Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Na obietnicach się skończyło

Treść

Od kilku miesięcy pracownicy fabryki głośników "Tonsil" S.A. w podpoznańskiej Wrześni nie otrzymują wynagrodzeń; nie mają pieniędzy na żywność, opłaty, ubrania. Jeszcze w czerwcu rząd zobowiązał się do udzielenia przedsiębiorstwu pomocy. Jednak do dziś pieniądze nie wpłynęły. Każdy miesiąc zwłoki we wprowadzeniu programu naprawczego kosztuje spółkę 12 mln zł. Jeżeli nic się nie zmieni i deklarowane środki nie wpłyną na konto firmy, załoga zapowiada podjęcie akcji protestacyjnej.
Dziś po południu wicepremier Jerzy Hausner ma się spotkać w Poznaniu na rozmowach z zarządem "Tonsilu". Negocjacje będą dotyczyć pomocy, jakiej rząd Leszka Millera zobowiązał się udzielić firmie już dawno, jednak słowa nie dotrzymał.
- Wicepremier będzie rozmawiał z zarządem naszej spółki i powiem szczerze, że po tych rozmowach obiecujemy sobie bardzo wiele. Jeżeli tam nie zapadną decyzje istotne dla ratowania naszej firmy, to podejmiemy kroki bardziej zdecydowane i zaostrzymy akcję protestacyjną. Nie wykluczamy, że może dojść do blokowania głównych węzłów komunikacyjnych wokół Wrześni. Nie mamy innego wyjścia. Cierpliwość ludzi się wyczerpała - powiedział nam Adam Dopierała, przewodniczący zakładowej "Solidarności".
Związkowcy z zagrożonej upadłością fabryki opowiadają o trudnej sytuacji materialnej ludzi, którzy od czerwca zamiast należnych wynagrodzeń otrzymują po ok. 100 zł zaliczki lub jeszcze bardziej symboliczny zasiłek; niektórzy dostają ekwiwalent w postaci węgla lub głośników produkowanych w fabryce.
- Co z tego, że dostanę węgiel? Czy za to kupię rodzinie jedzenie? W węgiel ubiorę chłopaka do szkoły? Zapłacę czynsz? A politycy SLD pobierają wysokie diety i śmieją się nam w nos. Przez Leszka Millera "Tonsil" umiera - denerwuje się pan Krzysztof, od lat pracujący w fabryce.
Jego rozgoryczeniu trudno się dziwić, bowiem "Tonsil" to kolejny obok ostrowskiego "Wagonu" zakład, zagrożony wskutek marazmu i braku działań odpowiedzialnych za polską gospodarkę ministrów i urzędników. I o ile ostrowski "Wagon" dopiero stosunkowo niedawno, dzięki determinacji pracowników, rozpoczął starania o ratowanie upadającej fabryki, o tyle "Tonsil" o niewielką, ale jakże potrzebną rządową pomoc, zabiegał od dawna.
Upadek "Tonsilu" to nieszczęście dla całej Wrześni, w której i tak panuje bardzo wysokie bezrobocie. By przedsiębiorstwo mogło normalnie funkcjonować, wznowić produkcję i rozpocząć wdrażanie programu restrukturyzacyjnego, potrzeba ok. 8 mln zł. - Na pieniądze czekamy tak naprawdę od lutego. Już wtedy rozpoczęły się rozmowy z przedstawicielami Skarbu Państwa i obietnice udzielenia nam stosownej pożyczki. Przedstawiciele Skarbu Państwa, który jest na razie mniejszościowym udziałowcem w "Tonsilu", mieli przejąć od japońskiego Tahoku Pioneer Corporation funkcję zarządcy w firmie. Pieniądze miały wpłynąć do końca czerwca, jednak nie wpłynęły i tym samym sytuacja w przedsiębiorstwie zdecydowanie się pogorszyła - tłumaczy Adam Dopierała z zakładowej "Solidarności".
Skarb Państwa jest jednym z akcjonariuszy spółki. Należy do niego 8,6 proc. akcji "Tonsilu". Pozostałymi większymi akcjonariuszami są japoński inwestor: Tohoku Pioneer Corp., który kontroluje 40,2 proc. kapitału akcyjnego "Tonsilu", oraz Agencja Rozwoju Przemysłu S.A., do której należy 12,8 proc. akcji spółki.
- Program restrukturyzacji przedsiębiorstwa, który został przyjęty przez ostatnie Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy, miał zostać uruchomiony w czerwcu, jednak zabrakło pieniędzy na jego sfinansowanie. Problemem "Tonsilu" jest to, że jest to tak naprawdę firma niczyja. Tohoku Pioneer, spółka-córka koncernu Pioneer, która jest jednym z akcjonariuszy, nie ma pieniędzy ani ochoty, by nam pomóc. Agencja Rozwoju Przemysłu twierdzi, że ma większe kłopoty. Pozostaje nam tylko Skarb Państwa. Rząd miał przelać na konto "Tonsilu" 8 mln zł już w czerwcu, pieniądze jednak się nie pojawiły - wyjaśniał na ostatnim posiedzeniu Wojewódzkiej Komisji Dialogu Społecznego w Poznaniu prezes "Tonsilu" Czesław Schejn.

