Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Na razie ostrzegawczy

Treść

Ostrzegawczy strajk to efekt zerwanych negocjacji ze stroną rządową w sprawie wypłat z zysków, które w ubiegłym roku wypracowały spółki węglowe. Związkowcom nie podoba się również rządowy negocjator - Paweł Poncyljusz, wiceminister gospodarki. Górnicy chcą powołania innego.
Związkowcy zorganizowali strajk, bo prowadzone z rządem rozmowy na temat wypłat z zysków nie doprowadziły do zawarcia porozumienia. Strona rządowa mówiła o 100 mln zł na ten cel, a związkowcy chcieli 180 mln zł. Górnicy deklarują, że przy tej kwocie się nie upierali i byli gotowi na negocjacje.
W proteście wzięło udział blisko 40 tys. górników. Nie pracowali od godz. 6.00 do godz. 8.00. W tym czasie związkowcy organizowali masówki i przekazywali pracownikom kopalń informacje dotyczące protestu.
Do strajku ostrzegawczego nie doszłoby, gdyby w ubiegły czwartek, po trwającym 45 minut spotkaniu związkowców z Pawłem Poncyljuszem, wiceministrem gospodarki, odpowiedzialnym za górnictwo, rozmowy nie zostały zerwane. Związkowcy zarzucili Poncyljuszowi, że nie dążył do kompromisu i nie chcą już z nim rozmawiać. - Zapytaliśmy Poncyljusza, czy propozycja, którą składa w imieniu rządu, jest do negocjacji, czy jest ostateczna. Minister po krótkim namyśle odpowiedział, że tak. Jednak gdy przedstawiciele związku przyjechali trzy dni po tym spotkaniu do pana ministra i mówią, że chcą negocjować, on odpowiada, że nie będzie żadnych negocjacji - stwierdził Kazimierz Grajcarek, przewodniczący sekretariatu Górnictwa i Energetyki NSZZ "Solidarność". - Jako "Solidarność" nie powiedzieliśmy, że nie chcemy rozmawiać z panem Poncyljuszem, ale wypowiedzieliśmy się razem z innymi centralami związkowymi. Osobiście mi to nie przeszkadza, że pan Poncyljusz będzie przy rozmowach, ale musiałaby być jeszcze osoba, która na problemie rzeczywiście się zna. Minister Poncyljusz swoim zachowaniem i wypowiedziami jednoznacznie dał do zrozumienia, że nie ma wystarczającej wiedzy na temat górnictwa - dodał Grajcarek.
Premier Kazimierz Marcinkiewicz przypomniał, że obecny rząd zrobił dla górnictwa już bardzo wiele. Wspomniał m.in. o emeryturach pomostowych. Dodał też, że rząd gotowy był na wypłacenie dywidend od zysków kopalń, ale pod pewnymi warunkami - muszą być adekwatne do wysokości zysków. - Nie widzę żadnych powodów, by odwołać ministra Pawła Poncyljusza - powiedział premier.
Nie wiadomo, jakie straty poniosą kopalnie w związku z przeprowadzeniem protestu. Według przedstawicieli spółek węglowych, dwugodzinna przerwa w pracy to niewielkie zaległości, możliwe do odrobienia. Jednak strajk ostrzegawczy nie jest jedyną formą protestu. Związkowcy zapowiadają już na 14 czerwca manifestację w Warszawie. W opinii Grajcarka, zaostrzenia protestu można jeszcze uniknąć, gdyż górnicy w dalszym ciągu są gotowi do negocjacji. - Chcemy żeby temu rządowi się powiodło, bo robi tyle pozytywnych rzeczy. Zależałoby nam na tym, żeby nie było już żadnej akcji, żeby premier Kazimierz Marcinkiewicz spróbował zaprosić nas do rozmów i dać osobę kompetentną, która będzie te rozmowy prowadziła - przekonuje Grajcarek. - Może przyjechać nawet do 70 tys. górników. Opanować taki tłum... i znowu na górników będzie wylany kubeł pomyj. Komu na tym zależy? Siedzieliśmy przecież przy stole negocjacyjnym - pyta przewodniczący.
Górnicy z wypłat zysku nie zrezygnują. W referendum, które odbyło się tydzień temu w kopalniach, ponad 94 proc. z nich opowiedziało się za podjęciem akcji protestacyjnej w przypadku nieotrzymania tych wypłat. Najwyższy zysk w ubiegłym roku miała Jastrzębska Spółka Węglowa - około 800 mln zł netto.
Robert Popielewicz

"Nasz Dziennik" 2006-06-06

Autor: ab