Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Może zabraknąć wody

Treść

Niepokojąco obniża się poziom wód w podkarpackich rzekach spowodowany wysokimi temperaturami i brakiem deszczu. Choć na razie wody w studniach i wodociągach nie brakuje, to hydrolodzy obawiają się, że brak intensywnych opadów deszczu na dłuższą metę może zagrozić ujęciom wody dla kilku miast regionu. Władze Podkarpacia apelują o oszczędzanie wody.

Niski stan wód dotyczy nie tylko małych dopływów, ale także dużych rzek. Z danych Podkarpackiego Centrum Zarządzania Kryzysowego wynika, że poziom wody na Wisłoku w Rzeszowie oscyluje poniżej 50 cm, na Sanie w Przemyślu nie przekracza 90 cm, a w Jarosławiu 50 cm i z dnia na dzień jest coraz niższy. Jeszcze gorzej sytuacja wygląda w Łabuziach koło Pilzna, gdzie Wisłoka ma zaledwie 25 cm głębokości. Na niektórych odcinkach rzek pojawiły się wysepki i widać dno.
Mieszkańcy Rzeszowa obserwują sytuację i z niepokojem wyglądają deszczu. Niski poziom wody przyczynia się do jej zagęszczenia i sprawia, że każde zanieczyszczenie sprzyja pogarszaniu jej jakości. Tymczasem większość podkarpackich miast korzysta z ujęć rzecznych tzw. powierzchniowych. Tak jest choćby z ujęciem wody pitnej w Zwięczycy, z którego korzysta Rzeszów. Na razie nie ma kłopotów z zapewnieniem mieszkańcom odpowiedniej ilości wody, ale coraz większym problemem jest jej jakość. Sanepid, który na bieżąco monitoruje sytuację, nie bez powodów obawia się o jakość wody pitnej dla mieszkańców regionu. Również Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska w Rzeszowie prowadzi stałą kontrolę pracy największych w regionie oczyszczalni ścieków. Na razie sytuację udaje się opanować poprzez intensywne uzdatnianie wody, co zresztą potwierdzają wykonywane dwa razy dziennie badania laboratoryjne. Na dłuższą metę może być to jednak niemały problem. Wojewoda podkarpacki Ewa Draus zaapelowała do mieszkańców regionu o oszczędzanie wody oraz o niezanieczyszczanie rzek i zbiorników wodnych. Przypomniała o bezwzględnym zakazie mycia samochodów, szczególnie w pobliżu rzek i zbiorników wodnych oraz o zakazie zrzucania bezpośrednio do rzek, potoków i rowów melioracyjnych jakichkolwiek ścieków czy zawartości szamb, co może mieć zgubne konsekwencje.
Brak wody w wielu miejscach spowodował wyschnięcie rowów melioracyjnych, lokalnych potoków, co zdaniem specjalistów z Wojewódzkiego Podkarpackiego Inspektoratu Ochrony Środowiska umożliwia identyfikację wszystkich, którzy nielegalnie odprowadzają ścieki. Tych z kolei, zwłaszcza w regionach wiejskich, nie brakuje. - Ścieki komunalne, tam, gdzie jest to technicznie możliwe, powinny być podłączone do kanalizacji lub zostać oczyszczone w oczyszczalniach przydomowych, które spełniają wymogi techniczne w tym zakresie. Mogą być także gromadzone w tzw. zbiornikach bezodpływowych, a na gminach ciąży obowiązek przeprowadzania kontroli ich szczelności oraz czy korzystający mają podpisaną umowę na wywóz nieczystości. Często bowiem zdarza się, że nieczystości są wylewane na pola, a to już stanowi naruszenie prawa - uważa Maria Suchy z WPIOŚ. Przypomnijmy, że każdy wójt, zgodnie z uprawnieniami wynikającymi z ustawy o utrzymaniu czystości i porządku w gminach, ma możliwość decyzją administracyjną wymuszenia na mieszkańcach odpowiedniego postępowania ze ściekami komunalnymi.
Mariusz Kamieniecki

"Nasz Dziennik" 2007-07-27

Autor: ab