Musisz czy chcesz?
Treść
Nader często sposób pojmowania chrześcijaństwa jest zachwiany rzekomym determinizmem. Traktuje się je jako narzucone przez historię i tradycję. Ma to swoje przełożenie na praktyki religijne, postawę życiową. „Muszę” iść dziś do kościoła! „Muszę” się wyspowiadać, bo zbliżają się święta. „Muszę” tworzyć pozory wierności zasadom! Często znienawidzonym znakiem owej „konieczności” jest presja otoczenia. Nic dziwnego, że wyimaginowane kajdany zrzuca się przy pierwszej lepszej okazji, pod byle pretekstem. To wtedy właśnie rodzi się zabójcza dla ludzkiego ducha obojętność.
Problem nawrócenia to przede wszystkim konieczność przeformatowania sposobu myślenia. Trwam przy Chrystusie, ponieważ tego chcę – nie dlatego, że muszę! Odkrywam Jego bliskość jako przywilej, a nie bezsensowny obowiązek. Lokuję w swoim sercu prawo moralne nie jako pęta, które wiążą moją wolność, ale jako coś, co pozwoli ją rozwinąć – bardziej być niż mieć! Przyjmuję zaproszenie, aby pójść za Jezusem, ponieważ wierzę, że jeśli mi coś zabiera, to po to, aby dać stokroć więcej! To jest właściwa kolej rzeczy. Przyjęcie innej wizji świata odwraca cały istniejący porządek. Duchowe dojrzewanie zatem to przejście od wielorako uwarunkowanego „muszę” do „chcę”, do zbudowania w sobie czegoś, co nazywa się powinnością. Jezus zaprasza na ucztę. „Musisz” czy „chcesz” tam się znaleźć?…
ks. Paweł Siedlanowski
Nasz Dziennik, 11 października 2014
Autor: mj