Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Mistrzowska sobota Małysza

Treść

Od 15 marca 2003 roku Adam Małysz - a wraz z nim my wszyscy - czekał na zwycięstwo w konkursie Pucharu Świata w skokach narciarskich. Po długiej, ponadpółtorarocznej przerwie, wreszcie się jednak doczekał. W sobotę, 11 grudnia 2004 roku, pan Adam wygrał zawody w czeskim Harrachowie. Wygrał do tego w stylu godnym wielkiego mistrza, ustanawiając nowy rekord skoczni "Certak". Dzień później było ciut słabiej - triumfował Janne Ahonen, Małysz był jedenasty.
Przed sobotnim konkursem - przyznajmy szczerze - niewielu spodziewało się sukcesu Małysza. Polak bowiem w dotychczasowych konkursach spisywał się średnio, jedyny bardzo dobry skok przed tygodniem w Trondheim aż tak nadziei nie rozbudzał. Przez ostatnie dni pan Adam trenował jednak ciężko, wyciszał się. Marzył o podium, rzeczywistość przerosła oczekiwania.
To był ten Małysz sprzed lat. Perfekcyjny w każdym calu. Gdy w swym pierwszym sobotnim skoku idealnie wyszedł z progu, natychmiast przybrał odpowiednią sylwetkę, było jasne, że będzie dobrze. I było. Polak leciał i leciał, wylądował dokładnie metr dalej niż wynosi (od tej chwili wynosił) rekord skoczni - 143 m! To był nokaut, żaden z rywali do tej odległości nawet się nie zbliżył. Łącznie z absolutnym liderem PŚ Janne Ahonenem. Fin miał nadzieję, że w sobotę stanie się pierwszym w historii zawodnikiem, który wygra pięć pierwszych pucharowych konkursów z rzędu. Po skoku Małysza musiał swe plany zrewidować.
W drugiej serii nasz reprezentant nie dał sobie wydrzeć zwycięstwa. Choć skoczył bliżej (136 m), to wystarczyło, by podnieść ręce w zasłużonym geście triumfu.
W sobotę wokół "Certaka" zgromadziły się tysiące polskich kibiców, wczoraj było ich jeszcze więcej. Każdy wierzył, że podobnie jak dzień wcześniej, przeżyją wspaniałe chwile z Małyszem w roli głównej.
Już kwalifikacje pokazały jednak, że niedziela może należeć do Ahonena. Fin poprawił bowiem jednodniowy rekord Małysza, lądując na 145,5 m. Drugi był Czech Jakub Janda (140 m). Obaj panowie świetnie spisali się też w konkursie głównym. Po pierwszej serii niespodziewanie prowadził rewelacyjnie w tym sezonie skaczący Janda, który powtórzył swój wyczyn z kwalifikacji. Ahonen skoczył dokładnie tyle samo, otrzymał jednak niższe noty za styl. Znakomicie spisali się także Norweg Roar Ljoekelsoey (138) i Austriak Martin Hoellwarth (138,5). Małysz nie zdołał powtórzyć fantastycznego skoku z soboty - pofrunął na 133 m, był jedenasty. Liczyliśmy, że lokatę tę zdoła poprawić w drugiej serii. Nie zdołał. Skoczył dokładnie tyle samo, utrzymał 11. miejsce.
A wygrał Ahonen - po raz piąty w sezonie. Nic dziwnego, że z ogromną przewagą (580 pkt wobec 308) w klasyfikacji generalnej PŚ wyprzedza Jandę. Małysz (200) jest 8.
Wyniki: sobota: 1. Małysz 284,2 pkt (143,0+136,0 m), 2. Ahonen (Finlandia) 279,0 (141,0+136,5), 3. Spaeth (Niemcy) 278,8 (135,0+141,0), 4. Janda (Czechy) 278,3 (136,5+137,0), 5. Ljoekelsoey (Norwegia) 277,2 (140,5+133,5); niedziela: 1. Ahonen 288,8 (140,0+141,0), 2. Ljoekelsoey 287,3 (138,0+140,5), 3. Janda 284,2 (140+136,5), 4. Hoellwarth (Austria) 269,4 (138,5+132,0), 5. Kasai (Japonia) 267,6 (136,5+133)... 11. Małysz 258,3 (133,0+133,0).
Piotr Skrobisz

"Nasz Dziennik" 2004-12-13

Autor: kl