Nadużyli i utajnili
Treść
Po bardzo burzliwej debacie europosłowie z komisji budżetowej postanowili nie ujawniać opinii publicznej 92-stronicowego raportu, który szczegółowo wykazuje nadużycia, jakich dopuszczali się deputowani w czasie przyznawania miesięcznych dodatków. Choć raport nie ujawnia żadnych nazwisk, narodowości czy przynależności partyjnych posłów dopuszczających się przekroczeń w wydatkach, komisja postanowiła zataić go nawet przed innymi członkami Parlamentu Europejskiego.
Duńczyk Jens-Peter Bonde z frakcji Demokracja i Niepodległość mówi, że w raporcie można znaleźć przykłady niejasnych transakcji finansowych pomiędzy księgowymi i asystentami lub przypadki wysyłania pieniędzy na bardzo dziwne adresy, np. firm zajmujących się handlem drewna. W innych miejscach można spotkać przyznanie asystentowi specjalnej premii świątecznej wynoszącej równowartość blisko 20-krotnego wynagrodzenia miesięcznego.
Inni posłowie, przeciwni utajnianiu tego dokumentu, zgodnie stwierdzili, że komisja, której zadaniem jest kontrola budżetu, postępując w taki sposób, strzela sobie sama w kolano. Raport o tym, w jaki sposób niektórzy posłowie dysponują pieniędzmi przeznaczonymi na obsługę ich biur, ujrzał światło dzienne już przed tygodniem, jednak dostępny był jedynie dla niewielkiej grupy parlamentarzystów z komisji budżetowej. Ponadto udostępniono im go pod warunkiem, że zapoznają się z nim pod nadzorem i podpiszą zobowiązanie, iż nie będą go nigdzie cytować. Związane jest to z opublikowaniem dwóch wersji raportu: "miękkiej" - bez podanych nazwisk (tę być może parlament upubliczni), oraz wymieniającej z nazwiska posłów dopuszczających się nadużyć.
Jednak przewodniczący komisji budżetowej Austriak Herbert Bosch z frakcji socjalistów powiedział, że jeśli dokument będzie dostępny dla opinii publicznej, zostanie narażony na spore niebezpieczeństwo. Dodał, że komisja nie będzie mogła dłużej otrzymywać pewnych informacji ze strony PE, jeśli ten będzie upubliczniał jej poufne raporty. Zastrzegł jednak, że to, czy raport zostanie podany do publicznej wiadomości, nie leży w gestii komisji, lecz parlamentu.
Łukasz Sianożęcki
"Nasz Dziennik" 2008-02-28
Autor: wa