Mydło - towar akcyzowy
Treść
Jeśli resort finansów postawi na swoim, Polska może być jedynym krajem w Unii Europejskiej, który na taką skalę pobierałby podatek akcyzowy od kosmetyków. Wprowadzenie tych nierównoprawnych rozwiązań zmierza do obniżenia konkurencyjności polskich firm kosmetycznych. Tymczasem jest to jedna z nielicznych branż w naszym kraju, która skutecznie stawia czoła światowym koncernom.
Polscy producenci kosmetyków biją na alarm: po akcesji do Unii Europejskiej będziemy jedynym krajem w gronie państw członkowskich, który nakłada podatek akcyzowy na takie dobra powszechnego użytku jak... mydło czy dezodorant. I to podatek wysoki, bo - w myśl projektu ustawy o podatku akcyzowym - wynoszący aż 65 proc. podstawy opodatkowania! To potężny skok w górę w porównaniu ze stanem obecnym. Wprawdzie minister finansów może zmniejszyć tę stawkę w drodze rozporządzenia, ale przecież nie musi. Aktualna ustawowa stawka akcyzy wynosi 25 proc. dla producentów i 40 proc. dla importerów. Jedynie na obecny rok drogą rozporządzenia minister finansów obniżył ją odpowiednio do 20 i 25 proc.
W krajach Piętnastki, a także w pozostałych dziewięciu państwach kandydujących do UE, w zasadzie nie ma akcyzy na kosmetyki. Jedynie Wielka Brytania i Irlandia pobierają podatek od kosmetyków, ale wyłącznie zawierających alkohol, np. od perfum. Tymczasem polskie prawo przewiduje akcyzę na niemal wszystkie produkty przemysłu kosmetycznego - od perfum, dezodorantów, szminek, cieni i pudrów po mydła. Wyjątkiem są jedynie pasty do zębów i preparaty do włosów. Co będzie, kiedy po 1 maja 2004 r. znajdziemy się na jednolitym europejskim rynku?
"Akcyza jest największym czynnikiem kosztotwórczym w przemyśle kosmetycznym. Utrzymanie w Polsce tej dodatkowej opłaty utrudni rodzimej branży kosmetycznej inwestowanie i ograniczy jej konkurencyjność" - twierdzi Polska Konfederacja Pracodawców Prywatnych w liście adresowanym do przewodniczącego sejmowej Komisji Finansów Mieczysława Czerniawskiego.
W rządowym uzasadnieniu do projektu ustawy można wyczytać, że nałożenie akcyzy na kosmetyki nie wynika z dyrektyw UE. Unia wymaga, aby podatkiem tym były obłożone tzw. wyroby zharmonizowane - paliwa, oleje opałowe, gaz, napoje alkoholowe oraz wyroby tytoniowe. Co do pozostałych towarów pozostawia państwom członkowskim wolną rękę. Jednak na opodatkowanie kosmetyków zdecydowała się tylko Polska.
Tak więc dodatkowe obciążenie na rzecz fiskusa nieuchronnie sprawi, że wyprodukowane w Polsce kosmetyki, zarówno te sprzedane w kraju, jak i eksportowane na rynki europejskie lub do krajów trzecich, będą odpowiednio droższe, co grozi zmniejszeniem wolumenu sprzedaży. Dotknie to przede wszystkim małe i średnie polskie firmy, które stanowią trzon rodzimej branży kosmetycznej. Renomowane firmy zachodnie, których wydatki na reklamę i marketing przekraczają często 30 proc. przychodów, poradzą z tym sobie bez trudu. Dlatego też rodzi się pytanie: czy w sytuacji kurczącego się rynku rodzimi producenci zdołają zebrać środki na badania i wdrażanie nowych produktów, wymianę parku maszynowego, budowę sieci dystrybucji, promocję i reklamę, czyli to wszystko, co pozwoliłoby im po akcesji utrzymać się na rynku? Na banki nie mogą liczyć, ponieważ nie chcą one wspierać polskiego średniego i małego biznesu.
