Na wygrane przyjdzie czas
Treść
Nie udało się Marcie Domachowskiej wygrać pierwszego w karierze turnieju z cyklu WTA Tour. W sobotę nasza najlepsza tenisistka przegrała w finale zarówno gry pojedynczej, jak i debla zawodów we francuskim Strasburgu. Mimo to swój występ może ocenić bardzo wysoko.
W finale turnieju WTA Tour Domachowska grała po raz drugi. Wcześniej, w październiku ubiegłego roku w Seulu, nie sprostała Rosjance Marii Szarapowej, uległa jej 1:6, 1:6. Przegrała także teraz - z Hiszpanką Anabel Mediną-Garrigues 4:6, 3:6. Rywalka, która w półfinale poradziła sobie z najwyżej rozstawioną Francuzką Nathalie Dechy, zaprezentowała bardzo skuteczny tenis. Często korzystała ze swej najsilniejszej broni - wypadów do siatki, po których wygrywała najwięcej piłek. W pierwszym secie decydujący okazał się dziewiąty gem, w którym Hiszpanka przełamała serwis Domachowskiej. W drugiej odsłonie tenisistka z Walencji uczyniła to aż trzy razy, a mecz zakończył podwójny błąd serwisowy Polki.
Domachowska, w parze z Niemką Marleną Weingartner, przegrała także w finale gry podwójnej - z Hiszpanką Marią Andres i Rumunką Andreą Vanc 3:6, 1:6.
Najlepsza polska tenisistka (w rankingu WTA zajmuje obecnie 63. miejsce, na pewno znacznie awansuje, może nawet w granice czołowej pięćdziesiątki) była zadowolona i nawet zaskoczona dobrym występem na kortach ziemnych w Strasburgu. - Ostatnio nie trenowałam dużo, bowiem zdawałam maturę, więc zupełnie nie spodziewałam się, że dojdę tutaj tak daleko - powiedziała.
Pisk, PAP
'Nasz Dziennik" 2005-05-23
Autor: ab