Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Na razie jest dwóch

Treść

PiS uzgodniło z Samoobroną treść "koalicyjnej deklaracji programowej Solidarne Państwo". Jarosław Kaczyński i Andrzej Lepper nie ujawniają zasadniczej części tego dokumentu, czyli celów i zadań wspólnego rządu, zasad rządzenia i wykazu projektów ustaw, które mają być realizowane w ramach większości parlamentarnej. Nie podpisali też dokumentu. Czekają na trzeciego koalicjanta. Ale do tej roli nikomu się nie spieszy. We władzach PSL i - w jeszcze większym stopniu - LPR sprzeciw wobec wchodzenia do rządu jest ogromny. Na dziś - uniemożliwiający powstanie większości.
Deklaracja zakłada zawarcie porozumienia koalicyjnego w imię "odpowiedzialności za losy Ojczyzny, w trosce o zapewnienie najlepszych możliwości rozwoju narodu". Jej sygnatariusze podkreślą, że polityka prowadzona w Polsce po 1989 r. "w zbyt dużej mierze nastawiona była na kontynuację wielu wadliwych mechanizmów i powiązań z okresu PRL" i stąd wynika szereg patologii, jak np. korupcja. Celem koalicji ma być budowa "silnego i uczciwego Państwa, zapewniającego poczucie bezpieczeństwa swoim obywatelom oraz tworzącego sprzyjające warunki do prowadzenia działalności gospodarczej" w duchu solidarności.
- Prace nad powstaniem koalicji idą sprawnie i szybko, a Polacy mogą być przekonani, że mają to, na co czekali od 6 miesięcy - mówił podczas wspólnej konferencji prasowej prezes PiS Jarosław Kaczyński.
- Jesteśmy zgodni, że koalicja powstanie - wtórował mu Andrzej Lepper.
O tym przekonany jest też premier Kazimierz Marcinkiewicz.
- Prawo i Sprawiedliwość, aby realizować nasz program naprawy państwa, musi stworzyć większość sejmową, która realizację tego programu umożliwi. Stąd stworzenie koalicji z Samoobroną, PSL i LPR jest nieodzownym elementem tego programu i realizacji naszych zamierzeń zmian w Polsce - mówił Marcinkiewicz, jeszcze zanim wspólnie z Kaczyńskim i Lepperem zasiadł za wspólnym stołem, ogłaszając uzgodnienie deklaracji.

Kowalski do odstrzału?
Pozostaje więc pytanie powtarzane już od wielu dni: Kto jeszcze zgłosi gotowość do podpisania wspomnianej deklaracji? Możliwości są dwie: PSL lub LPR. A może trzy, biorąc pod uwagę środową konferencję części polityków Ligi? Bogusław Kowalski zaprzecza co prawda, by grupa ta miała na celu rozbicie partii i opuszczenie jej szeregów, ale może się okazać, że tę decyzję podejmie za nich kto inny. "Zdrajcy" i "sprzedawczyki" - to najłagodniejsze epitety, jakimi ci posłowie i samorządowcy są określani w sms-ach wysyłanych przez zaufanych ludzi Romana Giertycha do regionalnych działaczy LPR. Represje wobec nich zapowiedział też publicznie w wywiadzie dla wczorajszej "Rzeczpospolitej" sam prezes partii.
- Jedno dziś jest pewne: samozwańczy przewodniczący zespołu negocjacyjnego Bogusław Kowalski nie będzie wiceprezesem partii. Złożę wniosek o jego odwołanie i ten wniosek przejdzie - mówi Giertych. Jest więc pewny, jaki będzie wynik głosowania w Radzie Politycznej LPR. Być może Kowalski nie będzie miał nawet możliwości przedstawienia w środę wyników toczących się negocjacji z PiS.
- Dopiero w ich toku przekonujemy się, że klub LPR miał złe wiadomości o tym, jak kształtuje się współpraca z PiS - mówił po kolejnej turze rozmów poseł Andrzej Mańka.
Bo to, że Kowalski straci funkcję wiceprezesa, jest praktycznie pewne. Ale za tym może pójść utrata członkostwa w Radzie, a kto wie, czy nie nawet w partii. Takie działania wobec tych, którzy ośmielili się popełnić "grzech samodzielnego myślenia", to w Lidze nie pierwszyzna.
- Oj, miałam spore problemy z tymi młodymi od Giertycha - wspomina samorządowa radna Elżbieta Barys, współtwórczyni "Polskiego Cukru", a dziś przewodnicząca Zarządu Województwa Wielkopolskiego. Nigdy nie należała do LPR, ale swoją karierę polityczną związała z tym ugrupowaniem i uchodziła za pewnego rodzaju "symbol jakości LPR" w Wielkopolsce. Ale tylko do czasu, gdy odważyła się wyrazić krytycznie o "wodzu". Jej krytyka szybko dotarła do centrali w Warszawie, bo niemal natychmiast zaczęła się akcja "wycinania" jej. W środowisku zaczęto rozpowszechniać absurdalne plotki na temat samej Barys, a wierni Giertychowi działacze Młodzieży Wszechpolskiej robili wszystko, by niepokorna radna nie znalazła się w Sejmie.
- Zaklejano moje plakaty wyborcze i choć nikogo nie złapałam za rękę, to plakaty wyborcze ludzi z MW wisiały potem na moich - opowiada Barys. Wymienia m.in. nazwisko Bartosza Rzeźniczka. Według naszych informatorów, należy on do Senatu Akademii Orła, czyli grupy młodych działaczy LPR, którzy składali Giertychowi przysięgę "na śmierć i życie". Opisywaliśmy tę sprawę na łamach "Naszego Dziennika". Dziś Barys, choć współpracuje z radnymi LPR w Sejmiku Wielkopolskim, ze strukturami partii nie chce mieć nic wspólnego.