Akcyza będzie też skłaniać do lokowania produkcji oraz centrów dystrybucji kosmetyków poza Polską, co niekorzystnie wpłynie na rynek pracy. Ponadto doświadczenie mówi, że wysoka akcyza w Polsce i jej brak w pozostałych państwach UE stanowić będzie zachętę do przemytu, szczególnie w warunkach otwartych granic w ramach Unii. Nadmierna pazerność fiskusa w stosunku do rodzimej branży kosmetycznej może też przyczynić się do wyhodowania pod bokiem Polski, np. w Czechach, groźnej konkurencji.
Powie ktoś: przecież budżet jest pusty, ktoś musi go zapełnić... To prawda. Jednak gros dochodów budżetowych z akcyzy - ok. 98,5 proc., pochodzi z opodatkowania wyrobów zharmonizowanych oraz samochodów i energii elektrycznej. Pozostałe - skóry, futra, jachty, sprzęt elektroniczny, kamery wideo, kosmetyki - stanowią zupełny margines. Z tego właśnie względu resort finansów zdecydował się w nowej ustawie znieść akcyzę na jachty, sól i sprzęt elektroniczny wysokiej klasy. Minister uznał, że koszt poboru podatku przewyższał wpływy. W wypadku kosmetyków ten problem rysuje się jeszcze jaskrawiej. Mimo to kosmetyki jakimś trafem ostały się na ministerialnej liście wyrobów akcyzowych. Klienci chętnie je kupują, ponieważ są dobre, efektownie opakowane i dostępne dla przeciętnej kieszeni. Walka o rynek trwa. Może komuś w ministerstwie wydały się zbyt konkurencyjne cenowo wobec preparatów zachodnich? Jest jeszcze nadzieja, że z feralnej listy wyrobów akcyzowych wykreśli je w toku prac sejmowa Komisja Finansów.
- Uważam, że obciążanie polskich firm akcyzą w dziedzinach, w których są konkurencyjne wobec zachodnich, to nieporozumienie - twierdzi wiceprzewodniczący sejmowej Komisji Finansów Józef Gruszka (PSL).
Polski Związek Pracodawców Prywatnych szacuje, że zniesienie akcyzy spowodowałoby obniżenie cen kosmetyków o 6-10 proc. i zwiększenie wolumenu sprzedaży o 20 proc. Oznaczałoby to dodatkowe wpływy do budżetu z tytułu innego podatku pośredniego - podatku VAT. Dla budżetu jest to zmiana bez znaczenia, dla klientów - decydująca, ponieważ pozwala na większe zakupy środków do higieny, pielęgnacji i makijażu.
W Polsce działa ok. 450 firm kosmetycznych. Są to przeważnie małe przedsiębiorstwa rodzinne. Tylko 65 zakładów zatrudnia więcej niż 50 pracowników. Czołówka polskich firm - Pollena-Ewa, Eris, Oceanic, Kolastyna-Miraculum, Soraya, Dax Cosmetics, Ziaja, Dermika, Efektima - posiada popularne i cenione marki, skutecznie konkurujące ze specyfikami zachodnimi. Jednak aż 92 proc. przychodów ze sprzedaży kosmetyków na polskim rynku zgarniają firmy zagraniczne, w tym 67 proc. - sześć największych światowych koncernów. Polskie przedsiębiorstwa biją się o pozostałe 8 proc. Mimo to do 2000 r. rodzimy przemysł dynamicznie się rozwijał, wchodząc w rynkowe nisze - jak produkcja kosmetyków do pielęgnacji twarzy czy preparatów dla alergików - oraz eksportując. Obecnie, tuż przed akcesją, branża przeżywa stagnację, która może stać się okazją do podstawienia jej nogi. W tym miejscu nasuwa się smutna refleksja: czyżby jedynym polskim towarem, który wytrzyma konkurencję na jednolitym europejskim rynku, miały zostać miotły z witek brzozowych eksponowane przy szosie warszawskiej za Wyszkowem?
Małgorzata Goss
Nasz Dziennik 26-09-2003
Autor: DW