Na pasku Stokłosy
Treść
Czołowi wielkopolscy parlamentarzyści lewicy promowali się na łamach mediów należących do byłego senatora Henryka Stokłosy, którego nazwisko przewija się w związku z aferą korupcyjną w Ministerstwie Finansów. Wśród osób publikujących w "Tygodniku Nowym" byli m.in. eksminister finansów w rządzie SLD Stanisław Stec, obecnie poseł SLD, wiceszef sejmowej Komisji Gospodarki Adam Szejnfeld (PO) i Renata Beger (Samoobrona) z komisji finansów.
- Owszem, pisałem w poprzedniej kadencji dla "Tygodnika Nowego", gazety, której właścicielem jest Henryk Stokłosa. Publikowałem tam swoje felietony - przyznaje w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" poseł Stanisław Stec (SLD), w poprzedniej kadencji pełniący funkcję wiceministra finansów, obecnie zaś wiceprzewodniczącego sejmowej Komisji Finansów Publicznych.
Do Stokłosy należy również spółka "Pilskie Radio i TV". Możliwość promocji swojej osoby na łamach wpływowego lokalnego medium to dla każdego polityka z regionu Piły prawdziwa gratka. Zwłaszcza gdy może reklamować swój wizerunek i poglądy cyklicznie, w dodatku najzupełniej bezpłatnie.
- Przecież już nie piszę dla pana Stokłosy. Nie zrezygnowałem, to "Tygodnik Nowy" ze mnie zrezygnował - mówi Stec. Gazeta zerwała współpracę ze Stecem blisko rok temu, krótko po tym, jak pilski parlamentarzysta SLD przestał pełnić funkcję wiceministra finansów w rządzie Marka Belki oraz generalnego inspektora kontroli skarbowej w Ministerstwie Finansów. Byłemu wiceministrowi finansów najwyraźniej nie przeszkadzała ścisła współpraca z tygodnikiem, którego właściciel Henryk Stokłosa - jak podejrzewa prokuratura prowadząca śledztwo w sprawie korupcji w Ministerstwie Finansów - korzystał z nieuzasadnionej "życzliwości" urzędników tego resortu.
W sierpniu 2004 r., kiedy Belka powołał Steca na stanowisko wiceministra finansów oraz pełnomocnika rządu do spraw zwalczania nieprawidłowości finansowych na szkodę RP, nie usunął on z ministerstwa Sławomira M. - urzędnika, któremu wcześniej prokuratura postawiła bardzo poważne zarzuty. Zdaniem śledczych, Sławomir M., pełniąc funkcję dyrektora departamentu podatków bezpośrednich w latach 1999-2000, czterokrotnie bezpodstawnie uchylał decyzje Izby Skarbowej w Pile, nakazujące zapłatę podatku przez wielkopolskiego senatora Henryka Stokłosę i jego firmę. W ten sposób Skarb Państwa stracił, zdaniem prokuratury, ok. 8 mln zł. Co było stratą dla Skarbu Państwa, stanowiło zysk dla Stokłosy. Wiceminister Stec nie podjął żadnych działań zmierzających do usunięcia Sławomira M. Pracę stracił w maju br.
Steca problemy z pamięcią
Co ciekawe, kiedy 18 maja 2006 r. pierwszy raz rozmawialiśmy ze Stecem na temat jego związków ze Stokłosą, kategorycznie zaprzeczał, nie pamiętał spotkań z senatorem ani swoich publikacji zamieszczanych na łamach należącego do Stokłosy tygodnika. Zarówno w rozmowie z nami, jak i innymi dziennikarzami zapewniał, że nie utrzymywał żadnego kontaktu ze Stokłosą.
- No, to już jest świństwo, podłość. Tak się nie robi. Sama w poprzedniej kadencji widywałam Steca i Stokłosę, jak rozmawiali w restauracji "Pasibrzuch". Tylu polityków współpracowało ze Stokłosą, a teraz się tego wstydzą - denerwuje się posłanka Renata Beger (Samoobrona).
"Pasibrzuch" w Śmiłowie również należy do Stokłosy. Na słynnych "obiadkach u senatora" bywali tam, oprócz Beger i Steca, również prominentni wielkopolscy urzędnicy poprzedniej kadencji. Wśród nich były marszałek Sejmiku Województwa Wielkopolskiego Stefan Mikołajczak (SLD) oraz były wojewoda Andrzej Nowakowski (SLD), ubiegający się obecnie o fotel prezydenta Poznania. Mikołajczak uhonorował Stokłosę medalem "Za zasługi dla Wielkopolski", a Nowakowski tuż przed końcem swojej kadencji umorzył pilskiemu przedsiębiorcy wysoką grzywnę za nielegalne wydobycie kruszywa (wycofał się z tej decyzji dopiero pod naciskiem mediów).
Beger się nie wstydzi
- Ja się nie wstydzę współpracy z Henrykiem Stokłosą - twierdzi Beger, obecnie zasiadająca w sejmowej Komisji Finansów Publicznych. - Pracuję dla "Tygodnika Nowego", jestem dziennikarką i felietonistką - dodaje. - Bo wie pan, ja nie jestem taką dziennikarką, jak pan i inni, nie biegam z mikrofonem za politykami - kryguje się Beger. - Inni też pisali dla Stokłosy. Proszę bardzo: Romuald Ajchler (SDPL), Stanisław Kalemba (PSL), Stanisław Stec (SLD) i Adam Szejnfeld (PO) - sypie nazwiskami parlamentarzystka.
Co łączy ich obok "dziennikarstwa" dla Stokłosy? Wszyscy startowali z okręgu pilskiego, wszyscy zasiadają lub zasiadali w komisjach gospodarczych, finansowych lub rolniczych. Przedmiot prac tych komisji bez wątpienia jest istotny dla Stokłosy z punktu widzenia prowadzonego przez niego biznesu.
Zdaniem posła Adama Szejnfelda, zastępcy przewodniczącego sejmowej Komisji Gospodarki, felietonów w "Tygodniku Nowym" nie należy nazywać pracą dla Henryka Stokłosy, mimo że to właśnie ten biznesmen jest właścicielem gazety. - Pisywałem dla "Tygodnika Nowego", nie dla Stokłosy. Zresztą pisuję dla bardzo wielu różnych gazet powiatowych czy o zasięgu krajowym, napisałem już ponad tysiąc felietonów. Poza tym od blisko roku już nie piszę dla "Tygodnika Nowego" - tłumaczy Szejnfeld.
Wojciech Wybranowski
"Nasz Dziennik" 2006-10-04
Autor: wa