Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Ministerstwo nie mówi "nie"

Treść

W Kongresie Stanów Zjednoczonych rozpoczęły się przesłuchania ekspertów w sprawie ewentualnego przeniesienia amerykańskich baz wojskowych z Niemiec do państw Europy Środkowowschodniej. Zwolennikami takiego rozwiązania są członkowie Komisji Sił Zbrojnych Izby Reprezentantów. Bardziej sceptycznie do pomysłu podchodzą wojskowi. Ich zdaniem, Niemcy mogą odczytać taką operację jako "zemstę" za brak poparcia dla wojny z Irakiem. Ministerstwo Obrony Narodowej zapewniło wczoraj, że gdyby USA zwróciły się do Polski z prośbą o przyjęcie żołnierzy, poważnie rozważyłoby taką propozycję.
Ministerstwo Obrony Narodowej nie chce komentować amerykańskich planów. Jak poinformowano nas jednak w biurze prasowym MON, resort poważnie rozważy taką propozycję, jeśli tylko Amerykanie formalnie zwrócą się z nią do polskiego rządu. - Nie ma sensu mówić o tym, co by było gdyby. Jak będzie, zaistnieje, to wtedy będą decyzje - usłyszeliśmy w ministerstwie.
Decyzję o stacjonowaniu obcych wojsk na terytorium RP musiałaby w takim wypadku podjąć Rada Ministrów.
Z opiniami ekspertów na temat dalszego losu amerykańskich baz wojskowych w Niemczech zapoznaje się od środowego ranka czasu amerykańskiego Komisja Sił Zbrojnych Izby Reprezentantów USA. Za przeniesieniem, zdaniem Pentagonu, przemawiają względy strategiczne. Nie ma już Układu Warszawskiego, a do miejsc, w których amerykańscy żołnierze mogą być potrzebni (Bliski Wchód), bliżej jest ze wschodniej części Europy. Poza tym utrzymanie wojsk w Niemczech jest droższe niż w Polsce czy Bułgarii. Eksperci zalecają jednak dużą rozwagę przy podejmowaniu decyzji. Aby nowe bazy nadawały się do użytku, trzeba zainwestować w nie setki milionów dolarów. Infrastruktura w krajach Europy Wschodniej nie spełnia wymagań amerykańskich żołnierzy. Nie bez znaczenia również są reperkusje polityczne, jakie spowoduje wycofanie się Amerykanów z Niemiec, a więc podważenie wiarygodności NATO i spowodowanie szkód wykraczających daleko poza obecne spory wokół planowanej wojny z Irakiem.
Zdaniem Jana Łopuszańskiego (Koło Parlamentarne Porozumienie Polskie), członka sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych, jeżeli Amerykanie są takim przeniesieniem zainteresowani, to przede wszystkim dla własnych celów. - Wszystkich nie znamy, ale z pewnego zasadniczego kierunku tych celów, dzięki obserwacji wydarzeń na przestrzeni ostatnich kilku lat, możemy się domyślać. To jest odgrzewany przez kolejne pokolenia amerykańskich polityków wielki plan geopolitycznej konfrontacji morskiego mocarstwa, jakim są Stany Zjednoczone z wielkim mocarstwem lądowym, jakim jest Rosja - mówił Łopuszański. - Oczywiście dzisiaj Rosja przestała być równoważnym czynnikiem do amerykańskich sił - dodał.
Przypomniał, że w swojej książce "Wielka szachownica" Zbigniew Brzeziński wprost mówił, że Ameryka już panuje nad morzami, ma decydujący wpływ na sprawy w Europie Zachodniej, ale główną nagrodą dla USA w tej grze jest panowanie nad kontynentem euroazjatyckim. - Posunięcia, czy to w Serbii, Iraku i Afganistanie, czy sygnalizowane wokół Iranu i Korei, to są sprawy, które w takim kontekście bardzo długofalowym trzeba rozumieć - stwierdził Łopuszański. W jego opinii, z tego punktu widzenia bazy amerykańskie na terytorium Polski byłyby bazami na terytorium geograficznie bliższym amerykańskim "polom zainteresowania". - Rozumiem zainteresowanie niektórych grup politycznych obecnością tych baz w Polsce. Najpierw napinają do nieprawdopodobieństwa stosunki społeczne, doprowadzając do tragicznych warunków życia Narodu, a potem chętnie miałyby w Polsce obce bazy, które będą argumentem utrzymania ich wpływu i polityki - wyjaśnia Łopuszański.
Kwestia baz USA w Niemczech wypłynęła w zeszłym tygodniu, w czasie przesłuchań w Komisji Sił Zbrojnych na temat budżetu resortu obrony. Składający tam wyjaśnienia szef sztabu wojsk lądowych gen. Eric Shinseki zwrócił uwagę na niższe koszty utrzymania baz w Polsce niż w Niemczech. Cywilny minister wojsk lądowych Thomas E. White mówił o "możliwościach szkolenia wojsk (USA) w Polsce i na Węgrzech". Ewentualne przeniesienie części baz z Niemiec związane jest z planami ogólnej zmiany koncepcji baz - będą one w przyszłości mniejsze i raczej tymczasowe, z rotacją personelu co 180 dni, co pozwoli na niesprowadzanie tam rodzin żołnierzy i oszczędności w wydatkach, np. na szkoły i szpitale. Z nieoficjalnych wypowiedzi wynika jednak, że ewentualne przenoszenie baz z Niemczech, gdzie stacjonuje około 70 tys. żołnierzy, byłoby rezultatem zmian strategii wojskowego zaangażowania USA w Europie w związku z rozszerzeniem NATO na wschód oraz zagrożeniami w rejonie Zatoki Perskiej. Ujawnienie takich pomysłów jest niewątpliwie kłopotliwe dla administracji Busha w okresie napięcia w stosunkach z Niemcami. Zareagowała także Rosja, przypominając, że jej umowy z NATO nakładają ograniczenia na stacjonowanie wojsk Sojuszu w Europie Wschodniej.
Pierwsze informacje o przeniesieniu amerykańskich baz wojskowych z Niemiec do Polski pojawiły się pod koniec ubiegłego miesiąca, przed wizytą premiera RP w USA.
Amerykanie rozważają również możliwość przesunięcia swoich żołnierzy na Węgry. Przebywający ostatnio w Polsce premier Rosji oświadczył, że nie widzi potrzeby, aby w Polsce powstały amerykańskie bazy. Według niego, Rosja i NATO są dziś partnerami, choćby w walce z terroryzmem. - Dlatego trzeba pomyśleć, czy jest jakiekolwiek uzasadnienie dla tego, by teraz, nagle, pojawiły się bazy amerykańskie. Czy pojawiło się nagle jakieś zagrożenia dla Polski lub innych krajów NATO? - pytał Michaił Kasjanow, premier Federacji Rosyjskiej.
W Niemczech stacjonuje obecnie ok. 70 tys. żołnierzy USA.
Robert Popielewicz