Fałszywki i stołki
O "wycinaniu" i zastraszaniu niepokornych działaczy wspominają też osoby związane z LPR w Ostrołęce. Choć tworzyli struktury LPR od podstaw, nie wpuszczano ich na zebrania zarządu, szykanowano, wreszcie pousuwano z list wyborczych czy Rady Politycznej Ligi. Oskarżani są ci sami ludzie, co zawsze w takich przypadkach - Roman Giertych, Wojciech Wierzejski i "pretorianie" lidera partii z MW. Ciekawe też, kto jest autorem stanowisk szefów organizacji regionalnych, jakie docierają do naszej redakcji. Wczoraj szefowie organizacji w województwie kujawsko-pomorskim domagali się "zaprzestania dalszego oczerniania Romana Giertycha i Witolda Hatki" oraz natychmiastowego usunięcia z LPR posłanki Anny Sobeckiej i Macieja Eckardta. Pod pismem nie widniał żaden podpis. Więcej - prezesi największych kół terenowych LPR, z którymi udało nam się porozmawiać... nigdy nie słyszeli o takim piśmie.
- Nigdy nikt się do mnie nie zwracał z propozycją podpisania takiego listu - dziwi się Maciej Wroński, prezes LPR w Inowrocławiu.
- Poziom absurdu i mitomanii u niektórych ludzi sięgnął zenitu - skomentował ewidentną "fałszywkę" sam Eckardt, który wczoraj wraz z Kowalskim i Mańką negocjował jak najlepsze warunki koalicji dla Ligi.
Tuż po środowej konferencji prasowej w Toruniu, na której zadeklarował poparcie dla koalicji m.in. z PiS wicemarszałek Sejmiku Województwa Wielkopolskiego Przemysław Piasta, w trybie pilnym i - jak się dowiedzieliśmy - na osobiste polecenie prof. Macieja Giertycha, zwołano prezydium regionu LPR. Ostatecznie podczas spotkania nikt nie złożył wniosku o odwołanie Przemysława Piasty ze stanowiska szefa partii w regionie. Zamiast tego prof. Maciej Giertych wygłosił blisko dwugodzinny wykład na temat tego, kto inspiruje rozłam w Lidze. Okazało się, że winnych jest trzech: to PiS, Żydzi i masoni.
- Nie sądzę, żeby doszło do jakiegoś odwołania, sądu kapturowego, bo wszyscy jesteśmy działaczami LPR i choć niekiedy różnimy się w pewnych kwestiach, to jednak wspólnie jesteśmy w stanie wypracować określone stanowisko - mówił nam Piasta przed południem.
- Warto sobie zadać pytanie, co się dzieje, że LPR nie chce koalicji większościowej - mówi jeden z polityków Ligi. Według niego, odpowiedź jest prosta: czekają nas wcześniejsze wybory i do gry może wrócić Platforma Obywatelska. A to właśnie zarzuca Jarosławowi Kaczyńskiemu Giertych. Zarzutów w jego ustach jest więcej. W przytaczanej rozmowie powiedział, że Kowalskiemu chodzi jedynie o stołki. Tymczasem, jak dowiedzieliśmy się od polityków PiS, to władze Ligi oczekiwały "stołków" w zamian za poparcie koalicji. Giertych chciał sam zostać marszałkiem Sejmu, a Marka Kotlinowskiego pozbyć się z partii dzięki nominacji na wiceprezesa i sędziego Trybunału Konstytucyjnego. PiS odrzucił te roszczenia i od tego czasu prezes LPR stanowczo sprzeciwiał się jakimkolwiek rozmowom z tą partią.

Niewygodne Radio Maryja?
Co więcej, Giertych zniechęca do Ligi kolejnych działaczy, atakując Radio Maryja.
- Nie rozumiem, dlaczego w sprawę zaangażował się zakon redemptorystów i bierze udział w tworzeniu większości rządowej w Sejmie. To ojciec Tadeusz Rydzyk wywiera na tych pięciu posłów medialny nacisk i poddaje ich konfliktowi sumienia. To niedopuszczalne i nie ma nic wspólnego z misją Kościoła - mówi w czwartkowym wywiadzie. Wpisuje się to w inicjatywę jego bliskiego współpracownika i budowniczego domu Giertycha, Mariana Brudzyńskiego, który toruńską rozgłośnię nazwał nawet "fatalną ikoną polskiego katolicyzmu". Także na niedawnym posiedzeniu klubu parlamentarnego LPR posłowie bliscy liderowi Ligi ostro atakowali Radio Maryja. Mówiła nam o tym posłanka Anna Sobecka.
Mikołaj Wójcik, Wojciech Wybranowski

żródło: "Nasz Dziennik" 2006-04-14

Autor: mj