Mozolne dochodzenie do prawdy
Treść
"Indeks represjonowanych", nad którym od 1988 r. pracuje Fundacja Ośrodka KARTA we współpracy z wieloma podmiotami w kraju i za wschodnią granicą, ma już gotową imienną listę ponad 28 tys. obywateli polskich wysiedlonych przymusowo w latach 1940-1941 w głąb ZSRS. Według historyków Ośrodka, da się imiennie zweryfikować łącznie tylko 286 tys. osób spośród ponad 570 tys. ustalonych w badaniach. W rzeczywistości represjonowanych mogło być nawet 3 razy więcej.
Skąd biorą się tak poważne rozbieżności? - Liczby w granicach 1,5-2 mln osób deportowanych z Polski były brane z publikacji emigracyjnych, niepopartych żadnymi badaniami - mówi prof. Albin Głowacki. Zaznacza, że fakt, iż KARTA ustala ich liczbę na 320 tys., nie musi przeczyć tamtym szacunkom. - To tylko osoby wywiezione w czterech wielkich deportacjach między lutym 1940 r. a czerwcem 1941 r., a więc nie wszyscy - dodaje prof. Wojciech Matarski. Podkreśla, że choćby powrót 360 tys. osób z deportacji świadczy o tym, iż musiało ich być znacznie więcej.
Związek Sybiraków podkreśla, że te różnice wciąż trzeba uświadamiać w publikacjach historycznych.
Profesor Głowacki przypomina, że deportacje były doskonale zorganizowaną operacją, mającą swe umocowanie w decyzji najwyższych władz ZSRS. - Sowieckie deportacje były jedną z najcięższych zbrodni dokonanych na Narodzie Polskim w latach 1939-1945 - dodaje prof. Leon Kieres, prezes Instytutu Pamięci Narodowej. To właśnie IPN jest głównym sponsorem wydawnictwa "Indeks represjonowanych".
- Rocznie możemy przeznaczyć na to przedsięwzięcie ok. 400 tys. zł - mówi Zbigniew Gluza, szef Fundacji. Podkreśla, że co roku indeks przyrasta o kolejne 40 tys. nazwisk i danych personalnych osób represjonowanych przez ZSRS.
W tej chwili indeks ustala w badaniach liczbę represjonowanych na 570 387 osób. Z tego 45 387 to jeńcy wojenni (niemal w pełni udokumentowani są tylko ci rozstrzelani w Katyniu czy Charkowie oraz przebywający w niewoli do sierpnia 1941 r.). 110 tys. osób to aresztowani na Kresach Wschodnich (imiennie zweryfikowanych przez indeks jest tylko 14 403, możliwych do zweryfikowania ponad 11 tys. więcej). Wśród 320 tys. deportowanych możliwe do weryfikacji jest zaledwie 170 tys. nazwisk, a indeks obejmuje w tej chwili dane personalne 28 223 osób.
- Dzięki temu, że tylko dane personalne identyfikują postać, możemy robić indeks na skalę masową - dodaje Gluza.
Czego nigdy się nie dowiemy z indeksu? Nie będzie wiadomo, ile osób było represjonowanych i wywiezionych w głąb ZSRS jeszcze przed wojną. Powód jest prozaiczny - IPN nie może na to przekazać żadnych pieniędzy, bo ustawa obejmuje historię dopiero od 1939 r. - A przecież w latach 1938-1939 NKWD wykonało podobną operację jak dwa lata później na grupie ponad 180 tys. Polaków, 75 tys. zabito strzałem w tył głowy, podobnie jak oficerów w Katyniu - tłumaczy dyr. Gluza.
Nie ma też możliwości uzyskania informacji z centralnego archiwum MSW w Moskwie. - Rosja podaje argument, że to otwarta kartoteka zawierająca aktualne dane, więc może odpowiadać jedynie na zapytania imienne i takie, po przesłaniu pełnej ankiety, rzeczywiście otrzymujemy - wyjaśnia szef Fundacji.
"Indeks represjonowanych" prowadzony jest od 1988 r. Ośrodek KARTA przy jego opracowywaniu ściśle współpracuje m.in. z Ośrodkiem Badań, Informacji i Upowszechniania (NIPC) "Memoriał" w Moskwie. Dołączyły do niego też środowiska w Rosji, na Litwie, Ukrainie i Białorusi.
Mikołaj Wójcik
"Nasz Dziennik" 2005-02-11
Autor: ab