nawet za cenę życia.
Apostołka Jezusa
Wychowana w atmosferze pracowitości i religijności w domu rodzinnym, który wyróżniał się pobożnością w całej wiosce, do tego stopnia, że nazywano go „kościółkiem” lub „betlejemką”, Karolina, szczególnie uzdolniona, gdy ukończyła wiejską szkołę powszechną, czytała dzieciom i starszym Pismo św. i książki religijne, a także uczyła dzieci katechizmu. Pomagała nadto swojemu wujowi Franciszkowi Borzęckiemu w prowadzeniu wiejskiej świetlicy i biblioteki. Urządzano tam budujące pogadanki, akademie przeplatane śpiewem pieśni religijnych i patriotycznych oraz recytacją poezji wieszczów narodowych.
Gdy w lipcu 1913 r. przybył do Zabawy pierwszy duszpasterz, ks. Władysław Mendrala, Karolina pomagała mu w katechizacji dzieci i swoich rówieśników. Ceniła bardzo modlitwę różańcową, dlatego też została wybrana na zelatorkę Różańca św. w swoim Kółku Żywego Różańca. Była czcicielką Najświętszego Serca Jezusowego i Chrystusa Eucharystycznego i praktykując Komunię św. wynagradzającą, zapisała się do Bractwa Wieczystej Adoracji Najświętszego Sakramentu. Wstąpiła też do Apostolstwa Modlitwy i do Towarzystwa Wstrzemięźliwości, w którym złożyła przyrzeczenie czystości, której potem broniła, nie lękając się nawet śmierci. Znajdowała czas na odwiedzanie starców i chorych, nierzadko przygotowując ich do przyjęcia sakramentów świętych.
Wszystko to nie wyobcowywało jej z obowiązków codziennego życia, tj. ze wspomagania rodziców w prowadzeniu gospodarstwa, pracy na roli i wychowaniu młodszego rodzeństwa. Gdy w 1965 r., w kontekście przygotowań do jubileuszu tysiąclecia chrześcijaństwa w Polsce, biskup tarnowski Jerzy Ablewicz rozpoczynał starania o beatyfikację Karoliny Kózkówny, widział w niej jeden z dojrzałych owoców pierwszego tysiąclecia chrześcijaństwa w naszej Ojczyźnie przekazywany jako wzór do naśladowania drugiemu tysiącleciu. Zaś św. Jan Paweł II w homilii beatyfikacyjnej Karoliny powiedział, że święci są po to, aby nas zawstydzać.
Czyż przykład Karoliny Kózkówny, tej „polskiej Marii Goretti”, nie powinien dziś zawstydzać nie tylko naszych młodych rodaków, ale i nas, wcześniej od nich urodzonych? Ten przykład jest potrzebny szczególnie za naszych dni, kiedy kwestionuje się nie tylko wartość czystości przedmałżeńskiej, ale wręcz podważa się instytucję rodziny (czego echo dało się słyszeć nawet podczas niedawnego synodu biskupów w Rzymie), a szerząca się ideologia gender chce doprowadzić do rewolucji w rozumieniu ludzkiej płciowości.
O. Szczepan T. Praśkiewicz OCD
Nasz Dziennik, 18 listopada 2014
Autor: mj