Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Można było dostać więcej

Treść

Wszystkie przewidziane prawem procedury przy prywatyzacji banku PKO BP zostały zachowane, jednak ze względu na olbrzymie zainteresowanie inwestorów akcjami największego polskiego banku Skarb Państwa mógł za nie podyktować wyższą cenę. W takim przypadku wpływy z tej prywatyzacji mogły być wyższe o kilkaset milionów złotych.
Z punktu widzenia zachowania wymaganych prawem procedur Najwyższa Izba Kontroli pozytywnie oceniła przeprowadzoną pod koniec 2004 r. prywatyzację banku PKO BP. Według Izby, sytuacja nie wygląda już tak różowo po tym, jak ta przyjrzała się cenie, za którą rząd Marka Belki sprzedał część udziałów w największym polskim banku. - NIK ma zastrzeżenia co do ustalenia wyższej górnej granicy przedziału cenowego akcji PKO BP w ofercie publicznej. Istnieją przesłanki, by twierdzić, że można było uzyskać wyższe przychody z tej prywatyzacji - powiedział Waldemar Długołęcki, dyrektor Departamentu Budżetu i Finansów NIK.
Zastrzeżenia Izby wzbudziło to, że ówczesny minister Skarbu Państwa Jacek Socha nie wykorzystał możliwości określenia wyższej górnej granicy przedziału cenowego niż 20,5 zł za jedną akcję PKO BP. Jak czytamy w raporcie, nieskorzystanie przez ministra skarbu z takiej możliwości przy bardzo dużym popycie uniemożliwiło określenie wyższej ceny akcji i zwiększenie przychodów z prywatyzacji. NIK zwraca uwagę, że MSP tylko w nieznacznym stopniu podnosząc cenę - o 50 gr w stosunku do tego, co rekomendował doradca prywatyzacyjny, uwzględnił przesłanki wskazujące na możliwość podniesienia ceny akcji banku.
Długołęcki podkreślił, że taka decyzja ministra skarbu nie uwzględniła pozycji rynkowej i znaczenia marki PKO BP na polskim rynku.
Skarb Państwa nie zarobił tyle, ile mógł. Zarobili natomiast ci, którym akcje banku udało się nabyć.
Jeszcze przed ogłoszeniem widełek cen - ustalonych ostatecznie na 17,50-20,50 zł - w których miała się mieścić cena akcji PKO BP, zainteresowanie walorami banku ze strony inwestorów chcących nabyć akcje PKO przez założenie tzw. lokaty prywatyzacyjnej, było tak duże, że spokojnie można było wyznaczyć wyższą cenę za akcje. Ta i tak zostałaby przez inwestorów zaakceptowana. Inwestorzy wyrażali gotowość nabycia akcji, nie znając wtedy ich ceny. Subskrypcja lokaty prywatyzacyjnej rozpoczęła się bowiem wtedy, gdy nie ustalono jeszcze widełek cen. Dodatkowo drobni nabywcy akcji PKO BP dostali upust. Przypomnijmy, że tworzyły się nawet społeczne listy kolejkowe tych, którzy chcieli nabyć akcje banku za pośrednictwem lokaty prywatyzacyjnej. Równie dużym zainteresowaniem akcje PKO BP cieszyły się wśród inwestorów, którzy kupowali je w ofercie publicznej za pośrednictwem giełdy. W zależności od terminu złożenia zapisu na akcje dostali oni jedynie 10 lub tylko 5 sztuk na 100 zamówionych.
Na początku tego roku minister Skarbu Państwa zgłosił zastrzeżenia do wniosków pokontrolnych NIK, kwestionując m.in. ocenę, że MSP nie wykorzystał możliwości określenia wyższej górnej granicy przedziału cenowego dla oferty publicznej. Zastrzeżenia zostały jednak oddalone przez Kolegium NIK. Ze sprzedaży akcji PKO BP Skarb Państwa uzyskał przychody w wysokości ok. 7,6 mld zł. Obecnie SP posiada trochę ponad 51 proc. akcji banku.
Artur Kowalski

"Nasz Dziennik" 2006-04-28"

Autor: ab