Amerykańskie propozycje ocenia prof. dr hab. Anna Raźny, wykładowca na Wydziale Studiów Międzynarodowych i Politycznych Uniwersytetu Jagiellońskiego:
Informacje o planach przeniesienia amerykańskich baz wojskowych z Niemiec do innego kraju Europy są świadectwem nerwowej reakcji administracji Białego Domu na zdecydowany sprzeciw kanclerza Schroedera wobec prewencyjnej wojny z Irakiem. Jest to także reakcja na tworzącą się w Europie geostrategiczną przeciwwagę z udziałem tak silnych podmiotów, jak Niemcy, Francja i Rosja. Plany przeniesienia amerykańskich baz mogą istnieć już od dłuższego czasu, ale wcześniej zaistniały okoliczności, które pozwalały amerykańskim władzom na ich zasygnalizowanie w atmosferze takiego przynajmniej połowicznego porozumienia. O wiele ważniejszą sprawą są w tym wypadku koszty finansowe, które musiałyby ponieść USA, decydując się na nowy kraj dla swoich baz. Nade wszystko zdecydowałyby się jednak na przestrojenie swojej polityki wobec Europy, a przede wszystkim Rosji. Oddzielny problem, dla nas najważniejszy, stanowi polska zmiana w planach USA jako nowe miejsce dla amerykańskich baz. Już sam fakt wskazania Polski w kontekście tych planów świadczy o tym, że jakieś rozmowy na ten temat były prowadzone. Z punktu widzenia Białego Domu Polska, choć słaba, nadaje się wyjątkowo do manipulacji w Europie. Dla nas amerykańskie interesy i plany stanowią ostatnio wyjątkowe niebezpieczeństwo. Narażają nas pod każdym względem. Przede wszystkim poparcie Polski dla wojny z Irakiem, jako szczególny wyraz odejścia polityki od etyki, stanowi nowe poważne źródło kryzysu moralnego w Polsce. Trzeba przypominać nieustannie o tym, że ta dwulicowość i obłuda wobec Ojca Świętego i Watykanu w sprawie wojny z Irakiem stanowi taki punkt szczególny, który musimy wziąć pod uwagę. Zadziwia milczenie polskich władz, które powinny nie tylko wydać jakieś oświadczenie w tej sprawie, ale jasno określić swoje stanowisko. Polska nie może być pionkiem w przestrajaniu polityki USA nie tylko wobec Niemiec, ale również Europy i Rosji.
not. RP
Nasz Dziennik 28-02-2003

Autor: DW