Moc kazimierskich nut
Treść
Szybkie oberki, wielkopolskie wiwaty, góralskie "nuty", pieśni żniwne, ślubne, wojackie, pogrzebowe, kolędy życzące - śpiewane przez panny kawalerom, przypowieść o niefrasobliwej młodości i mądrej starości, ballada o zdradzie i karze... - bardzo długo można byłoby wyliczać różnorodny repertuar 38. Ogólnopolskiego Festiwalu Kapel i Śpiewaków Ludowych w Kazimierzu nad Wisłą. Podczas tegorocznej edycji wystąpiło - jak szacowali organizatorzy - około 800 artystów.
- Przyjechali wykonawcy z 14 województw, by zaprezentować najpiękniejsze pieśni i muzykę ludową ze wszystkich regionów kraju. Już sam udział w tej imprezie, bez względu na werdykt jurorów, ciągle jest w odczuciu wykonawców nobilitacją - mówiła Janina Biegalska, komisarz festiwalu. O wartości i wyjątkowości tego przedsięwzięcia stanowi prezentowany tu autentyczny ludowy repertuar i styl muzykowania. - Taka formuła festiwalu jest naszą siłą - podkreślała J. Biegalska.
Ogólnopolski Festiwal Kapel i Śpiewaków Ludowych (25-27 czerwca br.) zgromadził zespoły śpiewacze, kapele, solistów - śpiewaków i instrumentalistów. W konkursie "Duży - Mały" wystąpili mistrzowie ze swoimi uczniami.
Na kazimierskim Rynku nie tylko grano i śpiewano. Swoje wyroby sprzedawali tu twórcy ludowi, często wdając się z przybyszami w pogawędkę o tajnikach swojej pracy. W programie festiwalu tradycyjnie znalazła się Msza św. w intencji uczestników, koncerty towarzyszące, widowisko obrzędowe.
W okolicach estrady na Rynku mieszały się gwary i stroje różnych regionów Polski. Występ zakończył już
77-letni Piotr Gaca (gm. Potworów koło Przysuchy). Do Kazimierza zawsze przyjeżdżał z kapelą, w tym roku wystąpił jako solista. - Może stąd ta trema? - zastanawiał się i zaraz dodał, że lubi muzykowanie, ale sił ma już coraz mniej. Pierwszy raz wziął skrzypce do ręki w wieku 13 lat. Pamięta dobrze czasy, kiedy dużo grał na weselach. Z wieloma melodiami zapoznała go matka, która świetnie śpiewała. - Nieraz to nawet w nocy trzeba się było uczyć rozmaitych melodii, żeby zdążyć - wspominał. Czy pamiętam melodie z dzieciństwa? W samej rzeczy, tak. I piosenki mogę śpiewać - dodał.
- Jak się coś z domu wyniesie, to się już pamięta - mówiła Franciszka Tumidajewicz z Wójtowej - ludowa śpiewaczka, malarka, poetka, rzeźbiarka, gawędziarka. - Teraz te tradycje przekazuję dalej mimo kłopotów ze zdrowiem. Prowadzę zespół dziecięcy, biorę udział w widowiskach obrzędowych, maluję to, co pamiętam ze zwyczajów - opowiadała. W Kazimierzu zaprezentowała pieśni pogrzebowe, które śpiewała kiedyś ze swoją siostrą: od domu zmarłego - przy wyprowadzinach, po te w drodze na cmentarz.
69-letnia Sabina Włodarczyk śpiewa sama i w zespole, a oprócz tego robi pisanki, palmy. - Moja mama i śpiewać pięknie potrafiła, i umiała len obrobić, na warsztacie utkać, wyhaftować coś czy uszyć - wspominała. - Nauczyła mnie tego. A ile znam od niej, od babci i od taty różnych pieśni: wojennych, żebraczych czy ballad - wyliczała.
Elżbieta Skrzypek
Nasz Dziennik 28-06-2004
Autor: DW