Kosztowna zwłoka
Po wielu miesiącach oczekiwań, podczas spotkania zarządu spółki z przedstawicielami Ministerstwa Skarbu Państwa rząd ponownie złożył obietnice przyznania wsparcia finansowego. Zwłoka spowodowana trudnym do wytłumaczenia marazmem rządowych urzędników sprawiła, że koszty wdrożenia programu restrukturyzacji i zarazem ratowania przedsiębiorstwa znacznie wzrosły.
- Każdy miesiąc zwłoki we wprowadzeniu programu naprawczego kosztuje 12 mln zł - mówi prezes Schejn.
Co więcej, ewentualne przyznanie pomocy finansowej zakładowi przedstawiciele Ministerstwa Skarbu Państwa obwarowali niemal niemożliwymi do spełnienia warunkami. W piśmie przesłanym do wrzesińskiej fabryki zażądali przedstawienia im na piśmie zgody wszystkich wierzycieli "Tonsilu" na uruchomienie programu restrukturyzacji. Taką zgodę wierzyciele wyrażali już kilkakrotnie, jednak obiecanych rządowych pieniędzy na koncie fabryki nie było, teraz deklarują, że zanim coś podpiszą, chcą najpierw zobaczyć obiecane przez Skarb Państwa pieniądze.
- Czas ucieka. Praktycznie każdy tydzień przynosi dalsze zwiększenie kosztów restrukturyzacji przedsiębiorstwa. Dlatego tak czekamy na rozmowy i dlatego jesteśmy gotowi na zaostrzenie akcji protestacyjnej - twierdzi Dopierała.
Jeżeli dzisiejsze rozmowy z wicepremierem nie przyniosą spodziewanych efektów, w "Tonsilu" może rozpocząć się strajk.
- Ja nie chcę oceniać tego rządu, ale gołym okiem widać, że nie miał on żadnego pomysłu na Polskę i nic nie zrobił. Moim zdaniem, rząd Millera już dawno powinien podać się do dymisji - powiedział "Naszemu Dziennikowi" Bogdan Klepas, przewodniczący "Solidarności" Zarząd Regionu Wielkopolska.
Ministerstwo Skarbu Państwa nie chce komentować sytuacji "Tonsilu". Jak się dowiedzieliśmy, szczegółowe informacje na ten temat przedstawi wicepremier, który w czwartek po południu przyjeżdża do Poznania, by wziąć udział w posiedzeniu Wojewódzkiej Komisji Dialogu Społecznego. W jego trakcie mają zostać przedłożone propozycje pomocy i dla "Tonsilu", i dla ostrowskiego "Wagonu". Oby tylko tym razem na obietnicach się nie skończyło.
Organizatorzy posiedzenia Wojewódzkiej Komisji Dialogu Społecznego w Poznaniu, a więc Wielkopolski Urząd Wojewódzki, na czele którego stoi wojewoda Andrzej Nowakowski (SLD), próbowali zamknąć dla prasy spotkanie przedstawicieli zagrożonych upadłością przedsiębiorstw z wicepremierem.
- Posiedzenie, zamknięte dla prasy, rozpoczyna się o godz. 14.30 - informował nas Tomasz Stube z biura prasowego wojewody wielkopolskiego.
Dopiero po naszej interwencji i powołaniu się na Ustawę o prawie do informacji publicznej, która mówi wyraźnie, że każdy, w tym również prasa, ma prawo do uzyskania informacji publicznej w takim zakresie, w jakim jest to szczególnie istotne dla interesu publicznego, a takim niewątpliwie jest los pracowników "Tonsilu", otrzymaliśmy informację z biura prasowego wojewody, w którym zapewniono nas, że będziemy mogli obserwować obrady WKDS. Niewykluczone, że właśnie tam rozstrzygnie się los zagrożonej upadłością firmy.
Wojciech Wybranowski, Poznań
Nasz Dziennik 4-09-2003

Autor: DW