Mniej z prywatyzacji
Treść
Prywatyzacja nie powinna służyć ratowaniu finansów publicznych, lecz wzrostowi gospodarczemu, a sam proces prywatyzacji powinien być przejrzysty - to niektóre z wniosków, jakie można wyciągnąć z przedstawionego wczoraj przez ministra skarbu programu kierunków prywatyzacji na ten rok i sprawowania nadzoru właścicielskiego nad spółkami z udziałem Skarbu Państwa. Nad kierunkami prywatyzacji debatował wczoraj Sejm.
Minister Skarbu Państwa Wojciech Jasiński potwierdził, że w tym roku przychody z prywatyzacji wyniosą około 3,1 mld zł. - Widzimy realną możliwość uzyskania przychodów na poziomie 3,1 mld zł i prosilibyśmy wysoką izbę o zaakceptowanie tej strategii - zwrócił się do posłów Jasiński. To dość istotna zmiana w stosunku do tego, co wcześniej zakładał rząd, gdyż projektowano, że w tym roku z prywatyzacji wpłynie do budżetu około 5,5 mld zł.
Na mniejsze niż przewidywano przychody wpłynie m.in. odstąpienie od prywatyzacji Zespołu Elektrowni Dolna Odra oraz warszawskiego CEFARM-u. Jasiński przypomniał, że informację ministra skarbu w sprawie prywatyzacji ZEDO odrzucili przed kilkoma miesiącami posłowie, a w przypadku CEFARM-u szef resortu skarbu podpisał w środę decyzję o wstrzymaniu prywatyzacji tej firmy ze względu na stwierdzone nieprawidłowości przy jej przygotowywaniu.
Według Jasińskiego, zmniejszone wpływy z prywatyzacji zostaną w części zrekompensowane większymi dochodami z dywidend. Resort skarbu przewiduje, że wpływy z tego źródła wyniosą w tym roku około 3 mld zł. - Dobrym prawem właściciela jest uzyskiwanie korzyści z majątku - odpierał Jasiński pojawiające się zarzuty o wypompowywanie pieniędzy ze spółek z udziałem Skarbu Państwa.
O prowadzenie szkodliwej polityki w kwestii prywatyzacji oskarżył rząd występujący w imieniu Platformy Obywatelskiej Jan Wyrowiński. Według niego, rządzący spowalniają prywatyzację, a w interesie Narodu leży jej przyspieszenie.
Zwiększenie tempa prywatyzacji to jednak żadna sztuka. - Z prywatyzacji można w tym roku mieć nawet 7 mld, ale trzeba byłoby ją prowadzić w sposób niedokładny i nieprzemyślany - mówił Jasiński, zaznaczając, że rząd popiera prywatyzację.
Nie ma dymu bez ognia
Problemem jest też to, że zdecydowana większość społeczeństwa nie ma dobrego zdania o prywatyzacji, co podczas debaty poruszali posłowie. Stało się to jednak nie bez przyczyny. Na własnej bowiem skórze Polacy odczuli, że prywatyzacja to w wielu przypadkach zwolnienia pracowników, likwidowanie zakładów pracy czy niewywiązywanie się inwestorów ze zobowiązań. - W tej sytuacji nie można się dziwić, że Polacy sądzą, iż na prywatyzacji zyskali tylko cwaniacy i kombinatorzy. To nie było do końca tak, ale mniemanie takie jest powszechne - powiedział Jasiński. Swoje zrobiły również podejrzenia o korupcyjne powiązania między światem polityki i biznesu zwłaszcza w czasach, gdy ruszał proces prywatyzacji. - Była pewna grupa ludzi bliska kręgom rządowym, którzy chcieli stać się grupą nowych posiadaczy, wielu z nich znajduje się teraz na listach najbogatszych, ale też na listach współpracowników SB - zauważył Marek Suski (PiS).
Trudnym zadaniem dla ministra skarbu będzie zmiana utartego postrzegania prywatyzacji. Według Jasińskiego, najważniejszym zasobem prywatyzacyjnym jest obecnie sektor elektroenergetyczny. Według ministra, z prywatyzacji energetyki można uzyskać więcej niż 5,5 mld zł. Rząd chce jednak najpierw przeprowadzić jej konsolidację. Jak zaznaczył Jasiński, Skarb Państwa zachowa pakiet kontrolny w planowanej do utworzenia Polskiej Grupie Energetycznej - do 35 proc. akcji firmy trafić ma na giełdę.
Wkrótce zapaść mają też ostateczne decyzje w sprawie prywatyzacji zakładów wielkiej syntezy chemicznej. MSP zapowiada również kontynuowanie restrukturyzacji i prywatyzację hutnictwa oraz sektora spirytusowego. Według Jasińskiego, pojawiła się wstępna koncepcja utworzenia polskiej grupy spirytusowej.
Minister skarbu zapowiedział również, że nie będzie szybkiej prywatyzacji warszawskiej giełdy. Jasiński stwierdził, że GPW mogłaby odgrywać poważniejszą rolę w naszej części Europy. By tak się jednak stało, w Warszawie powinno być notowanych jak najwięcej spółek z krajów ościennych.
Artur Kowalski
"Nasz Dzienik" 2006-05-12
Autor: ab