Miodowy miesiąc
Treść
Wraz ze zmianą prezydenta zmieniło się również nastawienie francuskiego rządu do Izraela. Paryżowi najwyraźniej zależy na poprawie relacji z Tel Awiwem, co nie oznacza, że Nicolas Sarkozy będzie miał na tyle silne poparcie społeczne, żeby udzielić państwu żydowskiemu pełnego wsparcia.
Miodowym miesiącem nazwał David Martinon, rzecznik prasowy Nicolasa Sarkozy'ego, obecne relacje Francji z Izraelem. Oświadczył on przed Reprezentatywną Radą Instytucji Żydów Francuskich (CRIF), że jakość obecnych obustronnych stosunków przypomina tę z czasów sprzed 1967 roku. Francja po tzw. wojnie sześciu dni zaostrzyła wówczas swoje relacje z Izraelem, przyłączając się do embarga na sprzedaż broni dla Tel Awiwu.
- Prezydent Sarkozy jest bardzo dumny i szczęśliwy, bo to pomoże zwiększyć wpływy na rzecz zmiany - zapewniał rzecznik prasowy Pałacu Elizejskiego. Prezydent uważa, że obecnie należy "rozmawiać z Izraelem jak z przyjacielem, a nie udzielać mu ciągłych lekcji" - kontynuował David Martinon. - W 2002 r. byliśmy w takiej sytuacji, że powątpiewaliście w republikę. On, a republika z nim, nawiązał dialog ze wspólnotą francuskich Żydów i wspólnotami Żydów żyjącymi poza granicami Izraela - stwierdził rzecznik prasowy prezydenta Francji.
Umizgiwanie się do francuskiej wspólnoty żydowskiej dyktowane jest na pewno chęcią poprawienia relacji na linii Paryż - Tel Awiw. Wynika to przede wszystkim z polityki zbliżenia z Waszyngtonem, który jest głównym obrońcą izraelskich interesów na Bliskim Wschodzie. Wydaje się jednak, że mówienie o miodowym miesiącu w obustronnych relacjach jest przesadą, tym bardziej że kilka dni temu Nicolas Sarkozy skrytykował Izrael za okupowanie terytoriów palestyńskich, widząc w tym podstawową przeszkodę w zapewnieniu pokoju na Bliskim Wschodzie.
Franciszek L. Ćwik, Paryż
"Nasz Dziennik" 2007-11-26
Autor: wa