Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Na pasku Stokłosy

Treść

Publikacja "Naszego Dziennika", w której ujawniliśmy, że prowadzący dochodzenie w sprawie miejsca pobytu Henryka Stokłosy funkcjonariusze policji stracili kontakt z jego małżonką, którą chcieli objąć obserwacją, wywołała prawdziwą burzę w organach ścigania. Nikt nie potrafi jednak przyznać się do zaniedbań, odpowiedzialność przerzucana jest z jednej strony na drugą. Co ciekawe, najostrzej protestują policjanci z Piły, którzy niejednokrotnie już wykazywali się zaskakującą życzliwością wobec Henryka Stokłosy. Dwa lata wcześniej uhonorowali biznesmena aferzystę odznaką "Zasłużony dla NSZZ Policjantów".


- Dane osób, które skarżyły się policji w Pile na działalność Henryka Stokłosy, na szykany i zatruwanie przez niego środowiska, zostały mu przekazane właśnie przez pracowników pilskiej policji - powiedziała nam Irena Sienkiewicz, prezes Stowarzyszenia Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej.
Wczoraj ujawniliśmy, że funkcjonariusze policji, którzy w ramach czynności operacyjnych mieli objąć obserwacją Annę Stokłosę, żonę poszukiwanego listem gończym byłego senatora, pokpili sprawę i stracili z nią kontakt. Przynajmniej do wczoraj nikt w organach ścigania nie potrafił ustalić, gdzie od tygodnia przebywa pani Stokłosa. Tymczasem już w połowie stycznia wiadomo było, że właśnie ona może być osobą, która doprowadzi funkcjonariuszy policji na miejsce pobytu poszukiwanego biznesmena. Choć kobieta nie ma statusu podejrzanego, śledczy przyjęli założenie, że kontaktuje się z mężem. Jak wynika z wczorajszej wypowiedzi ministra spraw wewnętrznych i administracji Janusza Kaczmarka, było to założenie słuszne.

Majątek dla żony
- Stokłosa przebywał na pewno pod koniec stycznia tego roku w Niemczech. Co więcej, tam wydał określone dyspozycje, żeby jego majątek, zarząd tym majątkiem, przeszedł na współmałżonkę - mówił wczoraj minister Kaczmarek w radiowych "Sygnałach dnia".
Już wówczas Annę Stokłosę funkcjonariusze policji powinni objąć szczególną obserwacją w celu ustalenia miejsca pobytu pilskiego biznesmena. We wtorek prokurator Małgorzata Secheniuk z Prokuratury Okręgowej Warszawa Praga potwierdziła, że prowadzący postępowanie interesują się kobietą ze względu na ewentualną możliwość dotarcia jej śladem do samego Henryka Stokłosy.
- Nasze zainteresowanie jej osobą może być tylko brane pod uwagę w kontekście poszukiwania pana Henryka Stokłosy. Nie można komuś stawiać zarzutów tylko dlatego, że jest właścicielem jakiegoś przedsiębiorstwa - komentowała wczoraj prokurator Renata Mazur, rzecznik prasowy warszawskiej prokuratury okręgowej na Pradze.
Zaniedbania w objęciu pani Stokłosy "policyjną obserwacją" najprawdopodobniej miały miejsce na poziomie Centralnego Biura Śledczego. Na naszą publikację żywiołowo zareagowali jednak przedstawiciele policji w Pile.
Uderz w stół, a nożyce się odezwą. - My nie mieliśmy takiego obowiązku i takiego zadania, żeby pilnować tej pani. Nikt z komendy powiatowej w Pile takiej informacji na pewno nie przekazywał. Nie interesowaliśmy się tą panią w sposób, w jaki opisała to gazeta - powiedział w rozmowie z poznańskim Radiem Merkury Sebastian Chabowski, rzecznik prasowy pilskiej policji.
Taka reakcja przedstawicieli organów ścigania w Pile jednak nie dziwi. Ku oburzeniu i rozgoryczeniu mieszkańców powiatu pilskiego tamtejsza policja już wcześniej, mimo wielu skarg i sygnałów o nieprawidłowościach związanych z działalnością kontrowersyjnego biznesmena, nie podjęła przeciwko niemu efektywnie zakończonych działań. Co więcej, sam Stokłosa mógł liczyć się z co najmniej zastanawiającą życzliwością pracowników organów ścigania w Pile.
- Sprawa wycieku danych osobowych ludzi skarżących się na Stokłosę to nie jedyne budzące wiele wątpliwości działania pilskiej policji w sprawach dotyczących tego pana. Pracuje tu wielu uczciwych ludzi, ale generalnie straciliśmy już zaufanie do pilskiej policji - powiedziała szefowa ekologicznego Stowarzyszenia Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej.
I rzeczywiście, budzący wiele wątpliwości sposób, w jaki Henryk Stokłosa wszedł w posiadanie danych osobowych krytykujących go osób, danych znanych funkcjonariuszom policji w Pile, to nieodosobniony przypadek zagadkowej życzliwości pilskich policjantów wobec niego. W maju 2005 r. ekipa telewizyjnego programu "Na żywo" chciała przygotować zdjęcia do kolejnego materiału. Została zatrzymana na terenie zakładu utylizacyjnego w Śmiłowie koło Piły i nie pozwolono jej wyjechać. Ochroniarzy Stokłosy wsparli pilscy policjanci. Funkcjonariusze nie tylko przez wiele godzin nie doprowadzili do uwolnienia dziennikarzy, ale też - zdaniem naocznych świadków - zachowywali się tak, jakby wykonywali polecenia pracowników Farmutilu. Sytuacja powtórzyła się rok później. Wtedy to ochroniarze Stokłosy zatrzymali na publicznej drodze dziennikarzy i ekologów. Policjanci przybyli na miejsce zdarzenia zachowywali się biernie.
- Usłyszałem, że jeden z pilskich funkcjonariuszy tłumaczy się: "Co mamy podskakiwać, skoro szefem ochrony Stokłosy jest były funkcjonariusz SB z Piły" - stwierdził w rozmowie z nami Marek Kryda, szef Polskiego Towarzystwa Agroturystycznego.
W drugiej połowie 2006 r. z mieszkańcami Kaczor i Śmiłowa protestującymi przeciwko działalności Stokłosy spotkał się wojewoda wielkopolski Tadeusz Dziuba. Jadąc z Poznania, napotkał na drodze nielegalną blokadę zorganizowaną przez pracowników Farmutilu. I w tym przypadku interwencja pilskiej policji była spóźniona i zdecydowanie bierna.
Nie bez znaczenia może być fakt, że w 2005 r. policjanci z Piły uhonorowali byłego senatora odznaką "Zasłużony dla NSZZ Policjantów". Uroczystość 15-lecia związków zawodowych policji w Pile połączona była z konsumpcją wyrobów mięsnych produkowanych - jakżeby inaczej - w zakładach Stokłosy. Zdaniem naszych informatorów, poczęstunek sponsorowany był z kieszeni Stokłosy.
Wojciech Wybranowski
"Nasz Dziennik" 2007-02-15

Autor: wa